Które owady pokazują się jako pierwsze? Chyba pszczoły… w tym roku jednak ich jeszcze nie spotkałem. Za to kiedy były dwucyfrowe temperatury na plusie, spotkałem złotooka. Wydawało mi się, że to zwiastun wiosny i mrozów już nie będzie. Pomyłka…


Które owady pokazują się jako pierwsze? Chyba pszczoły… w tym roku jednak ich jeszcze nie spotkałem. Za to kiedy były dwucyfrowe temperatury na plusie, spotkałem złotooka. Wydawało mi się, że to zwiastun wiosny i mrozów już nie będzie. Pomyłka…


Ciepły sierpniowy wieczór i ani jednej chmurki na niebie. Wybrałem się na łąkę pod wieczór, kiedy słońce było już nisko. Spacerowałem ze wzrokiem utkwionym w trawie i wypatrywałem owadów, kiedy zobaczyłem tego uroczego motyla. Zajmował miejsce w gęstwinie, więc trzeba było się nagimnastykować. Udało się zrobić zdjęcie, kiedy podleciał w bardziej usłonecznione miejsce, a tam to już światełko było po prostu bajkowe.


Tyle się mówi teraz o ekologii, wycofywane są produkty ze styropianu i plastiku. No to ja mam taką propozycję – ekologiczna, żywa szczoteczka do zębów. Nie dość, że żywa (czyli trzeba o nią dbać, karmić itd.) to jeszcze atrakcyjnie ubarwiona.


Wracam do piątkowych postów o tematyce owadów. Wiosną, latem i nawet jesienią zrobiłem sporo zdjęć makro i aż serce mi się kraje, że leżą one na dysku i nikt poza mną nie może ich oglądnąć.
Na początek dwa portrety wojsiłki pospolitej (Panorpa communis). Samiczka i samiec. Spotkałem ich oboje w połowie wrześnie wieczorową porą. Słońce było już niziutko, a oni siedzieli na oddalonych o kilka metrów od siebie trawach. Być może nawet o sobie nie wiedzieli, bo dla takiego małego owada, 5 metrów, to jak dla ludzi pewnie z 5 kilometrów… Zresztą pewnie i tak o tej porze roku amory nie były im w głowie. Prędzej ich myśli zaprzątała myśl, jak to przetrwać zimę.


Ciepłe i słoneczne wieczory wrześniowe kilkakrotnie spędzałem na okolicznych łąkach w poszukiwaniu owadów. Jeden z nich sam do mnie przyleciał. Potężny chrząszcz długości aż około trzech centymetrów wylądował na mojej koszulce i był niezwykle chętny do pozowania. To Rzemlik topolowiec (Saperda carcharias).




Tyle mówi się o ćmie bukszpanowej (Cydalima perspectalis), jaki to szkodnik, jaka ekspansywna, że inwazja nie do opanowania, ale czy ktoś ją kiedyś widział? Tak naprawdę, to całkiem ładna ćma. Biała, półprzeźroczysta, z brązowym obrzeżem na skrzydłach prezentuje się elegancko. W locie zachowuje się co najmniej jak arystokracja. Szczególną uwagę zwróciłem na dziwne wyrostki na ogonie. Kilka miesięcy temu pisałem o wróblach, które zjadały u mnie jej larwy. Niestety naturalny wróg ćmy bukszpanowej nie dał rady i na dzień dzisiejszy moje bukszpany są niestety do wykopania. Nie umniejsza to jednak faktu iż mimo że szkodnik, to piękny.

Wieczór. Na łące słychać koniki polne. Idąc co chwilę odskakują na boki. Jednego z nich biorę w dłoń razem z trawą. Robię kilka zdjęć obracając się w różne strony. Pierwsze fota – konik w cieniu, tło w słońcu, druga na odwrót – konik w słońcu, tło w cieniu. Niby ten sam konik, to samo ujęcia, a jakby dwa różne zdjęcia 😉


Słuchajcie, wczoraj spełniło się jedno z moich makrofotograficznych marzeń – spotkałem w końcu modliszkę!
Zazwyczaj wieczorami to fotografuję pejzaże z zachodami słońca. Wczoraj niebo było bezchmurne, więc wieczorem wybrałem się na fotografowanie owadów. Spacerowałem niespiesznie po łące, kiedy zauważyłem że coś mi się rusza pod nogami. W pierwszej chwili pomyślałem, że to konik polny, bo było ich tam chyba miliony. Schyliłem się…. i nie mogłem uwierzyć we własne szczęście – to była modliszka! Modliszka zwyczajna (Mantis religiosa) była niezwykle chętna do pozowania, a jak przekrzywiała tę swoją główkę patrząc na mnie, to aż mnie ciarki przechodziły. W pewnym momencie usiadła na niej…. mucha! Musiała pomylić ją z jakąś rośliną 😉




Modliszkę zwyczajną (Mantis religiosa) już raz fotografowałem, ale wtedy nie znalazłem jej samodzielnie.
Jest piątek – jest owad. Dzisiaj w roli głównej trzmiel, który nie znał umiaru w jedzeniu i piciu i po sutej biesiadzie na ogrodowych kwiatkach stwierdził, że przesadził. Zjadł tyle, że nie dał rady wzbić się już w powietrze. Przyznam się w tajemnicy, że jak widzę słodkie, to mam tak samo 😀



Koniec maja. Można było jeszcze swobodnie spacerować po polach bez obawy pogryzienia przez komary. Na jednym z suchych chabazi siedział sobie czerwończyk uroczek (Lycaena tityrus) nic nie robiąc sobie z mojej obecności.
