Chmura szefowa | 5.06.2026

Przestraszył mnie ten szelf, i to nie na żarty. Wybrałem się jak gdyby nigdy nic na spacer, ubrany jak fircyk w zalotach, czyli kompletnie nieprzygotowany na deszcz. Kiedy go zobaczyłem po wyjściu z lasu, do samochodu miałem jeszcze jakieś trzy kilometry, a szelf mógł zwiastować tylko jedno – burzę.

Niespecjalnie się tym jednak przejąłem, bo bardziej od ucieczki interesowało mnie fotografowanie tego groźnie wyglądającego zjawiska. Dopiero po chwili zerknąłem do aplikacji pogodowej, a ta uspokajała, że burza przejdzie bokiem.

Mimo wszystko niepokój nie minął. Resztę drogi do samochodu pokonałem więc lekkim truchtem, od czasu do czasu spoglądając w stronę ciemnych chmur. Ostatecznie deszczu nie było, ale emocji podczas tego spaceru zdecydowanie nie zabrakło.

Burza przyczyną

A co to za takie ładne, kolorowe niebo udało mi się złapać?

A tak mnie coś tknęło, wziąłem aparat i podjechałem na miejscówkę, a tam w oddali burza się kręciła. Na początku może i nie wydawało się, że te wszystkie chmury zapłoną takimi barwami, ale z czasem, gdy słońce zaczęło zniżać się ku horyzontowi, a później gdy całkiem zaszło, kolory nabrały intensywności.

Chmury piętrzyły się wysoko, tworząc niesamowite kształty, jakby ktoś rozlał akwarele po niebie. Z zachodu dochodziły odgłosy grzmotów, które dodawały całości klimatu i lekkiego dreszczyku. To właśnie ta burza była sprawczynią całego spektaklu – to ona rozrzuciła chmury i rozproszyła światło w taki sposób, że niebo wyglądało jak malowane ręką artysty.

Pierwsza

W tym sezonie burze, jak już się trafiały, to omijały moją okolicę szerokim łukiem. Ale dziś w końcu jedna przyszła – i była naprawdę widowiskowa. A przynajmniej ten szelf, który sunął tuż przed nią. Można powiedzieć, że pojawił się z zaskoczenia. Mimo że widziałem zbliżającą się burzę na aplikacji pogodowej i wiedziałem, że zaraz dotrze, to i tak dałem się zaskoczyć.

Zatrzymałem się więc w pierwszym lepszym miejscu, żeby złapać ten niesamowity spektakl natury. Czasu było niewiele – dosłownie kilka minut, bo kiedy szelf znalazł się nade mną, od razu zaczęło padać. Udało mi się jeszcze schować do samochodu. I dobrze, że nie ruszyłem dalej, bo to, co się rozegrało chwilę później, przeszło moje oczekiwania – intensywny deszcz, silny wiatr i grad.

Pięć minut później wszystko się uspokoiło, zrobiło się jasno, a z nieba sączył się tylko lekki deszczyk. Takie to było krótkie, intensywne, burzowe przedstawienie. I choć trwało chwilę, to dostarczyło emocji jak porządny trailer filmu katastroficznego.

Tęcza, ale niska

O 17:00 słońce było na wysokości około 30 stopni nad horyzontem. Czy na trzy i pół godziny przed zachodem można dostrzec tęczę? Owszem. Jest niska i nie zawsze tak intensywna jak wieczorem lub rano, ale tak – można ją zobaczyć.

Chwilę wcześniej przeszła konkretna ulewa, ale zaraz potem niebo od zachodu zrobiło się czyste i zaświeciło słońce. Na kilka chwil, w jeszcze mocno padającym deszczu, pojawiła się niziutka tęcza. Siedziałem schowany w samochodzie, ale uchyliłem szybę i zrobiłem to zdjęcie. Co prawda zalało nieco wnętrze, ale czego nie robi się dla zdjęcia! 😊

Tęcza była delikatna, jakby niepewna, czy powinna się pokazać. Ot, taki nieśmiały ukłon od pogody dla tych, którzy nie uciekli od razu do domu. A ja, z mokrym aparatem i pokropioną tapicerką w lekkim szoku, siedziałem z bananem na twarzy. W końcu nie codziennie dostaje się taki prezent od natury – i to z pierwszego rzędu, przez boczną szybę auta. 

Deszcz, co nie chce spaść

Virga? Co oznacza to tajemniczo brzmiące słowo? To taki deszcz, który wylatuje z chmury, ale nigdy nie dociera do ziemi – bo wcześniej wyparowuje. I właśnie takie zjawisko udało mi się złapać w wyjątkowych okolicznościach – nad kapliczką ze św. Nepomucenem, w towarzystwie zachodzącego słońca. A jak wiadomo, zachód słońca to najlepszy reżyser – pięknie podświetlił chmurkę i sprawił, że cała scena wyglądała wręcz bajecznie. Warto często spoglądać w niebo, bo nigdy nie wiadomo, co spektakularnego tam się akurat dzieje!

Niebo straszy, a Witek pstryka

Wtorek, wieczór. Za oknem pogodowa loteria: raz niebo jak z pocztówki, raz chmurzyska. A z tych chmur… śnieg.

Ziąb i wiatr, ale Witek widzi w tym nie meteorologiczne nieszczęście, tylko fotograficzną okazję. Więc pakuje sprzęt i wyrusza w teren, przekonany, że złapie coś wyjątkowego.

Na horyzoncie pojawia się chmura. Masywna, potężna, jakby właśnie miała pochłonąć połowę horyzontu. Z jednej strony groźna, z drugiej – w wieczornym świetle wygląda prawie… przyjaźnie. Dla Witka to arcydzieło natury, dla innych – zwiastun końca świata 😄

Chmura na pół nieba

Niedzielny poranek. Po śniadaniu spojrzałem przez okno – słońce było już wysoko, ale coś podpowiadało mi, by wyjść na krótki spacer. Ruszyłem w stronę pobliskiego wzgórza i wtedy zobaczyłem ten niezwykły widok.

Przez pół horyzontu rozciągała się monumentalna chmura, podświetlona ciepłym blaskiem dopiero co przebudzonego słońca. Wyglądała niczym fala światła unosząca się nad polami i wędrująca po niebie. Takie chwile przypominają, jak niezwykła potrafi być natura – wystarczy tylko zatrzymać się i spojrzeć.

Fotografia to niemal 180-stopniowa panorama, złożona z 12 zdjęć.

Pierwsza burza

Minionego lata chyba ani razu nie fotografowałem burzy. Tak się złożyło i może to lepiej, że w mojej okolicy nie było spektakularnych nawałnic. Kto by pomyślał, że pierwszą burzę sfotografuję dopiero we wrześniu…

Chwilę przed powrotem z pracy zaczęły zbierać się ciemne chmury. Zmieniłem trasę i pojechałem w szczere pole, aby złapać te burzowe chmury. Może nie jakoś specjalnie widowiskowe, ale zdobycz cieszy po tak długim czasie.

Biała tęcza

Biała tęcza, a co to takiego? To zjawisko optyczne i meteorologiczne, obserwowane jako białe lub lekko zabarwione łuki na tle mgły. Warunkiem powstania białej tęczy jest oświetlenie obszaru mgły równoległymi promieniami słonecznymi, przez co od strony słońca nie może być mgły, a mgła musi wystąpić naprzeciw słońca. Tęczę można zaobserwować najczęściej rano.

Chmury Asperitas – pofalowane morze

Ubiegły czwartek zacząłem grubo przed piątą. Liczyłem podziwiać z roweru piękny wschód słońca, jednak na niebie wisiały chmury. I tak aż do 10 tej. To nawet lepiej, bo było chłodniej do jazdy. Gdy tylko chmury się rozeszły momentalnie zrobiło się około 30 °C.

Ale ja nie o tym. Ja o chmurach, ale takich nietypowych chciałem. O chmurach Asperitas. Chmury te wyglądają niczym pofalowane niebo i mogą napawać lękiem. Ja się ich jednak nie bałem, tylko chwyciłem za aparat, aby je uwiecznić. Niestety chmury Asperitas jak szybko się pojawiły, tak szybko znikły…