Magiczne akacje

Pojawiłem się tam znowu. Ze względu na inne niż fotografowanie priorytety nie bywam tam już tak często jak kiedyś. Ale w niedzielę, przejeżdżając niedaleko, postanowiłem, że muszę na własne oczy zobaczyć, jak kwitną.

Co prawda kwiatów nie ma na nich zbyt wiele, ale biorąc pod uwagę, że jeszcze dobrych kilka lat temu nie kwitły w ogóle, teraz jest naprawdę super. Przy okazji na niebie zauważyłem halo słoneczne i tak sobie pomyślałem, że nic się nie zmieniło – one nadal są magiczne, albo przynajmniej przyciągają magiczne zjawiska, wschody i zachody słońca. Coś w tym musi być…

Startujemy z czerwcem

Pierwszy czerwca. Czerwiec to już chyba taki całkiem letni miesiąc, jak mi się zdaje.Przynajmniej w kalendarzu, bo ostatnie rowerowe wypady bardziej przypominały wczesną wiosnę. Temperatury poniżej 20 stopni, wiatr, chmury, a wczoraj to i drobny kapuśniaczek mnie nie oszczędził.

Przed nami przyjemnie krótki tydzień, tylko cztery dni pracy, a potem trzydniowy fajrant. Zbieram siły, bo w nadchodzący weekend nie zamierzam oszczędzać nóg. Jeśli pogoda dopisze, będę z pewnością zbierał kolejne kilometry do kolekcji.

Widmo Brockenu nr 6 i biała tęcza | 20.05.2026

Sięgnąłem do archiwów i policzyłem, że to najprawdopodobniej moje szóste widmo Brockenu. Czwarte na Pogórzu Strzyżowskim, jedno miałem w Przemyślu i jedno na zupełnych równinach!

Tym razem mocno mnie zaskoczyło, bo jechałem sobie spokojnie rowerem, zerknąłem w bok, a tam wokół mojej głowy przesuwała się kolorowa aureola! Oczywiście od razu się zatrzymałem, żeby uwiecznić to ciekawe, zwłaszcza w naszym regionie, zjawisko optyczne.

Kilkanaście kilometrów później udało mi się po raz kolejny uchwycić białą tęczę, ale tej to już nawet nie zliczę. Obawiam się tylko, że widuję ją częściej niż kolorową!

Cerkiew św. Paraskewy w Rzepniku

Muszę się na bieżąco podzielić tym, co mnie dziś spotkało. Otóż skoro świt wybrałem się na kolejną rowerową setkę. Między innymi przejeżdżałem przez Rzepnik, żeby odwiedzić cerkiew św. Paraskewy. Zawsze, gdy tamtędy jechałem, trafiałem na wycieczki zwiedzających, a dziś byłem tam zupełnie sam. Mogłem spokojnie podejść od drugiej strony i zrobić zdjęcia w ciszy, spokoju i bez pośpiechu.

Kiedy wszedłem na polanę za cerkwią i odwróciłem głowę, zobaczyłem coś niesamowitego. Na niebie widniało okazałe i bardzo wyraźne halo słoneczne. Lepszego warunu do fotografowania nie mogłem sobie wymarzyć. Od razu chwyciłem za smartfon, żeby uwiecznić ten niecodzienny widok.

Słońce było już bardzo wysoko, bo zbliżało się południe, więc obiektyw nie obejmował całej sceny. Ale od czego jest tryb „panorama”. Może zdjęcie wyszło lekko zniekształcone, ale udało się uchwycić i halo, i cerkiew, i całe jej klimatyczne otoczenie.

Biała tęcza i to światło…

Czy nie dawniej jak wczoraj pisałem, że rano to ja nie jeżdżę? Otóż jednak wybrałem się o poranku i to był strzał w dziesiątkę. Mimo że od wschodu słońca minęły już dobre dwie i pół godziny, w pobliskiej dolince nadal utrzymywała się gęsta mgła. Już wtedy wiedziałem, co mnie tam czeka.

Nie pomyliłem się. Była przede wszystkim biała tęcza, co prawda już bardzo niska, ale nadal świetnie widoczna. Do tego doszło fantastyczne światło słońca przebijającego się przez mgłę. Sami zobaczcie.

Halo słoneczne – kwiecień 2022

Tak było, nie zmyślam. Data to kwiecień. Tak, to nie pomyłka — kwiecień 2022 roku. Leżał wtedy śnieg. Dokładnie nie pamiętam, ale to pewnie był krótki, zimowy epizod tamtej wiosny.

Ale ja nie o tym. Ja o halo słonecznym, które wtedy od rana „wisiało” na niebie. Wyraźne i całkiem okazałe. Towarzyszyło mi podczas porannego, niedzielnego spaceru i robiło takie wrażenie, że trudno było oderwać wzrok.

Halo słoneczne

Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. To był styczeń 2023 roku, wyjątkowo ciepły. Spędziłem go praktycznie na codziennych jazdach na rowerze. W tygodniu szybkie przejażdżki po zmroku, a w weekendy dłuższe, kilkudziesięciokilometrowe wyprawy.

Tego dnia przez całe popołudnie na południowo-zachodnim niebie towarzyszyło mi widowiskowe halo słoneczne.

Czy to szczęście?

– Ty to masz szczęście do takich widoków – piszecie do mnie czasami.

Czy to faktycznie szczęście? Muszę zdecydowanie zaprzeczyć. Co więc sprawia, że jestem świadkiem takich malowniczych spektakli natury?

Po pierwsze – śledzenie prognoz pogody, ale bez ślepego im ufania. Również własne obserwacje i odrobina intuicji mają znaczenie. Po drugie – jak najczęściej warto być w terenie. Rachunek prawdopodobieństwa wskazuje, że wtedy okazji będzie więcej.

Kolejna sprawa to przemieszczanie się – nieraz bywa tak, że świetne warunki panują w jednym miejscu, a już kilkaset metrów dalej ich nie ma. A na samym końcu wystarczy znaleźć kadr i pstryknąć fotę. 😉

Tęcza i komary

Jak powstały poniższe zdjęcia? Otóż – zupełnie spontanicznie. Lało jak z cebra, ale gdzieś tam na zachodnim niebie zaczęło się przebijać słońce. Wychyliłem się przez okno, a tam – piękna tęcza.

W te pędy, tak jak stałem, chwyciłem aparat, wskoczyłem w gumiaki i pognałem przez wysoki chaszcz kilkaset metrów za dom. W międzyczasie deszcz prawie całkiem ustał, ale i tak po chwili byłem mokry po tyłek, a komary cięły jakby od tygodnia nic nie jadły i właśnie trafiły na najbardziej smakowity kąsek, o jakim mogły marzyć.

Nic to – skupiłem się na fotografowaniu tego, co działo się na niebie. Tęcza zmieniła się już w połówkę tęczy, ale za to na drugiej stronie pojawiły się chmury podświetlone zachodzącym słońcem. I to w jakich kolorach! Coś absolutnie niebywałego.