Fajny widok

Ja tam nie mam nic przeciwko temu, żeby takie widoki uprzyjemniały mi rowerowy czas. Zbliżającą się chmurę opadową widziałem już od dawna, ale miałem nadzieję, że mnie ominie. I co się stało? Spadło tylko kilka kropli, cały czas świeciło słońce. Pewnie poleciały z wiatrem prosto na mnie.

A chwilę później zaczęła pokazywać się tęcza. O i jaki to był fajny widok! 🙂

Zaćmienie słońca | 12.08.2026

Miejscówka miała być spokojna i cicha, a na miejscu zastałem pielgrzymkę ludzi. I fajnie, że aż tyle osób zainteresowało się tym niezwykłym zjawiskiem, jakie miało miejsce dzisiejszego wieczora! Mowa oczywiście o częściowym zaćmieniu Słońca. Na dodatek spektakularnym, bo miało miejsce tuż nad horyzontem!

Kiedy już znalazłem wśród tych wszystkich ludzi miejsce do fotografowania, a miałem je upatrzone, bo chciałem złapać zaćmienie dokładnie nad tutejszymi Zakładami Magnezytowymi, oddalonymi o dokładnie 9,7 kilometra, okazało się, że… jako że rzadko używam lustrzanki, bateria była na wyczerpaniu! Ale może to i lepiej, bo nie napstrykałem setki zdjęć, tylko dosłownie kilka 🙂

Fajnie było po 27 latach znowu zobaczyć to zjawisko. Kolejne za 26 lat… i tego mogę już nie dożyć…

Niespodzianka nad drzewami

Tęcza nie o poranku, nie wieczorem, a w środku letniego popołudnia? Jak najbardziej!

W piątek tyłek dostał wolne od siodełka, a nogi od biegania. Wybór mógł być tylko jeden – spokojny spacer, i to wyasfaltowaną leśną drogą. Całkowity luz oraz regeneracja ciała i umysłu. No i jak to zwykle u mnie ostatnimi czasy bywa… długo spokojnie nie było. Złapał mnie deszcz. Na szczęście tylko delikatny kapuśniaczek.

Najbardziej zdziwiło mnie jednak to, że chwilę wcześniej świeciło słońce… i wcale nie przestało świecić, gdy zaczął padać deszcz. „O co tu chodzi?” przemknęło mi przez głowę, ale odpowiedź przyszła błyskawicznie. Przecież to może oznaczać tylko jedno – tęczę! Musiałem jednak nieco podbiec, aby mieć na nią widok ponad drzewami. Kilkadziesiąt szybszych kroków, może nawet lekki trucht… i nagle zza drzew wyłonił się taki oto bajkowy widok.

Magiczne akacje

Pojawiłem się tam znowu. Ze względu na inne niż fotografowanie priorytety nie bywam tam już tak często jak kiedyś. Ale w niedzielę, przejeżdżając niedaleko, postanowiłem, że muszę na własne oczy zobaczyć, jak kwitną.

Co prawda kwiatów nie ma na nich zbyt wiele, ale biorąc pod uwagę, że jeszcze dobrych kilka lat temu nie kwitły w ogóle, teraz jest naprawdę super. Przy okazji na niebie zauważyłem halo słoneczne i tak sobie pomyślałem, że nic się nie zmieniło – one nadal są magiczne, albo przynajmniej przyciągają magiczne zjawiska, wschody i zachody słońca. Coś w tym musi być…

Startujemy z czerwcem

Pierwszy czerwca. Czerwiec to już chyba taki całkiem letni miesiąc, jak mi się zdaje.Przynajmniej w kalendarzu, bo ostatnie rowerowe wypady bardziej przypominały wczesną wiosnę. Temperatury poniżej 20 stopni, wiatr, chmury, a wczoraj to i drobny kapuśniaczek mnie nie oszczędził.

Przed nami przyjemnie krótki tydzień, tylko cztery dni pracy, a potem trzydniowy fajrant. Zbieram siły, bo w nadchodzący weekend nie zamierzam oszczędzać nóg. Jeśli pogoda dopisze, będę z pewnością zbierał kolejne kilometry do kolekcji.

Widmo Brockenu nr 6 i biała tęcza | 20.05.2026

Sięgnąłem do archiwów i policzyłem, że to najprawdopodobniej moje szóste widmo Brockenu. Czwarte na Pogórzu Strzyżowskim, jedno miałem w Przemyślu i jedno na zupełnych równinach!

Tym razem mocno mnie zaskoczyło, bo jechałem sobie spokojnie rowerem, zerknąłem w bok, a tam wokół mojej głowy przesuwała się kolorowa aureola! Oczywiście od razu się zatrzymałem, żeby uwiecznić to ciekawe, zwłaszcza w naszym regionie, zjawisko optyczne.

Kilkanaście kilometrów później udało mi się po raz kolejny uchwycić białą tęczę, ale tej to już nawet nie zliczę. Obawiam się tylko, że widuję ją częściej niż kolorową!

Cerkiew św. Paraskewy w Rzepniku

Muszę się na bieżąco podzielić tym, co mnie dziś spotkało. Otóż skoro świt wybrałem się na kolejną rowerową setkę. Między innymi przejeżdżałem przez Rzepnik, żeby odwiedzić cerkiew św. Paraskewy. Zawsze, gdy tamtędy jechałem, trafiałem na wycieczki zwiedzających, a dziś byłem tam zupełnie sam. Mogłem spokojnie podejść od drugiej strony i zrobić zdjęcia w ciszy, spokoju i bez pośpiechu.

Kiedy wszedłem na polanę za cerkwią i odwróciłem głowę, zobaczyłem coś niesamowitego. Na niebie widniało okazałe i bardzo wyraźne halo słoneczne. Lepszego warunu do fotografowania nie mogłem sobie wymarzyć. Od razu chwyciłem za smartfon, żeby uwiecznić ten niecodzienny widok.

Słońce było już bardzo wysoko, bo zbliżało się południe, więc obiektyw nie obejmował całej sceny. Ale od czego jest tryb „panorama”. Może zdjęcie wyszło lekko zniekształcone, ale udało się uchwycić i halo, i cerkiew, i całe jej klimatyczne otoczenie.

Biała tęcza i to światło…

Czy nie dawniej jak wczoraj pisałem, że rano to ja nie jeżdżę? Otóż jednak wybrałem się o poranku i to był strzał w dziesiątkę. Mimo że od wschodu słońca minęły już dobre dwie i pół godziny, w pobliskiej dolince nadal utrzymywała się gęsta mgła. Już wtedy wiedziałem, co mnie tam czeka.

Nie pomyliłem się. Była przede wszystkim biała tęcza, co prawda już bardzo niska, ale nadal świetnie widoczna. Do tego doszło fantastyczne światło słońca przebijającego się przez mgłę. Sami zobaczcie.

Halo słoneczne – kwiecień 2022

Tak było, nie zmyślam. Data to kwiecień. Tak, to nie pomyłka — kwiecień 2022 roku. Leżał wtedy śnieg. Dokładnie nie pamiętam, ale to pewnie był krótki, zimowy epizod tamtej wiosny.

Ale ja nie o tym. Ja o halo słonecznym, które wtedy od rana „wisiało” na niebie. Wyraźne i całkiem okazałe. Towarzyszyło mi podczas porannego, niedzielnego spaceru i robiło takie wrażenie, że trudno było oderwać wzrok.