Halo słoneczne – kwiecień 2022

Tak było, nie zmyślam. Data to kwiecień. Tak, to nie pomyłka — kwiecień 2022 roku. Leżał wtedy śnieg. Dokładnie nie pamiętam, ale to pewnie był krótki, zimowy epizod tamtej wiosny.

Ale ja nie o tym. Ja o halo słonecznym, które wtedy od rana „wisiało” na niebie. Wyraźne i całkiem okazałe. Towarzyszyło mi podczas porannego, niedzielnego spaceru i robiło takie wrażenie, że trudno było oderwać wzrok.

Halo słoneczne

Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. To był styczeń 2023 roku, wyjątkowo ciepły. Spędziłem go praktycznie na codziennych jazdach na rowerze. W tygodniu szybkie przejażdżki po zmroku, a w weekendy dłuższe, kilkudziesięciokilometrowe wyprawy.

Tego dnia przez całe popołudnie na południowo-zachodnim niebie towarzyszyło mi widowiskowe halo słoneczne.

Czy to szczęście?

– Ty to masz szczęście do takich widoków – piszecie do mnie czasami.

Czy to faktycznie szczęście? Muszę zdecydowanie zaprzeczyć. Co więc sprawia, że jestem świadkiem takich malowniczych spektakli natury?

Po pierwsze – śledzenie prognoz pogody, ale bez ślepego im ufania. Również własne obserwacje i odrobina intuicji mają znaczenie. Po drugie – jak najczęściej warto być w terenie. Rachunek prawdopodobieństwa wskazuje, że wtedy okazji będzie więcej.

Kolejna sprawa to przemieszczanie się – nieraz bywa tak, że świetne warunki panują w jednym miejscu, a już kilkaset metrów dalej ich nie ma. A na samym końcu wystarczy znaleźć kadr i pstryknąć fotę. 😉

Tęcza i komary

Jak powstały poniższe zdjęcia? Otóż – zupełnie spontanicznie. Lało jak z cebra, ale gdzieś tam na zachodnim niebie zaczęło się przebijać słońce. Wychyliłem się przez okno, a tam – piękna tęcza.

W te pędy, tak jak stałem, chwyciłem aparat, wskoczyłem w gumiaki i pognałem przez wysoki chaszcz kilkaset metrów za dom. W międzyczasie deszcz prawie całkiem ustał, ale i tak po chwili byłem mokry po tyłek, a komary cięły jakby od tygodnia nic nie jadły i właśnie trafiły na najbardziej smakowity kąsek, o jakim mogły marzyć.

Nic to – skupiłem się na fotografowaniu tego, co działo się na niebie. Tęcza zmieniła się już w połówkę tęczy, ale za to na drugiej stronie pojawiły się chmury podświetlone zachodzącym słońcem. I to w jakich kolorach! Coś absolutnie niebywałego.

Białe tęcza nr… ?

Co to takiego jest biała tęcza? W jakich warunkach powstaje? Biała tęcza tworzy się, gdy światło słoneczne załamuje się na bardzo drobnych kroplach mgły, a nie deszczu. Krople są tak małe, że nie rozszczepiają światła na kolory — zamiast tego powstaje jednolita, blada poświata w kształcie łuku.

Na żywo wygląda jak zjawisko z innego świata, coś pomiędzy snem a cudem natury. I choć nie ma w sobie ani grama koloru, robi niesamowite wrażenie. Widywałem ją już wiele razy i za każdym razem oniemiewam! Nie mogę się napatrzeć — to jedno z najpiękniejszych, moim zdaniem, zjawisk optycznych.

Widmo Brockenu nr ?

Słuchajcie, po raz kolejny zobaczyłem widmo Brockenu i jestem już na tym etapie, że przestałem je liczyć, bo chyba wszystkich i tak nie pamiętam. Miałem nieśmiałą nadzieję, że w sobotę rano będą mgły. Dzień wcześniej padało, a na rano zapowiadano około 11 stopni. Było 6 stopni, a ilość mgieł przerosła moje najoptymistyczniejsze oczekiwania. Trzeba było tylko pojechać nieco dalej – na południe regionu.

No i właśnie tam, w Zawadce, jadąc drogą na grzbiecie wzgórza, patrzyłem z nadzieją, kiedy się ono pojawi. Udało się – na odcinku dosłownie kilkudziesięciu metrów. Widok niesamowity jak zawsze, a w takich okolicznościach przyrody jeszcze go nie widziałem.

Halo! (słoneczne)

Kończymy miesiąc, kończymy drugi kwartał i kończymy pierwszą połowę roku 2025. Jak to szybko minęło! Ale wydaje mi się, że wycisnąłem z każdej wolnej chwili tyle, ile tylko się dało – na rower, na wędrówki, na fotografowanie i na nagrywanie filmów.

Na celowniku miałem krajobrazy zwykłe, takie, jakich wiele w każdej okolicy – wyłuskane z wielu mijanych po drodze. Fotografowałem wtedy, kiedy miałem na to ochotę, kiedy chciało mi się zatrzymać i uwiecznić chwilę. Innymi razy tylko patrzyłem – ot tak, dla siebie, bez pośpiechu, bez potrzeby dokumentowania.

Poniżej okazałe halo słoneczne z sobotniej wyprawy rowerowej i kilka innych obrazków uchwyconych po drodze.

Widmo Brockenu na równinie

Wstałem o czwartej. Niby wcześnie, ale wiadomo – kto rano wstaje, ten może zobaczyć cuda. O 4:50 już byłem na rowerze. Trasa była zaplanowana, ale jak tylko zobaczyłem, gdzie ściele się mgła, plan się rozsypał i uległ natychmiastowej modyfikacji.

Zboczyłem z trasy z konkretnym celem – zrobić zdjęcia, które sam będę chciał oglądać jeszcze przez tydzień. W tej gęstej, mlecznej ciszy świat był jakiś bardziej skupiony. Fotografowałem i nagrywałem filmy, czułem się jak w innym wymiarze. Gdy wyjechałem nieco z mgły i spojrzałem w bok, stało się – pojawiło się widmo Brockenu! Rzadkość na równinach! Mój cień, zawieszony na kurtynie mgły, otoczony tęczową aureolą – jak z innego świata.

Zatrzymałem się i oniemiałem. Nie wiedziałem, czy sięgać po iPhone’a, czy wyciągać aparat – ręce same nie mogły się zdecydować. Stałem w rozterce, a mój cień – jakby naprawdę żył – patrzył na mnie wyraźnie zniecierpliwiony. W końcu sięgnąłem po oba. Bo takich momentów nie zostawia się bez śladu.

Poranne dylematy i akacjowe objawienie

Niedziela, godzina piąta rano. Budzę się i przez pięć minut toczę heroiczną walkę wewnętrzną: przewrócić się na drugi bok i spać dalej, czy jednak zebrać się na zdjęcia? Argumenty „jest ciemno”, „jest zimno” i „jest niedziela” są bardzo przekonujące, ale nagle włącza się wewnętrzny głos fotografa: „A jak przegapisz najlepszy wschód słońca sezonu?”. No i klops – nie ma odwrotu, trzeba jechać.

Przeczucie nie zawiodło – na niebie trwa prawdziwy spektakl barw. Pomarańcze, żółcie, wszystko co trzeba, żeby o piątej rano człowiek poczuł, że warto było wstać. I do tego jeszcze ten subtelny słup słoneczny, który pojawił się dosłownie na kilkadziesiąt sekund.

Fotki zrobiłem już po wschodzie słońca, a co działo się wcześniej? O tym już jutro, nie przegapcie! 🙂