Kilka makrofotek

Dawno nie pokazywałem nic z makrofotografii i już to nadrabiam. Dziś cztery fotografie, które powstały w ostatnim czasie w moim ogródku, na łące i w lesie.

Dla mnie wszystko co skacze to konik polny, ale oczywiście tak nie jest 😉 Ten tu wskoczył mi na dłoń, kiedy odgarniałem trawę, aby zrobić mu zdjęcie. Miłe stworzenie, wie jak sie zachować w obecności fotografa 🙂

Tego malutkiego niemowlaka ledwo dostrzegłem na jednej trawce. Był tak malutki, że pozwoliłem sobie zerwać trawę, aby zrobić mu zdjęcie w dogodniejszych warunkach, bo u mnie z kładzeniem się na trawie to już ciężko jest 🙂 Po wszystim oczywiście odniosłem maluszka w to samo miejsce, żeby jego mama się nie niepokoiła 😉

Zagdka, co to może być…

Kiedy zbieracze grzybów chodzili po lesie z pustymi koszykami, ja znalazłem kontaktowego grzyba. Szkoda, że nie jadalny. Ale za to w fajnych okolicznościach przyrody 😉

Piękne w swojej brzydocie

To nie będą zdjęcia dla ludzi o słabych nerwach, ani dla tych, co akurat spożywają posiłek. Nie będą estetyczne i klimatyczne. Jednak znajdą się pewnie i tacy, którzy w tych małych stworzonkach odnajdą piękno. To co że oślizłe, to co że nie kojarzą się dobrze, zwłaszcza tym, co na przykład mieli do czynienia z rybikami w łazience.

Przechadzając się po ogrodzie zwróciłem uwagę na uschnięte listki na moim „bonzajowym” niewielkim dąbku. Nakryłem pod nimi pokażne stado larw. I choć niszczyły moje drzewko, spodobały mi się od pierwszego wejrzenia. Malutkie, kilkumilimetrowe, ale w obłędnych kolorach. To sprytne połączenie żółtego i odcieni zielonego sprawia, że naprawdę ciężko je dostrzec na dębowych liściach. Nawet jeśli występują w licznym stadku.

Fiona

Czy to wiewiórka, jeż, dzięcioł, sroka, czy inna sarna, kto zawita do mnie do ogrodu, może liczyć na darmową sesję foto. Tym razem padło na kota. A raczej chyba kotkę.

Była już zaawansowana szarówka, kiedy moja pierwsza żona wywołała mne do ogrodu, koniecznie z aparatem. Tam czekała już rozochocona do zabawy i psot czarno-ruda kotka. Nie wiadomo skąd i czyja, ale skoro wdepła… Przed fotografowaniem musiałem nadać jej imię, padło na Fiona. Chyba jej się spodobało, bo wdzięczyła mi się przed aparatem z wprawą modelki.

Pluskwiaki nie takie złe

Pluskwiaki. Przez jednych znienawidzone za samą nazwę. Przez innych za smrodek pozostawiany przez nie na jagodach, czy malinach. Jeszcze przez innych za wlatywanie do mieszkania, czy za włażenie za kołnierz.

Ja lubię je, jak 95 % innych owadów i chętnie za nimi się rozglądam w ogrodzie, czy na łące. Jeśli oczywiście akurat nie fotografuję jakowegoś wschodu, czy zachodu słońca. Ostatnio ograniczam się tylko do własnego ogrodu, ale i tam udało mi się odszukać i sfotografować kilka przedstawicieli wspomnianych pluskwiaków.

Rudeusz wrócił

Widywałem ją w ogrodzie od kilku dni, ale dopiero wczoraj miałem pod ręką aparat. Nie podchodziłem zbyt blisko, aby jej nie niepokoić, bo zapamiętale zajadała się jakimiś smakołykami (nie mam pojęcia co ona tam o tej porze roku znalazła), a po wszystkim podbiegła do stawu, aby przepić wodą 😉

Kiedy się pojawiła uruchomiły się wróble, które opodal mają swoje gniazda, a tam najprawdopodobniej małe. Próbowały ją pewnie odstraszyć, lecz ona nic sobie z tego nie robiła i w ogóle nie była nimi zainteresowana. No ale skąd wróble mogły wiedzieć, że wiewiórka nie gustuje w małych wróbelkach…

Tylko w Polsce

Jak niespodziewanie zakwitły, tak teraz szybko płatki kwiatów opadają. Ciągle jeszcze można spotkać białe drzewa i krzewy, ale to już chyba ostatnie dni ich kwitnienia. Ja przyjrzałem się z bliższa jedemu z drzewek w dzikiej części ogrodu. Spodobało mi się miękkie światło przebijające się przez drzewa w ogrodzie. W tle świeża zieleń traw i liści wspomnianych drzewek. Kolor, którego nie da się podrobić. Taka zieleń występuje tylko wiosną i tylko w Polsce.

Wiewiór o imieniu Rudeusz

Na takich gości w ogródku zawsze mi się buzia uśmiecha od ucha do ucha. Nie są to jednak oswojone zwierzątka, jakie można zapewne spotkać w miejsckich parkach. Ten rudeusz był wyjątkowo płochliwy. Nie chciałem go specjalnie stresować, ale zależało mi na zrobieniu choć kilku zdjęć.

Siadłem więc sobie i czekałem grzecznie, aż zechce zejść z wysokiego jesionu i zapozować. Moja cierpliwość została w końcu nagrodzona. Wiewiórkowi znudziło się i zszedł na dół. Przysanął chwilkę na jednej z gałęzi, po czym hycnął w tuje i tyle go widziałem.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA WIEWIÓRKA W OGRODZIE RUDA

Postanowienie poprawy

Odrobina porannego słońca i jakiś krzak w ogrodzie. I ten cudowny bokeh, w którym zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Bliskie spojrzenie na otaczający świat – od zawsze to lubiłem, ale jakiś czas temu porzuciłem na rzecz krajobrazów. Może pora wrócić do tego, od czego zaczynałem… Nie no, tak już nie da rady, ale postanawiam publicznie po raz kolejny, że choćby raz na jakiś czas powrócę do makrofotografii, ale takiej trochę w stylu art. Może tym razem uda się dotrzymać postanowienia.

Zimowe wrzośce

Kwiaty w zimie? A owszem, są odmiany wrzośców, które kwitną już od lutego. Te moje z ogrodu zakwitły troszkę wcześniej. są dwa, jeden biały, drugi różowy. Wspaniały widok, kiedy na zewnątrz chłód i wiatr. Dzisiejsze krótkie okienko pogodowe i cudowne poranne światło postanowiłem wykorzystać biorąc je przed obiektyw.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA PRZYRODNICZA WRZOŚCE KWIATY ZIMA ZIMOWE KWIATY