Rudeusz wrócił

Widywałem ją w ogrodzie od kilku dni, ale dopiero wczoraj miałem pod ręką aparat. Nie podchodziłem zbyt blisko, aby jej nie niepokoić, bo zapamiętale zajadała się jakimiś smakołykami (nie mam pojęcia co ona tam o tej porze roku znalazła), a po wszystkim podbiegła do stawu, aby przepić wodą 😉

Kiedy się pojawiła uruchomiły się wróble, które opodal mają swoje gniazda, a tam najprawdopodobniej małe. Próbowały ją pewnie odstraszyć, lecz ona nic sobie z tego nie robiła i w ogóle nie była nimi zainteresowana. No ale skąd wróble mogły wiedzieć, że wiewiórka nie gustuje w małych wróbelkach…

Zatrzymać się i uwiecznić

Bele. Coraz ich więcej na polach. Jest właśnie po pierwszych siankosach. Oklepany temat, jednak kiedy je widzę, ale koniecznie w połączeniu ze wspaniałym krajobrazem i nietuzinkowym światłem, wyciągam aparat i pstrykam foty.

Widok z poniższych zdjęć mnie zaskoczył. Niebo było prawie czyste, więc nie spodziewałem się widowiskowego zachodu. Moje bele, a w oddali pasące się dwa koniki w połączeniu z chylącym się do horyzontu słońcem stworzyły mi idealny kadr. Wystarczyło się zatrzymać i uwiecznić. Ileż to roboty 🙂

Wrodzony instynkt

Zaczynają w końcu powoli kwitnąć rzepaki. Kiedy tu byłem jeszcze dosłownie dwa lub trzy dni wcześniej, nie było tak żółto. Nawet nie zwróciłem uwagi, że jest tu zasiany rzepak, a teraz… przychodzę, a tu taka niespodzianka. I to z miłym dodatkiem w postaci pasącej się sarny.

Sarenka wydawała się nie zwracać na mnie uwagi, kiedy cichutko się do niej skradałem. Podejrzewam, że po prostu była tak zajęta zajadaniem tych żółtych pyszności, że mnie nawet nie zauważyła. Bo gdy tylko podniosła głowę, miałem kilka sekund na zrobienie zdjęcia, zanim wrodzony instynkt kazał jej uciec na bezpieczną odległość.

Rudeusz(ka)

Obawiam się, że wiewiórka, o której opowiadałem kilkanaście dni temu zadomowiła się u nas na dobre. Podpatrzyłem ją jak zbiera materiał na budowę gniazda. Miała bardzo pracowity dzień. Kursowała w tę i we wtę kilknaście razy, wybierając budulec najwyższej jakości 🙂

Starałem się jej nie niepokoić i tylko raz pozwoliłem sobie podejść i zrobić kilka zdjęć, a tak to całą jej robotę podglądałem przez okno. Odwołuję też podejrzenie, jakoby to był On. Jeśli buduje gniazdo, to z pewnością jest to Ona. Chłopu to by się nie chciało…

Zające niewyraźne

Już po śniadaniu wielkanocnym? Czy jeszcze przed? A jeśli mowa o „przed”, to ja wczoraj jeszcze przed śniadaniem postanowiłem odbyć sobie mały spacerek z nadzieją, że spotkam jakowegoś zająca wielkanocnego. Tym bardziej, że w miejscu, gdzie spędzam święta jest ich ponoć całkiem sporo. I co? I spotkałem. Nie jednego, a trzy! Choć te dwa szaraczki w tle to wolały pozostać anonimowe z wyglądu 🙂

A wracając do sedna, ponieważ mamy święta, to wypada złożyć życzenia. Nie są to zbyt wesołe święta ze względu na sytuację na świecie, więc tym bardziej życzę spędzenia ich blisko swoich rodzin i znajomych. W zgodzie. Docenienia tego, że mamy dach nad głową, Że mamy co wrzucić do garnka. W co się ubrać. Że mamy ciepło w domu. Niby takie oczywiste, ale jak się okazuje bardzo łatwo i to można stracić…

Odstępy jednakowe

Fajnie fotki powstają również przypadkiem. Nie wszystkie mam zaplanowane i wyczekane. Jakiś czas temu pokazywałem zdjęcia halo słonecznego. To właśnie wtedy jadąc na plener zobaczyłem na szczycie wzniesienia stadko saren. Pomyślałem, że to może być całkiem niegłupi minimalistyczny kadr.

Poczekałem tylko chwilkę, aż ustawią się do zdjęcia w równych odstępach i tak powstało docelowe zdjęcie numer jeden, ale lubie wrzucać po kilka, więc sa jeszcze dwa dodatkowe 😉

Wiewiór o imieniu Rudeusz

Na takich gości w ogródku zawsze mi się buzia uśmiecha od ucha do ucha. Nie są to jednak oswojone zwierzątka, jakie można zapewne spotkać w miejsckich parkach. Ten rudeusz był wyjątkowo płochliwy. Nie chciałem go specjalnie stresować, ale zależało mi na zrobieniu choć kilku zdjęć.

Siadłem więc sobie i czekałem grzecznie, aż zechce zejść z wysokiego jesionu i zapozować. Moja cierpliwość została w końcu nagrodzona. Wiewiórkowi znudziło się i zszedł na dół. Przysanął chwilkę na jednej z gałęzi, po czym hycnął w tuje i tyle go widziałem.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA WIEWIÓRKA W OGRODZIE RUDA

Dobra nowina

Dobrą nowiną należy się dzielić, więc się dzielę. Pamiętacie może koniki polskie, które pokazywałem tutaj już kilkukrotnie? Zaglądnąłem tam w ubiegłą środę będąc w okolicy na przejażdżce rowerowej, a tam mała dzidzia się urodziła!

Gdyby ktoś się wybierał pooglądać, czy karmić smakołykami, proszę, koniecznie poczytajcie najpierw czym można karmić konika polskiego. Żeby im nie zaszkodzić.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT RZESZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA BRATKOWICE KONIK POLSKI ŹREBAK

Nie pogardzę

Nie wiem, który z nich był szefem, ale każdy z nich na takiego wyglądał. Stały na środku drogi i wdzięczyły się do aparatu. A miały się czym pochwalić, bo poroża zacne. Mam cichą nadzieję, że kiedyś uda mi się znaleźć choć jedno takie na pamiątkę. Zostawiam Was zatem z tą fotką, a ja zmykam tradycyjnie, jak co weekend do lasu. Tym razem na poszukiwanie zrzutów poroża, ale i zdjęciem kolejnych dzikich zwierząt bym nie pogardził.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA KAMIONKA JELENIE BYKI LAS ZIMA

Co u konika polskiego?

Postanowiłem sprawdzić co u konika polskiego w pobliskiej hodowli. Trafiłem na roztopy, ale konie jak się przekonałem uwielbiają sobie spacerować po kałużach. Zupełnie jak ja spacerując po lesie, czy polach, niczym małe dziecko zaliczam każda jedną 😉
Mimo weekendu nie było u nich nikogo, a zazwyczaj przyjeżdża tam sporo ludzi z dziećmi. To taka lokalna atrakcja – dokarmianie koni. I fajnie, bo nie jest im tam przynajmniej smutno i mają towarzystwo, ale dokarmianie to nie jest dobry pomysł. Są łakome i zjedzą wszystko, co im się da, ale niekoniecznie jest to dla nich zdrowe.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT RZESZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA BRATKOWICE KONIK POLSKI HODOWLA

%d blogerów lubi to: