Sarna i lis

Fajnie pójść do lasu po opadach śniegu i osobiście przecierać szlaki. Nogi grzęzną po kolana w śniegu, ale ma się to poczucie, że jest się w tym miejscu pierwszym człowiekiem. To oczywiście nie prawda, na ale od czego są marzenia. Spacerując niespiesznie zauważa się raz po raz jakąś zwierzynę przemykającą leśnymi dróżkami, obserwuje jej tropy. No fajne to 😉

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA PODKARPACIE KRZYWA LAS SARNA LIS ZIMA ŚNIEG

Zdjęcia życia?

W niedzielę miałem niesamowite przeżycie. Spacerowałem sobie po lesie brnąc do połowy łydek w śniegu i minąłem właśnie porzeczną drogę, kiedy na mojej ósmej kątem oka zauważyłem ruch.

Szybko zawróciłem i pobiegłem z powrotem. Tam wodowisko już trwało. Liczne stado jeleni przebiegało drogę jakieś 40 metrów ode mnie. Przykucnąłem… a one zaciekawione zaczęły przystawać i mi się przyglądać! Miałem swoje przysłowiowe pięć minut na zrobienie zdjęć życia. Bo nie sądzę, aby mi się coś podobnego jeszcze kiedyś przytrafiło!

Po wszystkim ruszyłem dalej, a one mnie okrążyły i przebiegły kolejny raz inną porzeczną dróżką. Miałem wtedy czas, żeby na spokojnie oszacować ich liczbę. Z pewnością było ich grubo ponad sto, a może nawet i blisko dwieście.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA PODKARPACIE KRZYWA JELEŃ STADO JELENI PONAD STO SZTUK BYKÓW JELENIA

Trójca przenajfajniejsza

Dzisiaj swój dzień po raz czwarty mają moje trzy rozrabiaki. Przybłędy, które są już nami prawie pół roku, ale do tej pory mimo starań pozostają nieufne, choć od czasu do czasu w przypływie czułości dadzą się poczochrać. Prym wiedzie czarny Morgan. Jest pierwszy i do głaskania i do pozowania do zdjęć.

Tutu omija mnie raczej szerokim łukiem. Poza porą karmienia rzecz jasna.

I Fazi, który chciałby wskoczyć na kolana, ale dzikość jego przodków mu na to nie pozwala 😉

A tu wcześniejsze zdjęcia trojaczków: KLIK

Stado czyży

Kolejny poranek z zimowymi warunkami. Przyjemny o dziwo mrozik, raptem -10 ° C, ale sucho i bezwietrznie. Jadę do jakiegoś lasu, gdy na drodze spotykam dziwne czarne punkty. Podjeżdżam bliżej, porzucam auto i skradam się w ich kierunku. Czarne punkty okazują się żółtymi i nic nie robią sobie z mojej obecności nadal zjadając jakieś nasiona leżące po drzewem. To liczne stadko czyży.

Jelenie, ale płci żeńskiej

Rano nie spieszyłem się z wyjściem w teren. Czekałem cierpliwie, aż wyjdzie choć odrobina słońca. Wybór dzisiejszej tułaczki padł na pobliski las, gdzie spodziewałem się bajkowego widoku oblepionych śniegiem drzew.

Gwoździem pleneru okazało się jednak spotkanie ze stadem łani. Zauważyłem stadko kilkunastu pań nadbiegających przez las. Kiedy przebiegały moją drożyną jakieś dwadzieścia kilka metrów przede mną, ja czekałem już w pogotowiu. Przebiegły niespiesznie i dostojnie, a ostatnia zatrzymała się na kilka sekund, zmierzyła mnie wzrokiem i truchtem pobiegła dalej.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA KRZYWA PODKARPACIE JELEŃ ŁANIA STADO ŁĄŃ ZIMA SNIEG LAS

Trzech króli | Trzy koteły

Zamiast trzech króli moje trzy koteły.

Zamiast Kacpra, Baltazara i Melchiora – Tutu, Fazi i Morgan.

Zamiast złota, kadzidła i mirry – Tutu siedzi w złotych liściach, Fazi puszcza wonne bąki, a Morgan… Morgan nawet nie wie co to mirra…

A tu moje koteły, jak były mniejsze: 18 listopada 9 grudnia

Dwóch takich jak nas trzech to nie ma ani jednego

Mija trzy miesiące, jak je znaleźliśmy. Malutkie, przestraszone i opuszczone przez swoją mamę. Na początku dwa (od razu nadałem im imiona – Morgan i Fazi), a kilka tygodni później skądś się wzięły dwa kolejne – Tutu i Szarik. Niestety po Szariku szybko ślad zaginął, a nam zostały te trzy rozrabiaki. Potrafią we trójkę zeżreć więcej niż niejeden duży pies. Niestety ciągle nie dały się do końca oswoić ale pracujemy nad tym 😉

Morgan
Tutu
Fazi, Morgan
Tutu, Morgan

Kot w dom, Bóg w dom

Tak się poukładało, że wczesną jesienią trafiły do nas trzy przybłędy. Dwie dzikie kocice postanowiły uraczyć nas swoim potomstwem i wkrótce później zniknęły. Trójka kociąt z różnych miotów szybko się ze sobą zaprzyjaźniła i z naszym ogrodem. Ciągle jednak są nieufne, choć mam nadzieję, że jeszcze chwila i się oswoją. Imiona na wszelki wypadek mają już wymyślone: Morgan, Fazi i Tutu 😛

Obraz zapisany w głowie

Wszystko ułożyło się idealnie. Rozłożyłem statyw i niespiesznie fotografowałem wschodzącą kulę słońca. Na długiej ogniskowej, częściowo przysłonięta niską mgłą wyglądała majestatycznie wisząc tuż nad horyzontem. Nagle z pobliskich zarośli wybiegła sarna. Była dobrych kilkadziesiąt metrów ode mnie. Stałem nieruchomo, ale być może odbicie światła od soczewki obiektywu zwróciło jej uwagę. Przystanęła na kilka sekund i pobiegła dalej. Ja stałem nadal nieruchomo, a w mojej głowie utrwalał się ten niesamowity widok – mała sarenka i potężna kula słońca. Dzięki zrządzeniu losu mam ten obrazek nie tylko w głowie ale i na dysku 😀

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA PRZYRODNICZA PODKARPACIE BRATKOWICE SARNA NA ŁĄCE WSCHÓD SŁOŃCA

%d blogerów lubi to: