Dzień święty

Niedzielna wyprawa była pełna przygód. Bociany, mnóstwo saren, goniące mnie i uciekające przede mną pieseły, a do tego trzy biegnące dorodne jelenie. Oprócz bocianów nie zrobiłem im zdjęć, ale są na filmach, które będziecie mogli zobaczyć na facebooku.

Za to do zdjęć chętnie pozowały krowy. W rejonie, w którym byłem, spotkałem ich całkiem sporo, w tym również takie dopiero prowadzone na pastwisko. Te już pasące się były żywo mną zainteresowane. Pewnie dziwiły się, że ktoś jeszcze, oprócz ich właścicieli, wstaje tak wcześnie rano w dzień święty.

Boćki, tura druga

A to bociany jeszcze nie odleciały? No, jak się okazuje, jeszcze nie. W niedzielę, jeżdżąc sobie rano rowerem, spotkałem co najmniej trzy grupy bocianów. Niezbyt liczne, ale jednak. Pierwszą zauważyłem już z daleka, ale dysponowałem tylko ogniskową około 200 mm. Pyk i mamy fotkę. Tak mnie ten widok zauroczył, że nie chciałem nawet jechać dalej, żeby ich nie spłoszyć. Mimo że stałem z daleka w miejscu, one jednak powoli odeszły za wzniesienie.

Kolejna grupka liczyła dosłownie kilkanaście sztuk. I co? Kilkadziesiąt metrów przede mną, na wzgórzu, ustawiły się idealnie na tle niewysokiego Księżyca! Aj, jaka szkoda, że nie miałem dłuższej ogniskowej. No ale z drugiej strony, gdybym zaczął zmieniać obiektyw, z pewnością nie zdążyłbym zrobić nawet tego jednego zdjęcia.

Trzecia grupka była już na tyle daleko ode mnie, że robienie fotki nie miało większego sensu. Niemniej takie widoki z pewnością zostaną ze mną w pamięci jeszcze na długo.

Daniel, ale nie jeden

Podążałem sobie niespiesznym spacerkiem dróżką biegnącą przez rozległą polanę, porośniętą tu i ówdzie pojedynczymi drzewkami. Tak sobie wędruję, aż zza zakrętu wyłoniły się jakieś uszy.

To musi być sarna! Pomyślałem. Ale kiedy podszedłem bliżej, już wiedziałem, że to daniele. I to nie jeden, a całe stadko.

Pochylony w pas, pociągając noga za nogą i najciszej, jak umiałem, zacząłem się do nich skradać. Oczywiście długo to nie potrwało. Bardzo szybko mnie zauważyły. Wtedy pozostało mi już tylko się ujawnić, wyprostować i spróbować zrobić zdjęcie.

Emocje przy spotkaniu

Kiedy dzikie zwierzę staje mi na drodze, zawsze są emocje. Jeśli jest to sarna czy daniel, emocje pojawiają się niezależnie od odległości. No, może sarna tylko wtedy, gdy jest blisko, bo to jednak dość popularne zwierzę i wszędzie ich pełno.

Ale wcale nie mniej gęba cieszy się na spotkanie z końmi czy krowami. W dzisiejszych czasach takie spotkanie potrafi być czasem rzadszym widokiem niż sarna, hihi.

Łanie we mgle

W niedzielę zostawiłem rower w domu i wybrałem się do lasu. Mam tam taką fajną, rozległą polanę, na którą od dawna obiecywałem sobie przyjechać o poranku. Wczoraj w końcu się udało.

I co? Mimo że było ciepło i zupełnie nie zapowiadało się na mgłę, polanka była spowita białym mlekiem. A na samo dzień dobry, jeszcze przed wschodem słońca, wypatrzyłem w niej małe stadko łań. Zajadały się co lepszymi kąskami roślin, a ja, schowany za trawami, mogłem je spokojnie obserwować.

Jak to zazwyczaj bywa, obserwowałem do czasu. W końcu mnie zauważyły….

To dopiero sierpień

Czy w przyrodzie czuć już jesień? Niektórzy tak twierdzą. Ja jednak jestem z tych, którzy jesieni jeszcze nie czują. Czuję za to pełnię lata, bo przecież to właśnie sierpień jest najbardziej letnim miesiącem. A i we wrześniu potrafi być jeszcze całkiem po letniemu.

Oby więc piękna, słoneczna pogoda była dla nas łaskawa jak najdłużej. Na jesień mamy jeszcze czas.

Chodzi lisek koło drogi…

A nawet kilka lisków! Wczoraj spotkałem co najmniej cztery. Pierwszy zwiał, zanim zdążyłem go porządnie zauważyć. Kolejny napatoczył się na mojej drodze i najwyraźniej niewiele sobie robił z mojej obecności, by po chwili pogonić w swoją stronę. Ale następne dwa to już był prawdziwy hardkor.

Udało mi się je podejść na kilkadziesiąt metrów i zza kukurydzy podglądać ich zabawy. Patrząc przez teleobiektyw, miałem wrażenie, jakbym sam hasał tam razem z nimi. Tyle że w rzeczywistości musiałem być absolutnie cicho i najlepiej w ogóle się nie ruszać.

Lisy zachowywały się zupełnie swobodnie, a kiedy przyszedł czas na odwrót, tyle samo uwagi poświęciłem na oddalenie się, żeby przypadkiem nie zepsuć im zabawy.

Sarna życia i dom w którym nikt nie mniszka

Czy to najlepsze zdjęcie sarny, jakie udało mi się zrobić? Nie wiem, ale bardzo mi się podoba. Powstało w sumie przypadkiem, bo na aparacie miałem ustawiony zbyt długi czas. Gdy sarna puściła się pędem, musiałem za nią podążać obiektywem, czyli zrobić tzw. panoramowanie. Ku mojemu zdziwieniu udało się i powstało całkiem fajne, dynamiczne ujęcie.

Dodam, że na drugim zdjęciu jest ta sama sarna chwilę wcześniej, zanim postanowiła się jednak ewakuować. Na kolejnym widać klimat miejsca, gdzie ją spotkałem, a ostatnie zdjęcie to opuszczony dom w tej samej okolicy. Odkryłem go rok temu i wróciłem tam o poranku, żeby złapać to piękne światło.

Sarny

Na spacerach i rowerowych przejażdżkach coraz częściej trafiam ostatnio na sarny. Mam wrażenie, że jest ich teraz zdecydowanie więcej niż jeszcze kilka tygodni temu. Co ciekawe, zimą prawie ich nie widywałem, a przecież gdzieś musiały być.

Teraz jest ich naprawę sporo. Podejrzewam, że to kwestia końca zimy i większej aktywności zwierząt. Coraz częściej wychodzą na pola i łąki w poszukiwaniu jedzenia, a przy okazji łatwiej je zauważyć, bo roślinność jest jeszcze niska. Tak czy inaczej, takie spotkania zawsze są miłym dodatkiem do spaceru czy wycieczki rowerowej.

A skoro aparat miałem pod ręką, to kilka kadrów z tych spotkań udało się oczywiście przywieźć do domu.