Wspinaczka

To było jeszcze przed świtem. Chmurki na niebie dopiero nieśmiało zaczynały nabierać bladych, pastelowych kolorów, a wysoko nad horyzontem wciąż świecił księżyc, który był niedługo po pełni. Wspinałem się rowerem na jedną z górek Pogórza Strzyżowskiego, aby wschód słońca podziwiać ze swojej ulubionej miejscówki.

Po drodze jednak moją uwagę przykuły dwa przydrożne krzyże i jedna kapliczka. W tych delikatnych kolorach przedświtu wyglądały zupełnie inaczej niż w środku dnia. Trochę tajemniczo, trochę nostalgicznie, a przede wszystkim tak, że nie sposób było przejechać tak o…

Kanapa

Jedna z najsłynniejszych kapliczek w okolicy. Dlaczego? Nie przez swoją historię, a przez… kanapę domowej roboty, na której można usiąść i odpocząć.

Swoją drogą zawsze zastanawiam się, kto i kiedy na niej przesiaduje. Jeszcze nigdy nikogo tam nie spotkałem. Ale z drugiej strony, najczęściej zaglądam tu o świcie, więc żebyśmy się nie minęli, ktoś musiałby chyba na tej kanapie nocować.

Sama kapliczka stoi pośrodku pól, na niewielkim wzniesieniu, pod okazałym drzewem. Dzięki temu widać ją z daleka i łatwo wypatrzyć z okolicznych pagórków. Nie mam do niej blisko, ale gdy tylko jestem w okolicy, prawie zawsze zbaczam tu na chwilę.

Cztery

Dziś pora na kolejne kapliczki, które spotkałem na swojej drodze. Pierwsza znajduje się w Pstrągowej. Wielokrotnie obserwowałem ją z sąsiedniego wzgórza, skąd rozciąga się widok na okoliczne wzniesienia. Dzięki okazałym drzewom rosnącym obok jest bardzo charakterystyczna i od dawna chciałem do niej dotrzeć. Kilka dni temu w końcu się udało, choć przez wyjątkowo natrętne jusznice deszczowe skończyło się tylko na jednym zdjęciu.

Kolejna kapliczka stoi w Wiśniowej. Przejeżdżałem obok niej wiele razy, ale dopiero teraz zwróciłem uwagę, że całkiem ciekawie prezentuje się na fotografii.

Ostatnie dwie znajdują się w Zagorzycach, przy jednej z urokliwych polnych dróg biegnących grzbietem wzniesienia.

Nowe

Ostatnimi czasy zdarzyło mi się kilka razy zboczyć z dobrze znanych tras i to właśnie podczas takich wyjazdów moją uwagę zwróciły poniższe kapliczki.

Każda z nich jest inna, ale wszystkie stały przy głównych drogach. Skromne i niepozorne, być może przez wielu mijane bez choćby krótkiego spojrzenia. A przecież każda z nich ma swój urok i zdecydowanie zasługuje na chwilę uwagi.

Lubię zatrzymać się przy takich miejscach. Są częścią lokalnego krajobrazu i historii, a przy okazji stanowią bardzo ciekawy motyw fotograficzny. Dzięki odkrywaniu nowych tras wciąż trafiam na miejsca, których wcześniej zupełnie nie znałem.

Zatrzymaj się

A mam kolejną porcję nowych kapliczek. Jakoś mnie zauroczyły, więc przystanąłem i zrobiłem kilka zdjęć.

Stały one na uboczach i przyciągnęły mój wzrok. Niektóre z nich po prostu mówią mi: „zatrzymaj się, zrób fotę i dopiero jedź dalej”.

Tym razem również nie mogłem przejechać obok obojętnie. Zatrzymałem się i wróciłem do domu z kilkoma kolejnymi kadrami do kolekcji.

Miejscówki pomijane

W ramach lajtowej przejażdżki po najbliższej okolicy zatrzymałem się w trzech miejscówkach, obok których często przejeżdżam, a bardzo rzadko fotografuję. Pierwsza to młyn wiatrowy, położony kilkanaście kilometrów od domu. Równie urokliwy jak ten w Różance, a przy tym sporo bliżej.

Kolejnym przystankiem był drewniany, zabytkowy kościół w Bystrzycy ⛪. Ostatnie miejsce to niepozorna kapliczka porośnięta dziką różą. Stoi na rozstaju dróg, z dala od gęstej wiejskiej zabudowy, dodając temu zakątkowi wyjątkowego klimatu.

Kolejne

Dziś kolejna porcja kapliczek spotkanych po drodze. Większość z nich pewnie już kiedyś tutaj pokazywałem, ale jak wiadomo, za każdym razem wszystko wygląda trochę inaczej. Inna pogoda, inne światło i zupełnie inne okoliczności.

Nie ma dwóch takich samych kadrów, nawet jeśli powstają dokładnie w tym samym miejscu.

Znowu

Podczas ostatnich przejażdżek rowerowych sfotografowałem kolejne kapliczki. Może nie są tak urokliwe jak te z poprzednich postów, ale również przyciągnęły moją uwagę. Jedne niepozorne, ukryte gdzieś w lesie albo pod drzewem, inne wręcz przeciwnie, nie do niezauważenia.

Najbardziej zafrapowała mnie kapliczka ze zdjęcia nr 2. A właściwie sam już nie wiem, czy to na pewno kapliczka. Być może zmylił mnie stojący obok tej budki krzyż. Im dłużej się jej przyglądałem, tym więcej miałem wątpliwości…

Kaplica św Jana z dukli – Na Puszczy

Są takie miejsca, gdzie czas zwalnia z automatu. Kaplica Kaplica św. Jana z Dukli Na Puszczy właśnie ma w sobie taki klimat. Deszczowa pogoda chyba skutecznie odstraszyła ludzi, bo trafiłem tam praktycznie sam (nie licząc pierwszej żony) i dzięki temu można było naprawdę poczuć spokój tego miejsca.

Bez tłumów wszystko odbiera się inaczej. Cisza, szum drzew i perspektywa, że w każdej chwili może spaść deszcz, robiły lepszą robotę niż jakikolwiek przewodnik. Takie zwiedzanie zdecydowanie bardziej do mnie trafia niż przeciskanie się między ludźmi.

To jedno z tych miejsc, gdzie fajnie pospacerować albo posiedzieć i popatrzeć, posłuchać…