Wschód Księżyca | 29.08.2026

Nie chciało mi się wychodzić, bo o 20-stej to ja się już raczej szykuję do spania. Zwłaszcza że w niedzielę rano w planie był wyjazd rowerem jeszcze przed świtem. Ale że nie miałem daleko, to jednak podszedłem i w sumie nie żałuję.

Fotkę pełnego Księżyca udało się zrobić dopiero, kiedy był już dość wysoko nad horyzontem. Choć… te wcześniejsze, kiedy ledwo, ledwo prześwituje tuż nad samym horyzontem, też mi się całkiem podobają. Później jednak chmura uniemożliwiła fotografowanie i dopiero po kilku dobrych minutach ukazał się nad krzyżem.

A i przepraszam chłopa, którego zapewne wystraszyłem, kręcąc się po polach jakieś 100 metrów od jego domu. Cały czas bacznie mnie obserwował, a ja przecież tylko pofocić chciałem….

Wschód Księżyca | 05.03.2026 – II

Widzieliście mój wczorajszy post ze wschodzącym Księżycem? Wiecie, co wydarzyło się chwilę później? W miarę jak schodziłem z górki, okazało się, że krzyż na sąsiednim wzniesieniu jest wciąż widoczny. Nawet nigdy jakoś specjalnie nie zwróciłem uwagi, że widać go dosłownie z miejscówki oddalonej może o 100 metrów od mojego domu.

Schodząc coraz niżej, perspektywa się zmieniała i Księżyc, mimo że wznosił się nad horyzont, wciąż był z mojego punktu widzenia na linii krzyża. Było już mocno ciemno. Po omacku rozstawiłem statyw, wycelowałem…. i właśnie wtedy powstało zdjęcie, z którego tego wieczora byłem najbardziej zadowolony.

Wschód Księżyca | 03.05.2026

Zrobiłem to. Wyciągnąłem zakurzoną lustrzankę, założyłem teleobiektyw i poszedłem sfotografować wschodzący Księżyc. Nie dzisiaj. We wtorek. Kilka godzin po pełni.

Jest tu nieopodal na wzniesieniu duży żelazny krzyż i z mojej miejscówki to właśnie za nim miał wzejść Księżyc. A że oddalony byłem od krzyża sporo, Księżyc miał się wydawać na zdjęciu mega duży. Przy takich ujęciach najbardziej fascynuje mnie kompresja perspektywy. Długa ogniskowa robi z odległych planów jedną zwartą historię.

Nie był to długi rytuał planowania, raczej szybkie spojrzenie na aplikację, szybka decyzja i szybki marsz na górkę. Zasapany, ale z zapasem czasu stanąłem i czekałem. A kiedy się wyłonił, jeszcze kilka korekt mojego położenia. Było to możliwe tylko do pewnego stopnia ze względu na rosnące drzewa.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że takie chwile trwają bardzo krótko. Są ulotne. Mało kto zwraca na nie uwagę. Kilka minut i Księżyc przesuwa się, światło się zmienia. Bez pośpiechu, ale bez zwłoki.

Lubię takie fotograficzne polowania. Krótkie, konkretne, zakończone satysfakcją. Wracasz do domu, zgrywasz pliki i już wiesz, że to był dobry wieczór. I że warto było wyjść z domu, nawet jeśli to miała być tylko szybka akcja.

Wschód Księżyca | 03.01.2026

Jakie jest pierwsze zdjęcie, które zrobiłem w 2026 roku? Nie chcielibyście wiedzieć 😄

Ale pierwszy plener był, mimo przeciwności w postaci chmur, całkiem udany. Zasadziłem się na wschodzący Księżyc, choć było wątpliwe, czy w ogóle pokona te chmury. Znalazł jednak niewielką szparę i zaprezentował się w całej swojej okazałości na kilkanaście minut.

Czekałem na niego na niedalekiej górce, skąd miał wschodzić dokładnie nad dwoma kościołami – w Olchowej (oddalonym o 2700 m) oraz drugim w Klęczanach, oddalonym o 6100 m. W chwili wykonywania zdjęcia Księżyc był już 24 minuty po wschodzie, znajdował się 2,2 stopnia nad horyzontem i był oświetlony w 99,95%. Pełnia miała miejsce 5 godzin wcześniej.

W sumie lubię te „polowania”, kiedy do samego końca nie wiadomo, czy plan w ogóle wypali. Tym razem się udało, choć Księżyc tylko na moment dał się złapać. I właśnie za tę nieprzewidywalność fotografia w plenerze wciąż sprawia mi tyle frajdy.

Zachód Księżyca | 5.11.2025

Środa, świt. Plan prosty: otworzyć oczy, wylezźć z łóżka i pojechać zrobić fotkę księżycowi wschodzącemu nad akacjami. Wszystko poszło zgodnie z planem, choć najwięcej czasu zajęły te dwa pierwsze punkty.

Na miejscu jestem za wcześnie, ale widzę, że nad akacjami krążą kruki. Szybko rozstawiam statyw, kieruję obiektyw w tamtą stronę i strzelam serię zdjęć. W ostatniej chwili, bo ptaki zaraz odleciały. To właśnie to ujęcie z krukami okazało się dla mnie najlepszym z całego poranka. Choć, przyznam, pozostałe też mają swój klimat.

Wschód Księżyca | 9.08.2025

Powietrze nie było przejrzyste – unosił się w nim kurz z pracujących w okolicy kombajnów. Nad horyzontem, dokładnie w miejscu, gdzie miał wschodzić, wisiały chmury. Na miejscówce byłem sporo za wcześnie – jakieś pół godziny. Na szczęście komary nie dawały się mocno we znaki, więc oczekiwanie w tych okolicznościach przyrody było całkiem przyjemne.

Z mojej miejscówki Księżyc miał wzejść gdzieś ponad oddalonymi o około 650 metrów akacjami. Zauważyłem, że na jednej z nich siedzi bocian, a pod drzewami nad kadrami gimnastykuje się fotograf. Czekałem cierpliwie, aż się pojawił – różowy i z każdą chwilą coraz bardziej intensywny. Kilka minut, które wydają się bajką, nierealnym przeżyciem.

Wschód Księżyca | 12.04.2025

Jeszcze ubiegłotygodniowy wschód Księżyca, ale warto go przypomnieć – bo to był piękny spektakl. Na poniższych zdjęciach uchwyciłem moment, w którym Księżyc dopiero co zaczynał się wyłaniać zza horyzontu. Taki trochę nieśmiały start – ale bardzo widowiskowy.

Szczególnie ciekawe jest drugie zdjęcie. To świetny przykład na to, jak atmosfera potrafi zniekształcać kształt Księżyca – wygląda jakby jego dół był zrobiony z miękkiej plasteliny. Uwielbiam takie naturalne „efekty specjalne”.

Wschód Księżyca | 12.04.2025

Przyznaję, że nie jestem wybredny, jeśli chodzi o miejscówki. Ważne, żeby być gdziekolwiek — ale o odpowiedniej porze. Dlatego po raz (nie pamiętam który) wybrałem to samo miejsce do łapania wschodzącego księżyca.

To właśnie nastrój i emocje są dla mnie ważniejsze niż samo fotografowanie. W końcu musiało do tego dojść po tylu latach z aparatem. Ale trzeba przyznać, że wczorajszy wschodzący księżyc był naprawdę imponującym widokiem.

On o tym nie wie

Po raz trzeci wracam do ubiegłośrodowego wschodu Księżyca. Na sam koniec zostawiłem do publikacji zdjęcie, z którego jestem najbardziej zadowolony.

Księżyc wznosił się powoli, a ja chodziłem w tę i we w tę, pstrykając zdjęcia, kiedy kątem oka zauważyłem jadącego rowerzystę. Ręce co prawda mi się roztrzęsły, ale zdążyłem w porę ustawić się w odpowiednim miejscu i zrobić zdjęcie dokładnie w momencie, gdy był idealnie pod Księżycem!

To wszystko trwało pewnie kilka, może kilkanaście sekund, ale dla mnie tak się rozciągnęło w czasie, że pamiętam każdy szczegół. Może wtedy czas dla mnie zwolnił… abym zdążył pstryknąć kolarza…? Kto wie 😉