Odliczam

To już taki typowo letni krajobraz. Bele siana, ciepłe wieczorne światło i wszystko wokół podpowiada, że jesteśmy dokładnie w środku lata. Najdłuższe dni, najkrótsze noce i temperatury z trójką z przodu.

To nie jest najbardziej komfortowa pogoda ani do aktywności fizycznej, ani do fotografowania. Mimo to coraz odliczam czas do weekendu.

Budzik na sobotę już nastawiony na wczesną godzinę. Rower czeka. Ja też czekam. 

Jak dawniej

Dzień był pochmurny, choć bezdeszczowy. Obserwowałem wieczorem niebo i w pewnym momencie zaczęło się przejaśniać. Jako, że nie miałem nic lepszego do roboty, jak za starych dobrych czasów wsiadłem w samochód i pojechałem na pobliską miejscówkę.

Przejaśnienie okazało się tylko niewielką dziurą w chmurach, ale mimo to zrobiło się przyjemnie i kolorowo na niebie. Krótki spacer, kilka zdjęć i powrót do domu.

Kościół i „drapacz chmur”

Chmur na niebie nie widziałem dawno. Więc spektakularne wschody czy zachody słońca z kolorowym niebem nie były tematem moich zdjęć, bo ich po prostu nie było. Ale przez jeden wieczór i jeden poranek skupiłem się na samym słońcu.

Dwa zdjęcia przedstawiają zachodzące słońce za kościołem w Górze Ropczyckiej, a dwa kolejne wschodzące, w okolicy naszego rzeszowskiego „drapacza chmur”.

Kadr i światło

Zanim na drzewach pokażą się pierwsze zielone listki, próbuję uchwycić w najlepszy możliwy sposób tę pozornie mało ciekawą porę roku, jaką jest przedwiośnie. Nie ma zieleni, nic nie kwitnie, więc pozostaje bawić się kadrem i światłem.

Spontaniczny spacer z teleobiektywem zaowocował kilkoma kadrami z wieczornym światłem. A to potrafi zmienić okolicę na te kilka chwil w bajkową krainę…

Widoki wiejsko-polne

W niedzielę po południu było mi mało ruchu po rowerowych eskapadach, więc postanowiłem jeszcze wybrać się na mały spacer. Jazda jazdą, ale to właśnie podczas wędrówek po moich polnych ścieżkach czuję prawdziwy spokój. A dodatkowo wieczorowa pora sprzyjała fotografowaniu.

Co prawda o tej porze roku fotograficznie nie dzieje się nic spektakularnego, ale zawsze coś znajdzie się do pstryknięcia. Takie zwykłe, wiejsko-polne widoki.

Wierzby po raz 232

Dawno nie było wierzb, które tu nieopodal sobie rosną. Mają się dobrze, choć z każdym rokiem coraz starsze i bardziej nadgryzione zębem czasu.

W piątek zapowiadał się ciekawy zachód słońca, więc postanowiłem tam podejść i sprawdzić, czy dalej trzymają fason. Stały jak zawsze, a niebo postanowiło dorzucić im całkiem przyzwoite tło w odcieniach pomarańczu i różu.

Fajnie tam wracać co jakiś czas. Patrzeć, jak powoli się zmieniają. I choć niezauważalnie z dnia na dzień, to o każdej porze roku inne.