O mnie

Nazywam się Witold Ochał i od 2010 roku prowadzę blog fotograficzny „Co mi się nawinęło przed obiektyw” – miejsce, w którym dzielę się swoimi zdjęciami, filmami i opowieściami z fotograficznych wędrówek po Podkarpaciu.

Fotografuję przede wszystkim krajobrazy Pogórza Strzyżowskiego oraz najbliższej okolicy powiatu ropczycko-sędziszowskiego. Najczęściej można tu zobaczyć poranne mgły, wschody i zachody słońca, pola, pagórki, samotne drzewa, polne drogi, przydrożne kapliczki i krzyże. Lubię miejsca nieoczywiste, położone z dala od popularnych atrakcji turystycznych, gdzie można znaleźć ciszę, spokój i ciekawe kadry.

Nie szukam wyłącznie spektakularnych widoków. Interesuje mnie przede wszystkim zwyczajny krajobraz, który dzięki odpowiedniemu światłu, pogodzie czy porannej mgle potrafi zmienić się nie do poznania. Często ruszam przed świtem, obserwuję to, co dzieje się wokół mnie, i pozwalam, żeby ciekawe kadry same mnie znalazły.

Znaczna część moich zdjęć powstaje smartfonem, choć korzystam również z aparatów fotograficznych. Nie przywiązuję przesadnej wagi do sprzętu. Znacznie ważniejsze są dla mnie pomysł na zdjęcie, odpowiednie światło i umiejętność dostrzeżenia czegoś interesującego w pozornie zwyczajnym miejscu.

Na blogu codziennie publikuję nowe treści, przede wszystkim fotografie i krótkie relacje z moich spacerów, rowerowych wypraw oraz fotograficznych plenerów. Pokazuję miejsca, które odwiedzam, zmieniającą się przyrodę, ciekawe zjawiska pogodowe i krajobrazy, które można znaleźć całkiem niedaleko domu.

Chcę pokazywać, że nie trzeba jechać w góry, nad morze ani do znanych turystycznych miejsc, żeby zobaczyć coś pięknego. Czasem wystarczy wstać wcześniej, przejść kilka kilometrów i spojrzeć na dobrze znaną okolicę z nieco innej perspektywy.

Dawno temu, zanim miałem aparat, był rower. Potem pojawiły się inne zainteresowania, na przykład ogród. W końcu przyszła kolej na fotografię. Zaczynałem od makrofotografii, później zainteresowały mnie krajobrazy, wschody i zachody słońca, księżyc oraz różne zjawiska meteorologiczne.

Po szesnastu latach przerwy wróciłem na rower i to właśnie wtedy stopniowo zaczął on wysuwać się na pierwszy plan, a fotografowanie stało się dodatkiem do rowerowych wypraw. Nie zrezygnowałem jednak z fotografii. Została mi pasja do wędrowania i spacerowania z aparatem.

Z czasem coraz częściej zacząłem korzystać ze smartfona. Klasyczny aparat bywał po prostu niewygodny. Podczas spacerów ograniczał swobodę poruszania się, a na rowerze nie zawsze chciało mi się sięgać do sakwy. Smartfon mam zawsze pod ręką i choć zdjęcia nie zawsze są technicznie idealne, mogę szybko uchwycić interesujący moment bez zbędnej gimnastyki.

Smartfon służy mi również do nagrywania krótkich filmów z moich wypraw i wędrówek. W ten sposób fotografia, rower i film całkiem nieźle się uzupełniają.

Obecnie mniej więcej 60–70 procent moich zdjęć wykonuję smartfonem, czyli iPhone’em 17 Pro Max. Kiedy zabieram ze sobą aparat, korzystam z bezlusterkowca Canon R i czterech obiektywów: RF 24-105, RF 100-400, RF 100 i RF 16. Od czasu do czasu na rower zabieram również Canona R10 z obiektywem RF-S 18-150.

Prawda jest jednak taka, że to nie aparat robi zdjęcia, tylko fotograf. Dobre zdjęcie to według mnie mieszanka kilku składników: odpowiedniego światła, pomysłu na kadr i umiejętnej obróbki. Sprzęt jest dopiero dalej na tej liście.

A na samym początku tej układanki jest pasja. Bez niej cała reszta traci sens.

Zdecydowanie częściej to kadr znajduje mnie, niż ja jego. Kiedy jadę rowerem albo idę na spacer, zazwyczaj nie mam z góry ustalonego planu, że muszę sfotografować właśnie to konkretne miejsce. Obserwuję to, co dzieje się dookoła, i czekam na odpowiednie światło, ciekawie układające się chmury, mgłę, tęczę czy inne zjawisko, które potrafi całkowicie odmienić zwyczajny krajobraz.

Dlatego często fotografuję tam, gdzie akurat zastaną mnie dobre warunki. Nie zawsze jest to najbardziej spektakularne miejsce, ale jeśli światło i niebo zrobią swoje, nawet dobrze znany widok może nagle wyglądać zupełnie inaczej.

Rower bardzo mi w tym pomaga. Pozwala szybko zmienić miejsce, zatrzymać się, kiedy coś przyciągnie mój wzrok, i ruszyć dalej, gdy warunki przestaną być interesujące.

Właściwie można powiedzieć, że nie jeżdżę po okolicy w poszukiwaniu konkretnych zdjęć. Jeżdżę, obserwuję i pozwalam, żeby zdjęcia same mnie znalazły. A kiedy już się pojawią, trzeba tylko wyciągnąć aparat albo smartfon i zrobić swoje.

Chciałem dzielić się tym, co widzę. Myślę, że wielu z nas zupełnie nie zwraca uwagi na to, co dzieje się dookoła, a już szczególnie nad naszymi głowami. A przecież niebo potrafi malować takie rzeczy, że człowiekowi opada szczęka.

Kiedy zacząłem pokazywać swoje zdjęcia, niektórzy pytali, czy to fotomontaże albo efekt bardzo agresywnej obróbki. Tymczasem te kolory i zjawiska są prawdziwe. Trzeba tylko mieć oczy otwarte i odrobinę cierpliwości.

Blog stał się dla mnie sposobem na pokazanie innym, że nie trzeba jechać na koniec świata, żeby zobaczyć coś pięknego. Czasem wystarczy rozejrzeć się tuż za domem.

Dziś, kiedy praktycznie każdy ma telefon zawsze pod ręką, niezwykłe zjawiska na niebie są niemal natychmiast fotografowane z każdej możliwej strony. Nadal bardzo mnie fascynują i kiedy tylko pojawia się tęcza, niezwykłe światło czy efektowne chmury, również wyciągam aparat. Coraz częściej jednak interesuje mnie coś zupełnie innego.

Podczas rowerowych wypraw i spacerów docieram w miejsca, do których mało kto zagląda. Pozornie zwyczajne, czasem wręcz mijane bez większej uwagi. I właśnie tam próbuję znaleźć coś, czego być może wcześniej nikt nie zauważył. Nie szukam już wyłącznie spektakularnych widoków. Coraz bardziej ciekawi mnie pokazywanie tego, co inni po prostu mijają.

Oczywiście. Matryca aparatu nie rejestruje dokładnie tego samego, co widzi ludzkie oko. Zdjęcia prosto z aparatu często mają mniej wyraziste kolory i kontrast niż scena, którą zapamiętałem.

Podczas fotografowania staram się zapamiętać, jak krajobraz i niebo wyglądały na żywo, jak odbierałem daną scenę i jakie wrażenie na mnie zrobiła. Później próbuję odtworzyć ten efekt podczas obróbki.

Nie lubię jednak przesadzać z ingerencją w zdjęcia. Zależy mi na tym, żeby wyglądały możliwie naturalnie i oddawały klimat miejsca oraz chwili. Z jakim skutkiem? To już pozostawiam ocenie oglądających. W końcu odbiór fotografii jest sprawą bardzo subiektywną.

Nie mam jakiejś szczególnej listy miejsc, które koniecznie chciałbym odwiedzić. Skupiam się przede wszystkim na najbliższej okolicy. Fotografuję głównie na terenie powiatu ropczycko-sędziszowskiego i w jego sąsiedztwie, na Pogórzu Strzyżowskim oraz okolicznych terenach Podkarpacia.

Na swoim blogu staram się pokazywać, że żeby zrobić ciekawe zdjęcia krajobrazowe, nie trzeba jechać daleko, nad morze, w góry czy do parków narodowych. Wystarczy uważnie obserwować to, co znajduje się w naszej najbliższej okolicy.

Często najciekawsze kadry można znaleźć w miejscach, obok których przechodzimy lub przejeżdżamy każdego dnia.

Chciałoby się powiedzieć, że podczas moich rowerowych wypraw najciekawsze sytuacje mam z bezpańskimi psami, przez które nie raz byłem goniony, albo z wyjątkowo nieuważnymi kierowcami, którzy potrafią minąć rowerzystę niemal na żyletki. Ale te historie pomijam, bo na szczęście zarówno psów, jak i niesfornych kierowców jest chyba coraz mniej.

Moje najciekawsze przygody to zdecydowanie bliskie spotkania z dzikimi zwierzętami. A takich zdarza się całkiem sporo, szczególnie podczas wypraw o świcie. Bywa, że tuż obok przemknie sarna albo lis, czasami pojawi się jeleń czy dzik.

Właśnie takie niespodziewane spotkania, kiedy nagle znajduję się blisko dzikiej przyrody, są dla mnie najciekawsze. Często trwają zaledwie kilka lub kilkanaście sekund, choć zdarza się, że jeśli pierwszy zauważę zwierzę, potrafię obserwować je przez kilka minut.

Od jakiegoś czasu próbuję swoich sił w kręceniu krótkich filmów z moich wyjazdów i wędrówek. Nie publikuję ich tutaj na blogu, tylko na TikToku i Facebooku, najczęściej w formie rolek albo relacji. To trochę inne spojrzenie na te same miejsca i momenty, które fotografuję. Czasem obraz w ruchu mówi więcej niż pojedyncze zdjęcie.

A kiedy już oderwę się od roweru i aparatu, regularnie biegam i trochę ćwiczę. W wolnych chwilach sięgam też po ciekawy podcast albo film.

No i jest jeszcze praca zawodowa. Zwyczajna, normalna praca, choć chyba mało kto mi w to wierzy, to o dziwo, naprawdę ją lubię.

Profil autora na facebooku: WITOLD OCHAŁ

Fanpage: CO MI SIĘ NAWINĘŁO PRZED OBIEKTYW

zBLOGowani.pl