To nie tragedia

Dwudziesty piąty dzień bez roweru i biegania. Nie traktuję tego jak tragedii, bo wróciłem do spacerów z aparatem. Tak jak wcześniej planowałem sobie trasy rowerowe, tak teraz wybieram jakąś miejscówkę. Wędruję po kilka, częściej po kilkanaście kilometrów.

Czatuję na ładną pogodę. Najlepiej o poranku, choć i wieczorem nie pogardzę. Wybieram miejsce, idę przed siebie i czekam. Czekam, aż jakieś kadry mnie znajdą. Kadry, które być może jeszcze nigdy nie zostały uwiecznione. Nie dlatego, że są jakieś niezwykłe czy spektakularne, ale dlatego, że nie są to miejscówki oczywiste. Nie ma tu turystów, tłumów fotografów ani straganów z pamiątkami. Są za to rozległe pola, pagórki, drzewa, polne drogi i zakątki, do których ciężko trafić.

Z dala od zabudowań i cywilizacji, gdzie można iść przed siebie, słuchać ciszy, nie sprawdzać powiadomień w telefonie. Rower i bieganie muszą na razie poczekać. Ja natomiast odkrywam swoje okolice na nowo na własnych nogach. Zawsze powtarzam, że wcale nie trzeba wyjeżdżać daleko, żeby znaleźć coś, co potrafi zatrzymać człowieka na dłużej.

Opublikowane przez Witold Ochał

Projekty? Sesje? Plenery? Nie, ja tylko fotografuję.

Dodaj komentarz