Dziś i jutro też. Poranki z klimatycznymi mgiełkami. Nic, tylko wędrować sobie po okolicy i podziwiać.




Dziś i jutro też. Poranki z klimatycznymi mgiełkami. Nic, tylko wędrować sobie po okolicy i podziwiać.




Niedzielny poranek był dość rześki. 10 stopni na termometrze, bezchmurne niebo i o świcie jeszcze zupełnie bezwietrznie. Choć nie uśmiechało mi się wstawanie po czwartej drugi dzień z rzędu, jakoś przezwyciężyłem tę niechęć, zasiadłem na rowerze i ruszyłem przed siebie.
Po drodze odwiedziłem kilka moich ulubionych miejsc, w których tym razem trafiłem idealnie na wschód słońca. No i oczywiście bardzo szybko zapomniałem o porannych niedogodnościach.




Ja tam nie mam nic przeciwko temu, żeby takie widoki uprzyjemniały mi rowerowy czas. Zbliżającą się chmurę opadową widziałem już od dawna, ale miałem nadzieję, że mnie ominie. I co się stało? Spadło tylko kilka kropli, cały czas świeciło słońce. Pewnie poleciały z wiatrem prosto na mnie.
A chwilę później zaczęła pokazywać się tęcza. O i jaki to był fajny widok! 🙂




Podążałem sobie niespiesznym spacerkiem dróżką biegnącą przez rozległą polanę, porośniętą tu i ówdzie pojedynczymi drzewkami. Tak sobie wędruję, aż zza zakrętu wyłoniły się jakieś uszy.
To musi być sarna! Pomyślałem. Ale kiedy podszedłem bliżej, już wiedziałem, że to daniele. I to nie jeden, a całe stadko.
Pochylony w pas, pociągając noga za nogą i najciszej, jak umiałem, zacząłem się do nich skradać. Oczywiście długo to nie potrwało. Bardzo szybko mnie zauważyły. Wtedy pozostało mi już tylko się ujawnić, wyprostować i spróbować zrobić zdjęcie.

Jak kończy się sierpień, to zaczynają się pojawiać pierwsze wrzosy. Na razie niezbyt bujne, pewnie przez panującą od jakiegoś czasu suszę. Mimo to fajnie różowią się tu i ówdzie w lesie.




Jeszcze jest całkiem zielono i jeszcze cały miesiąc kalendarzowego lata. Liczę więc na większą ilość mglistych poranków. Nawet jestem w stanie zostawić rower i pójść pieszo.
Pieszo mniej mi umknie. Będzie czas na rozglądanie się za kadrami, skupienie tylko na przyrodzie. Kiedy większość jeszcze śpi, dla zwierząt to często jeden z najbardziej aktywnych momentów dnia i wtedy dzieje się najwięcej.




Kiedy dzikie zwierzę staje mi na drodze, zawsze są emocje. Jeśli jest to sarna czy daniel, emocje pojawiają się niezależnie od odległości. No, może sarna tylko wtedy, gdy jest blisko, bo to jednak dość popularne zwierzę i wszędzie ich pełno.
Ale wcale nie mniej gęba cieszy się na spotkanie z końmi czy krowami. W dzisiejszych czasach takie spotkanie potrafi być czasem rzadszym widokiem niż sarna, hihi.




Te długie, poranne cienie potrafią naprawdę czarować. Kilka kadrów z sobotniej przejażdżki.
Wpadła kolejna setka, tym razem ze sporą ilością szutrowych dróg. Tyłek trochę wykolebotany, ale karta pamięci zapełniona kilkunastoma zdjęciami i kilkudziesięcioma ujęciami do filmów. Czyli bilans zdecydowanie na plus.




Co to światło i mgła potrafią zrobić… A takie spektakle zdarzają się tylko o świcie, kiedy słońce jest jeszcze nisko, a mgła snuje się tuż nad ziemią.
Spacerowałem leśną polaną, miejscami przykrytą delikatną mgiełką. Czekałem tylko, aż słońce wyłoni się zza drzew i rozpocznie swój spektakl. Zostało mi już tylko zająć miejsce na widowni i patrzeć, jak zwykła polana zamienia się w teatr cieni.




W niedzielę zostawiłem rower w domu i wybrałem się do lasu. Mam tam taką fajną, rozległą polanę, na którą od dawna obiecywałem sobie przyjechać o poranku. Wczoraj w końcu się udało.
I co? Mimo że było ciepło i zupełnie nie zapowiadało się na mgłę, polanka była spowita białym mlekiem. A na samo dzień dobry, jeszcze przed wschodem słońca, wypatrzyłem w niej małe stadko łań. Zajadały się co lepszymi kąskami roślin, a ja, schowany za trawami, mogłem je spokojnie obserwować.
Jak to zazwyczaj bywa, obserwowałem do czasu. W końcu mnie zauważyły….



