Jeszcze tydzień

Już prawie chciałem pozbywać się roweru. Odstawić go na stałe do piwnicy, a może nawet wystawić na sprzedaż. Aż tu nagle nieco się ociepliło i śnieg zaczął się topić.

Tym samym w mijającym tygodniu wpadły cztery krótkie, bo krótkie, ale jednak przejażdżki. Trafiło się nawet kilka chwil z bezchmurnym niebem. Mimo że temperatura była niby na plusie, ziąb dawał się we znaki, ale po takiej przerwie naprawdę nie miałem zamiaru narzekać. Każda minuta na dwóch kółkach smakowała jak prawdziwy początek sezonu.

Teraz rower trafi na gruntowny serwis i mały remont. Po kolejnych kilku tysiącach kilometrów zdecydowanie mu się to należy. Nie obrażę się więc, jeśli pogoda jeszcze przez tydzień będzie kapryśna. Ale od następnego oczekuję że zima pójdzie sobie od nas i więcej nie wróci.

13-tego w piątek

Piątek, 13-tego.

Nie ukrywam, że kiedyś wmawiano mi, że to dzień pechowy. I chcąc nie chcąc, trochę w to wierzyłem.

Ale z czasem zauważyłem, że „pech” potrafi mnie dopaść w każdy inny dzień miesiąca. Ta trzynastka chyba nie ma tu nic do rzeczy.

A jak to jest u Was? Wierzycie w przesądy, czy raczej podchodzicie do nich z przymrużeniem oka?

Na zdjęciu wtorkowy wieczór, kiedy słońce nieoczekiwanie pokazało się ze swojej najlepszej strony.

Ostatnie podrygi

Czy to zwiastun rychłej wiosny? Mówię o tych kolorach na niebie. Nie… to raczej zapowiedź zmiany pogody, która pewnie przyjdzie już w weekend. Ma być chłodniej, możliwe opady śniegu i deszczu ze śniegiem.

Cóż, przetrwamy i te ostatnie podrygi zimy. Bo to już chyba jej końcówka… prawda?

Halo słoneczne

Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. To był styczeń 2023 roku, wyjątkowo ciepły. Spędziłem go praktycznie na codziennych jazdach na rowerze. W tygodniu szybkie przejażdżki po zmroku, a w weekendy dłuższe, kilkudziesięciokilometrowe wyprawy.

Tego dnia przez całe popołudnie na południowo-zachodnim niebie towarzyszyło mi widowiskowe halo słoneczne.

Druga połowa

Przeglądając archiwa, natknąłem się na zdjęcia z marca 2024 roku. Druga połowa miesiąca, więc z pewnością było już całkiem ciepło. To pewnie zachęciło mnie do wieczornego spaceru po okolicznych polach.

Światło do fotografowania było niezwykle miękkie, takie, jakie lubię najbardziej. Nawet gdy na niebie nie ma spektakularnych kolorów, kadry i tak wychodzą magiczne.

To pamiętam

Przeglądam stare zdjęcia. Wystarczy mi chwila, aby przypomnieć sobie okoliczności powstania większości z nich. Codziennych spraw często nie pamiętam, a w pracy jeśli czegoś nie zapiszę, to po prostu zapomnę. A okoliczności robienia zdjęć pamiętam doskonale. Wybiórcza pamięć. To chyba nie choroba? A nawet jeśli, to wolę pamiętać to niż cokolwiek innego.

Maj 2023 roku. Wstałem przed świtem, aby pojechać na rower. Było bardzo zimno, ale wiedziałem, że później zrobi się cieplej, jak to bywa w maju. Póki co jechałem we mgle i co rusz zatrzymywałem się na fotografowanie. No bo jak nie robić zdjęć w takich warunkach? Mgła, przedzierające się przez nią słońce. I ta przyjemność z jazdy, porannej ciszy i spokoju.

Czegoś brak

Dzisiaj zdjęcie sprzed dwóch lat, zrobione w marcu. Co to za miejscówka? Stary, opuszczony młyn. Nie mam niestety pojęcia, jak długo działał i kiedy upadł, ale do dziś stoi i jest poniekąd atrakcją w okolicy.

Nieopodal znajduje się staw, którego pochodzenia też nie znam. Czasem niemal wysycha, innym razem jest w nim sporo wody. Od czasu do czasu spotykałem tam kaczki i łabędzie.

Tego dnia przejeżdżając tamtędy rowerem, jak zawsze się zatrzymałem, zszedłem nad staw, bo kadr od dawna chodził mi po głowie. Miałem jednak wrażenie, że ciągle czegoś mu brakuje. Nie wiedziałem czego… aż do tego dnia. Brakowało tych groźnych chmur na niebie i to one zrobiły tu całą robotę.

Tydzień wspominkowy

Czy Wy też tak macie, że zimą czas strasznie się dłuży, a wiosną, latem i jesienią leci jak szalony? Bo ja zdecydowanie tak mam. Styczeń ciągnął mi się niemiłosiernie i czuję, że z lutym będzie bardzo podobnie.

Pewnie dlatego, że niecierpliwie czekam na cieplejsze dni, żeby znów wsiąść na rower i coś więcej pofotografować. Bo stanie gdzieś na mrozie i fotografowanie to żadna przyjemność. Nawet podczas spacerów – chwila postoju, kilka zdjęć i odmrożenia rąk gwarantowane.

Pozwólcie więc, że zrobię sobie mały tydzień wspominkowy. Niepublikowanych zdjęć mam pełny dysk, a na pierwszy ogień pójdą foty z sierpnia 2021 roku. Z mglistego poranka, który razem z wędkarzami spędziłem nad zalewem w Kamionce.

Jak będzie w lutym?

Miękkie i zimne poranne światło. Świat przyprószony białym, świeżym puchem. Czy to dzisiaj? Nie, to zdjęcia archiwalne z którejś z poprzednich zim. Miałem sporo czasu na wspominanie, bo nowych kadrów w tym miesiącu było jak na lekarstwo.

Czy to się zmieni w lutym? No może, może. Przede wszystkim dzień będzie dłuższy i mam nadzieję na więcej słonecznych chwil, zwłaszcza w weekendy.

To wystarcza

Wracam jeszcze do kilku fotek z niedzielnego spaceru. Nic szczególnego się nie wydarzyło, nie było spektakularnego światła, stad saren ani jeleni do fotografowania. Były za to zaspy na dróżkach i ślady ubite kołami jakichś pojazdów.

Ale przede wszystkim było świeże powietrze, cisza i bycie sam na sam ze sobą. I czasem to w zupełności wystarcza.