Zazwyczaj trzymam się planu. W niedzielę w planie był las, ale po drodze skusiło mnie, żeby skręcić w polną drogę prowadzącą wśród rozległych, płaskich pól, ścielących się mgłami.
Takiego widoku zupełnie się nie spodziewałem.
Stado jeleni hasało sobie w najlepsze po ściernisku po rzepaku. Niestety miałem ze sobą jedynie obiektyw do 240 mm. Ale dobre i to. Wymierzyłem i pyk, jest fota.
Jelenie oczywiście szybko mnie zauważyły i były mną chyba nie mniej zdziwione niż ja nimi. Niespiesznie jednak i dostojnie zaczęły kłusem biec w stronę słońca. Z pysków wydobywały im się obłoki pary, a spod kopyt tryskała poranna rosa.
Wszystko to trwało zaledwie kilka minut. I chyba do tej pory nie byłbym pewien, czy to naprawdę się wydarzyło, gdyby nie te kilka zdjęć, które w swoim oszołomieniu zdołałem zrobić.











































