Fajnie było wrócić na stare ścieżki. Wieczorową porą, z aparatem na szyi. Z uważnością, nie rozpraszany hałasem. W ciszy i spokoju. Krok za krokiem. Kadr za kadrem…




Fajnie było wrócić na stare ścieżki. Wieczorową porą, z aparatem na szyi. Z uważnością, nie rozpraszany hałasem. W ciszy i spokoju. Krok za krokiem. Kadr za kadrem…




Dawno tu nie byłem. Jesienne wierzby w wieczornym świetle zastałem w takiej sobie formie. Młode już nie są, więc nie wiadomo, jak długo jeszcze pożyją…




Miałem dobre przeczucie. Przeczucie, że ten wieczór może być wyjątkowy. Zapakowałem aparat na szyję i poszedłem tu opodal, na spotkanie z niebiańskim spektaklem 🙂




W tym tygodniu każda odrobina słońca jest na wagę złota, nieprawdaż?




Tak się złożyło, że nad tym wpół wyschniętym stawem byłem w weekend dwa razy. Ale zrobiłem tylko dwa zdjęcia. Poczekam na jesień, bo w tym miejscu wygląda ona obłędnie.




Może i było wcześnie, może i było zimno, poniżej 10 stopni. Może i się nie chciało, ale to tylko na początku. Bo jak już wsiadłem na rower, to o tym niechceniu zapomniałem na amen.



Za nami przyjemne, cztery pogodne dni. Ja wykorzystałem je na maksa i co rano wpadało po 50 kilometrów, a resztę dnia robiłem nic. Polecam 🙂




Słońce było od rana. Tylko… chwilę później zaszło za chmury. Początek przejażdżki udany, kilka fotek zrobionych, potem chmurzyska, a na końcówce znowu słońce.
Wczoraj znów jazda po lesie, ale tym razem mniej szutrów, a więcej wąskich ścieżek i single tracków. Oj, bardziej męczące są te wertepy…





Od poniedziałku załamanie pogody, ale wczoraj i dziś pogoda już nam to wynagrodziła. Sporo słońca i przyjemne temperatury zachęcały do aktywnego spędzania czasu.
W piątek, korzystając z wolnego dnia, przede wszystkim się wyspałem. Tak, nie zerwałem się jak zazwyczaj przed świtem. Ale tylko dlatego, że rano było pochmurno i dopiero około dziesiątej zaczęło się przecierać.
I wtedy wybrałem się na spokojne 50 kilometrów do lasu. Szutry są OK, ale zjeżdżając na mniej uczęszczane leśne drogi, trafiłem na całkiem sporo błota. No ale ileż to roboty potem umyć rower? A frajda pierwszorzędna.




Kolejny tydzień pogodowej przeplatanki za nami i pozostaje tylko mieć nadzieję, że na weekend to się zmieni.
Wykorzystując chwile bez chmur i odrobinę słońca, wybrałem się na przechadzki po okolicy. W samotności, spokoju i ciszy. Bez celu, bez pośpiechu, ot tak, żeby się trochę poszwendać i zobaczyć, co słychać w moich ulubionych miejscach.
A że pogoda ostatnio nie rozpieszcza, tym bardziej trzeba korzystać z każdej takiej chwili. Kilka promieni słońca, trochę koloru i znajome polne drogi. Teraz już tylko czekamy jakie pomysły przyniesie weekend.





