Dużo słońca było w ten weekend. Od samiuśkiego rana. Las mieniący się kolorami aż zachęcał, żeby trochę po nim pospacerować, a w takich okolicznościach czas płynie wyjątkowo miło. Jesienne kolory, trochę słońca, cisza i spokój. Czego chcieć więcej?





Dużo słońca było w ten weekend. Od samiuśkiego rana. Las mieniący się kolorami aż zachęcał, żeby trochę po nim pospacerować, a w takich okolicznościach czas płynie wyjątkowo miło. Jesienne kolory, trochę słońca, cisza i spokój. Czego chcieć więcej?





Poniedziałkowy wschód słońca nie istniał. Nad horyzontem wisiały chmury i na lepsze światło trzeba było jeszcze trochę poczekać.
Wykorzystałem ten czas na spacer po polnych drogach. A kiedy w końcu pojawiło się światło, kolory od razu nabrały wyrazistości.





Niedziela była kolejnym dniem z pięknym słońcem od samego rana. Temperatura już nieco wyższa niż w sobotę, więc od samego rana spacerowało się całkiem komfortowo.
Las nieznany, więc wcześniej wyznaczyłem sobie trasę, coby nie pobłądzić. I szedłem tak sobie, czekając, aż natknę się na miejsca, do których dociera światło.
A tam… no sami zobaczcie…




Zazwyczaj trzymam się planu. W niedzielę w planie był las, ale po drodze skusiło mnie, żeby skręcić w polną drogę prowadzącą wśród rozległych, płaskich pól, ścielących się mgłami.
Takiego widoku zupełnie się nie spodziewałem.
Stado jeleni hasało sobie w najlepsze po ściernisku po rzepaku. Niestety miałem ze sobą jedynie obiektyw do 240 mm. Ale dobre i to. Wymierzyłem i pyk, jest fota.
Jelenie oczywiście szybko mnie zauważyły i były mną chyba nie mniej zdziwione niż ja nimi. Niespiesznie jednak i dostojnie zaczęły kłusem biec w stronę słońca. Z pysków wydobywały im się obłoki pary, a spod kopyt tryskała poranna rosa.
Wszystko to trwało zaledwie kilka minut. I chyba do tej pory nie byłbym pewien, czy to naprawdę się wydarzyło, gdyby nie te kilka zdjęć, które w swoim oszołomieniu zdołałem zrobić.




Długo biłem się z myślami, czy wybrać rower, czy własne nogi. Ale kiedy wczoraj rano się obudziłem i zerknąłem na termometr, sprawa szybko się wyjaśniła. 2 stopnie Celsjusza i rower? Owszem, ale raczej tylko szybka jazda, a nie włóczenie się po lesie za zdjęciami. Załubrałem zatem but, galowy strój leśny i fru do lasu.
Spacerując, człowiek więcej dojrzy kadrów, to pewne. Zarejestruje też więcej doznań. A jednym z nich było jedno z najbliższych spotkań ze stadem jeleni i łań. Przebiegły mi drogę w odległości dosłownie kilkunastu metrów. Nie było czasu zmieniać ustawień aparatu, więc zdjęcie wyszło niezbyt ostre.
A najlepsze jest to, że biedne jelenie, przestraszone najprawdopodobniej przez grzybiarzy, po kilkunastu sekundach zawróciły i… przebiegły z powrotem, tyle że już całkiem blisko mnie.
Takich emocji to dawno nie miałem 🙂





Ja nie sądziłem, że takie miejsca jeszcze istnieją. Całkowicie dzikie zbiorniki wodne i choć biegnie przy nich ścieżka, można by pomyśleć, że nikt nigdy tam nie dociera. Całkowita dzicz, a co za tym idzie, spokój, pustka i cisza. Tylko odgłosy ptaków. No coś pięknego.
A najlepsze, że o tym miejscu wiedziałem już od jakiegoś czasu, a dopiero teraz się tam wybrałem! No jak mogłem tyle zwlekać?
Szkoda tylko, że tak daleko od domu, co nie znaczy, że więcej tam nie pojadę. Gdy tylko będzie okazja i odpowiedni poranny warun, wracam tam. I mam zamiar spędzić tam cały ranek.




Bardzo mi się ta pogoda podoba i bardzo mnie ona cieszy. Szkoda tylko, że tak szybko robi się już ciemno. Ale za to jasno robi się też późno i można się i wyspać, i wstać przed świtem. Tylko po to, żeby sobie pojeździć przy 5–7 stopniach, ale za to z pięknymi widokami.




Czy wam też tak szybko minął wrzesień? Dopiero co, miesiąc temu, przekonywałem, że lato się nie kończy i jeszcze cały wrzesień będzie letni. W sumie niewiele się pomyliłem, bo chyba większość dni pogoda była względnie ładna.
A najważniejsze, że i początek października zapowiada się całkiem słonecznie i jak na tę porę roku ciepło. Ja tam nie mam nic przeciwko, aby i cały taki był.




To nie tak miało być w niedzielę. Od samego rana miało być bezchmurnie. No cóż, były gęste chmury, które odpuściły dopiero później. Przynajmniej było już cieplej, choć ciężko 10 stopni nazwać ciepłem. Jednak z każdą chwilą, im słońce było wyżej, temperatura stawała się znośniejsza do jazdy.
Między innymi zaglądnąłem nad stawy w leśnictwie Sokole.





W sobotę ranek nie dopisał, jeśli chodzi o pogodę, za to w niedzielę miało być od rana pięknie. No niestety, i tu meteorolodzy się pomylili, a słońce wyszło dopiero po ósmej. Nie ma tego złego, przynajmniej mogłem poleniuchować rano, czekając na poprawę aury.
A potem w ruch poszedł oczywiście rower i włóczęga po lasach.




