Nie ma tego złego

W sobotę ranek nie dopisał, jeśli chodzi o pogodę, za to w niedzielę miało być od rana pięknie. No niestety, i tu meteorolodzy się pomylili, a słońce wyszło dopiero po ósmej. Nie ma tego złego, przynajmniej mogłem poleniuchować rano, czekając na poprawę aury.

A potem w ruch poszedł oczywiście rower i włóczęga po lasach.

Wertepy

Słońce było od rana. Tylko… chwilę później zaszło za chmury. Początek przejażdżki udany, kilka fotek zrobionych, potem chmurzyska, a na końcówce znowu słońce.

Wczoraj znów jazda po lesie, ale tym razem mniej szutrów, a więcej wąskich ścieżek i single tracków. Oj, bardziej męczące są te wertepy… 

Szutry OK

Od poniedziałku załamanie pogody, ale wczoraj i dziś pogoda już nam to wynagrodziła. Sporo słońca i przyjemne temperatury zachęcały do aktywnego spędzania czasu.

W piątek, korzystając z wolnego dnia, przede wszystkim się wyspałem. Tak, nie zerwałem się jak zazwyczaj przed świtem. Ale tylko dlatego, że rano było pochmurno i dopiero około dziesiątej zaczęło się przecierać.

I wtedy wybrałem się na spokojne 50 kilometrów do lasu. Szutry są OK, ale zjeżdżając na mniej uczęszczane leśne drogi, trafiłem na całkiem sporo błota. No ale ileż to roboty potem umyć rower? A frajda pierwszorzędna.