Taki początek

Zielono zrobiło się już dosłownie wszędzie. A jeśli jeszcze prognozy z deszczem się sprawdzą, to będzie już pełna wersja wiosny bez żadnych półśrodków. Wszystko dostanie dodatkowego kopa, zapachy zrobią się intensywniejsze, a zieleń jeszcze głębsza. Taki początek maja to chyba dokładnie to, na co wielu z nas czekało.

Spróbowałem znowu

Intensywny to był weekend. Po dziesięciu miesiącach przerwy postanowiłem wsiąść na rower i przejechać sto kilometrów. Z powodów zdrowotnych nie robiłem tego przez ten czas. Dwie, trzy godzinki to był max. Powiedziałem jednak: koniec, albo się organizm przyzwyczai, albo będę cierpiał.

I co? Cierpiałem po piątkowym wyjeździe, ale w sobotę było już OK. W niedzielę spróbowałem znowu, tym razem po górkach. Nie ukrywam, że te 5 – 6 godzin na rowerze to jest to, co zawsze najbardziej lubiłem, całkowite zapomnienie o wszystkim.

Przez ten czas liczy się tylko tu i teraz. Plany są ambitne na lato, a jak będzie,  zdrowie pokaże.

PS. Zdjęcia z zupełnie innego wyjazdu.

Mam widok

Nie, to nie jesień, to maj i ciepłe poranne światełko. Ta krótka chwila, kiedy słońce dopiero co wyjrzało zza horyzontu. Po okolicy snuje się jeszcze delikatna mgiełka. Jest spokojnie, zimno i cicho.

Moja miejscówka to szczyt jednego ze wzniesień Pogórza Strzyżowskiego. Mam tu widok praktycznie we wszystkich kierunkach. Nic, tylko wyszukiwać teleobiektywem coraz to nowych kadrów.

Zapach oszałamiający

Szybciutko minął drugi dzień majówki. Pogoda jak najbardziej taka, jak powinna być w maju. Czyli ciepło i słonecznie. Najlepszy czas na robienie tego co się lubi, bo nie wierzę, że ktoś nie potrafi na to wygospodarować choćby kilku godzin w ciągu tych trzech dni. W moim przypadku to niezmiennie włóczęga po okolicy i wdychanie oszałamiającego zapachu rzepaku 🙂

Setka po czasie

Można by powiedzieć, że weekend jak każdy inny. Dodatkowo wolny piątek jednak robi nieco różnicę, zawsze to trzy dni, a nie dwa.

U mnie z pogodą dziś bez szału, przez większość czasu kręciły się chmury, ale miałem postanowienie, że niezależnie od wszystkiego wsiadam rano i jadę na rower, a w planie była setka.  Ostatni raz 100 km robiłem prawie rok temu, później odpuściłem długie dystanse na rzecz krótskich i biegania.

Rano było uwaga, tylko 3 stopnie na plusie, a kiedy wracałem pięć godzin później było już 23! Niezła rozpiętość jak na jeden dzień. Zdjęcia oczywiście nie z dzisiaj, a sprzed dwóch dni.

Krótka majówka

Już niedługo majówka! No dobra, nie będę nikogo denerwował, bo w tym roku majówka jest tak krótka, że nie zasługuje nawet na miano majówki. Raptem trzy dni. No gorzej w kalendarzu nie mogło się poukładać.

Ja tam jednak narzekał nie będę, tylko już szykuję plany na weekend, tak jak na każdy inny. Jak tylko zdrowie pozwoli, będzie aktywnie, no bo jak inaczej…

Rowerem pod parasolem

Może i temperatur nie ma jakichś specjalnie wysokich, ale przecież od marca mamy całkiem przyzwoitą pogodę. Mało opadów, wiele słonecznych dni. Na brak ciepła zawsze można zaradzić, bo można się porządniej ubrać.

A gdyby padało, to kiepsko to widzę jeździć rowerem z parasolem…

Kwietniowa mieszanka pogodowa

To była typowo kwietniowa mieszanka pogodowa. Jak mówi przysłowie: kwiecień przeplata trochę zimy, trochę lata. I tak właśnie było wczoraj. Porywisty wiatr, ale również słońce. Za chwilę więcej chmur, mocne podmuchy i deszcz, a momentami nawet śnieg. Po chwili znów słońce.

Nie mogłem jednak przestraszyć się takiej pogody. Założyłem buty, kilka warstw odzieży, aparat w dłoń i fru na spacer. 13 kilometrów nie było łatwym wyzwaniem, zwłaszcza powrót pod wiatr, kiedy akurat się zachmurzyło i pojawiły się opady. Nic to jednak, bo jak to się mówi, w zdrowym ciele zdrowy duch.

Żółto

Większość rzepaków już w rozkwicie. W ciągu najbliższego tygodnia zrobi się już wszędzie żółciutko i na to czekam, bo te rzepakowe widoki bardzo uprzyjemniają jazdę i spacery.

A zapach i bzyczące pszczoły uwijające się przy zbiorze nektaru… Niepowtarzalny klimat przełomu kwietnia i maja.

Rekonwalescencja po „papatonie”

Po przebiegnięciu wczorajszego ponad 21-kilometrowego „papatonu” dziś w ramach rekonwalescencji wybrałem się na krótką fotoprzejażdżkę rowerem po okolicznych polnych drogach. Słoneczna, choć niezbyt ciepła aura nie pozwoliła mi siedzieć w domu. Bo jak tu nie ulec pokusie włóczenia się w takich okolicznościach przyrody.

Powolutku, niespiesznie i uważnie. Żeby przez pośpiech niczego nie przegapić. Tyle się dookoła dzieje o tej porze. Powoli zaczyna się też robić żółto od rzepaku, ale o tym w kolejnych postach.