Coś, co każe zwolnić

Te blade, pastelowe barwy. To miękkie, malarskie światło. To mgła. To właśnie ona potrafi tak pięknie malować krajobrazy. Tutaj to zaledwie delikatna mgiełka, a jednak wystarczyła, żeby stworzyć niezwykły klimat.

Wędrówka po takim lesie nie może się dłużyć. Tutaj czas płynie zupełnie inaczej. Idziesz przed siebie, co chwilę zatrzymujesz się, żeby popatrzeć, żeby zapamiętać jakiś kadr, żeby nacieszyć oczy tym, co akurat wyłania się spomiędzy drzew. Wszystko wokół wydaje się spokojniejsze, bardziej miękkie, jakby ktoś na chwilę ściszył cały świat.

I nagle jesteś już z powrotem blisko samochodu. W nogach masz kilkanaście kilometrów, minęło kilka godzin, a tobie wydaje się, że dopiero co wyruszyłeś. Jak to możliwe, że czas tak szybko ucieka, kiedy człowiek robi dokładnie to, co lubi?

Nie chodzi o to, żeby gdzieś szybko dotrzeć, zaliczyć trasę czy przejść jak najwięcej kilometrów. Chodzi o to, żeby po drodze znaleźć coś, co każe Ci się zatrzymać i zwolnić.

W środku dnia

Tym razem w środku dnia. Rano niebo zakrywały chmury, ale gdy tylko wyjrzało słońce, ruszyłem do lasu. Mam tu niedaleko taką niezawodną miejscówkę, w której drzewa co roku zachwycają kolorami. I tym razem się nie zawiodłem! A popołudniowe słońce tylko spotęgowało doznania wzrokowe.

Jak widać wystarczy odrobina słońca, żeby zwykły spacer zamienił się w wędrówkę przez prawdziwą feerię barw. Złoto, pomarańcze, czerwienie i cała masa odcieni, których trudno szukać o innych porach roku.

Krok za krokiem

Idziesz krok za krokiem, a każdy krok odkrywa coś nowego. Coś tam daleko majaczy we mgle, więc idziesz w tamtą stronę. Dopiero po chwili zarysowują się kształty i wyłaniają kolory.

Kadr widzisz już, zanim przyłożysz aparat do oka. To jest takie naturalne. Wystarczy uważnie patrzeć i niczego nie szukać na siłę.

Bywa tak, że kadry same domagają się fotografowania, a bywa i tak, że przez dłuższy czas nic nie zwróci Twojej uwagi. Ale tym akurat się nie przejmujesz.

Podobnie jest z pisaniem. Raz napiszesz więcej, innym razem mniej. Tak, jak akurat czujesz.

Wy to lubicie?

Lubicie takie mgliste klimaty? Bo ja uwielbiam! Zabrakło mi może odrobiny słońca, ale mimo to klimat był pierwszorzędny.

Przede wszystkim fajne jest to, że idzie człowiek nieznaną drogą i nigdy nie wie, jaki widok za chwilę się wyłoni. Widać tylko to, co blisko, a całą resztę spowija biała pustka. Świat ogranicza się do tych kilkunastu czy kilkudziesięciu metrów wokół mnie i jest tylko mój. Nikt inny w tej samej chwili nie widzi dokładnie tego, co ja.

Idę przed siebie, nie wiedząc, co czeka za kolejnym zakrętem. Każdy kawałek krajobrazu odkrywa się powoli, w tempie, w jakim idę. Zwyczajne miejsca nabierają zupełnie innego charakteru. Niby wszystko jest gdzieś tam, jak zawsze, ale na chwilę znika z oczu i trzeba iść dalej, żeby zobaczyć więcej.

Trzynaście i cztery

Jak mówiłem, że tam wrócę, to nie trzeba mi co tydzień przypominać. Wróciłem już w sobotę! Tym razem bez roweru, na własnych nogach, a dzięki temu mogłem nieco dokładniej eksplorować te dzikie stawy. Jak się domyślacie, skoro piszę te słowa, nie utopiłem się, choć kilka razy niewiele brakowało…

Poranek był mglisty i tylko czasami przez tę mgłę przedostawało się nieco światła. I bardzo dobrze! Dzięki temu zdjęcia wyszły niezwykle malowniczo, w takim miękkim, rozproszonym świetle. Bez ostrych kontrastów, za to z klimatem, który lubię. Jest malowniczo i epicko, a przynajmniej ja odnoszę takie nieobiektywne wrażenie.

Przyznam, że już dawno nie przywiozłem tylu zdjęć z jednej wyprawy, a trzynaście kilometrów i cztery cudownie spędzone godziny musi mi teraz wystarczyć na cały tydzień. Nie wiadomo, czy takie warunki jeszcze tej jesieni się powtórzą.

Czy to przypadek?

Czy przypadek rządzi światem? Nie wiem tego, ale na pewno przypadek sprawił, że akurat tego dnia i o tej porze znalazłem się nad tym stawem.

Pod ręką na szczęście miałem smartfona, bo to, co działo się na niebie, przyprawiało o zawrót głowy. Kłębiące się deszczowe chmury, a spod nich wyzierające zachodzące słońce. To wszystko wygenerowało spektakl w cudownych kolorach.

Może i nie trwało to długo, ale za to na długo zapadnie w mojej pamięci.

Kościół i sarna

Trafiłem w to miejsce po raz pierwszy, wcześniej nigdy tu nie byłem. I od razu spodobał mi się ten kadr z kościołem w tle. Ale to, co zrobiło z nim poranne światło, przeszło moje oczekiwania.

Niesamowita mgiełka, delikatnie przedzierające się promienie słońca i ta cała miękkość obrazu sprawiły, że krajobraz nabrał wyjątkowego charakteru. Niby wszystko nieco niewyraźne, rozmyte, jakby schowane za delikatną zasłoną, a jednocześnie tak malownicze, że trudno było oderwać wzrok.

A do tego jeszcze ta sarenka, która pojawiła się dokładnie tam, gdzie trzeba. Można by pomyśleć, że doskonale wiedziała, kiedy i gdzie się ustawić, żeby dopełnić moje kadry.

Fajne to włóczenie się bez celu nie wiedząc, co mnie spotka. Czasem trafiam na miejsce, które w odpowiednim świetle pokazuje coś naprawdę wyjątkowego. Tego nie da się zaplanować. Trzeba po prostu być we właściwym miejscu o właściwej porze.

Własne tempo

Do lasu jesień zawsze wkracza nieco później. Inny klimat, mniej wiatru, mniej docierającego słońca, a do tego specyficzny mikroklimat sprawiają, że wszystko zmienia się tutaj w swoim własnym tempie.

Ale i w lesie można już znaleźć pierwsze jesienne akcenty. Na razie głównie na paprociach, które swoimi pomarańczowo-brązowymi liśćmi urozmaicają jeszcze w większości zielony krajobraz. Drzewa spokojnie czekają na swoją kolej.

A jeśli do tego wszystkiego dopisuje światło, to spacer po takim wczesnojesiennym lesie może przynieść sporo przyjemnych doznań. Promienie słońca przedzierające się między drzewami, rozświetlone paprocie i leśne ścieżki, które w takim świetle nabierają zupełnie innego charakteru. No sami zobaczcie!

Światło o poranku

Ależ to światło potrafi się zmieniać o poranku! Poniżej kilka zdjęć, a na każdym, w zależności od czasu, jaki upłynął od wschodu słońca, i kierunku, w którym patrzymy, światło wygląda zupełnie inaczej.

Te pierwsze kilkadziesiąt minut po wschodzie słońca to spektakl natury, jakiego nikt inny by nie wymyślił. Światło wędruje po krajobrazie, wydobywa z cienia kolejne szczegóły, zmienia kolory i sprawia, że okolica nabieraja zupełnie innego charakteru.

Oczywiście trzeba być na miejscu odpowiednio wcześnie, trochę się pokręcić, poobserwować i poczekać na właściwy moment, no a  czasem wystarczy odwrócić się w drugą stronę, żeby zobaczyć coś zupełnie innego.

Nie da się tego zaplanować co do minuty ani powtórzyć na zawołanie. Można tylko wyjść z domu, trafić na odpowiednie warunki i cieszyć się tym, co akurat przygotowała nam natura.

Zamierzam ją śledzić

Nadchodzi ten czas, kiedy słońca niestety będzie coraz mniej, dlatego warto każde pogodowe okienko wykorzystać na tyle, na ile się da. Dni coraz krótsze, więc i czasu na spacery, rowerowe wypady czy fotograficzne włóczęgi zostaje coraz mniej, więc trzeba korzystać, póki jeszcze można.

Nie możemy przegapić tego czasu, kiedy wszystko w przyrodzie zaczyna się zmieniać. Te pierwsze przebarwienia, coraz więcej żółci i czerwieni, kolorowe liście na drzewach i te wszystkie odcienie, które z dnia na dzień potrafią zmienić dobrze znany krajobraz nie do poznania. Jesienne kolory to jest coś tak pięknego, że naprawdę warto zobaczyć to wszystko na własne oczy.

Jeszcze nie wszędzie jesień pokazała swoje najpiękniejsze oblicze, ale zmiany już widać. A ja zamierzam je śledzić, zaglądać w znajome zakątki i wypatrywać tych chwil, kiedy światło i kolory stworzą coś wyjątkowego.