Jak ja się cieszę, że chociaż te kilka razy udało mi się wyjść w teren z makroobiektywem i poszukać owadów. Przecież od tego zaczęła się moja fotograficzne przygoda. Potem poszedłem w krajobrazy i zjawiska pogodowe, później doszedł rower, ale co roku, wiosną i latem, wracam na chwilę do tego małego świata.
Na pierwszym zdjęciu jest pszczolinka (Andrena sp.). Jeśli ma się odrobinę szczęścia, można trafić na tak cierpliwy egzemplarz jak ten.
Na drugim zdjęciu gąsienica z rodziny barczatkowatych (Lasiocampidae). To włochate stworzenie zawsze wywołuje u mnie uśmiech, choć chyba jeszcze nigdy nie odważyłem się jej dotknąć.
Trzecie zdjęcie to wojsiłka (Panorpa), drapieżna muchówka, dość popularna w mojej okolicy.
Na ostatnim zdjęciu błonkówka, która najprawdopodobniej straciła skrzydła. Wyglądała trochę dziwnie, bo zamiast odlecieć, tylko chodziła po źdźble…





































