Trafiłem w to miejsce po raz pierwszy, wcześniej nigdy tu nie byłem. I od razu spodobał mi się ten kadr z kościołem w tle. Ale to, co zrobiło z nim poranne światło, przeszło moje oczekiwania.
Niesamowita mgiełka, delikatnie przedzierające się promienie słońca i ta cała miękkość obrazu sprawiły, że krajobraz nabrał wyjątkowego charakteru. Niby wszystko nieco niewyraźne, rozmyte, jakby schowane za delikatną zasłoną, a jednocześnie tak malownicze, że trudno było oderwać wzrok.
A do tego jeszcze ta sarenka, która pojawiła się dokładnie tam, gdzie trzeba. Można by pomyśleć, że doskonale wiedziała, kiedy i gdzie się ustawić, żeby dopełnić moje kadry.
Fajne to włóczenie się bez celu nie wiedząc, co mnie spotka. Czasem trafiam na miejsce, które w odpowiednim świetle pokazuje coś naprawdę wyjątkowego. Tego nie da się zaplanować. Trzeba po prostu być we właściwym miejscu o właściwej porze.
















































