Znowu pogoda trochę się popsuła, ale dziś nieśmiało zaczęło wyglądać słońce. Na termometrze pojawiło się przyjemne 10 stopni i w końcu ucichł ten przejmujący wiatr.
Warunki może jeszcze nie idealne na wszystko, ale na las… jak znalazł.




Znowu pogoda trochę się popsuła, ale dziś nieśmiało zaczęło wyglądać słońce. Na termometrze pojawiło się przyjemne 10 stopni i w końcu ucichł ten przejmujący wiatr.
Warunki może jeszcze nie idealne na wszystko, ale na las… jak znalazł.




Tak rzadko wyciągam obiektyw do makrofotografii… że aż zaczynam za nim tęsknić. Wiosną i latem lubię jednak do niego wracać, bo to właśnie od makro zaczęła się moja przygoda z fotografią.
Tym razem nie znalazłem tam zbyt wiele spektakularnych kadrów, ale i tak było warto zwolnić i popatrzeć na świat z bliska.
Wrzućmy więc chociaż te trzy ujęcia, takie małe przypomnienie, że czasem detale potrafią powiedzieć więcej niż szeroki plan.



Móc spędzić pogodne przedpołudnie na świeżym powietrzu, z dala od cywilizacji, to jak wygrać na loterii. Na te kilka godzin czas jakby się zatrzymuje i wszystko zwalnia.
Ruszam w teren, chodzę kilka godzin, wracam… a mam wrażenie, jakby minęła minuta, może kwadrans. Głowa odpoczywa, myśli gdzieś znikają, zostaje tylko droga i to, co wokół.
Dopiero gdy emocje opadną, zaczynam czuć te kilometry w kościach. Ale ból szybko mija, a widoki zostają w głowie na znacznie dłużej.




Rower to świetny wybór na drugi dzień świąt. Przy okazji spalone kalorie pozwoliły z większym spokojem przyjąć wielkanocne dania.
Najfajniejsze jest jednak to, że można na żywo obserwować wszystkie zmiany, które dzieją się teraz w przyrodzie. Coraz więcej zieleni, coraz więcej kwitnących roślin, a lasy powoli budzą się do życia.
Do tego te wiosenne zapachy i dźwięki świergoczących ptaków. Warto to wszystko zapamiętać, żeby mieć do czego wracać myślami w przyszłoroczną zimę.




I jak tam Wasze święta? U mnie trochę tradycji, a potem czas na swoje ulubione zajęcia. Tym razem padło na spacerobieg po lesie, na stare ścieżki, gdzie dawno mnie nie było.
A tam już robi się naprawdę zielono. Trzeba być teraz uważnym, bo wszystko zmienia się z dnia na dzień.
Mam wrażenie, że któregoś poranka obudzimy się i będzie już lato. Łatwo przegapić te wszystkie zmiany w przyrodzie, a teraz dzieją się one wyjątkowo szybko.




Doczekaliśmy świąt, więc życzę Wam, żeby każdy mógł spędzić je dokładnie tak, jak lubi. Czy to z rodziną, na totalnym leniuchowaniu, czy w końcu oddając się swojemu ulubionemu hobby.
Niech to będzie czas tylko dla Was. Chwila na złapanie oddechu i naładowanie baterii przed kolejnymi, już naprawdę wiosennymi dniami.
Wiosna rusza pełną parą. Po ostatnich opadach dostała solidny zastrzyk życia i jestem pewien, że za kilkanaście dni zrobi się pięknie zielono.




Kilka kilometrów po lesie jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a przynosi jedynie same pozytywne efekty.
Świeża głowa, spokojny oddech i przyjemne wyciszenie, które trudno złapać gdziekolwiek indziej. Do tego trochę ruchu, który robi robotę lepiej niż niejedna kawa, i oczy odpoczywające od ekranów.
No i ten klimat… zapach lasu, szum drzew i śpiew ptaków. Człowiek wraca niby ten sam, a jednak z głową pełną spokoju, uśmiechem na twarzy i po wewnętrznym resecie.




Tak, to było halo słoneczne. Nie tak bardzo wyraźne, ale okrąg i poświata wokół naszej gwiazdy były jak najbardziej widoczne. Popołudnie chłodne i wietrzne, ale chłop nie usiedział w domu i dobrze, bo przegapiłby to piękne zjawisko optyczne.

Kiedy wrócą bezchmurne poranki? Te, które tak często były w marcu? Pewnie całkiem niedługo. Jak dla mnie każda pogoda ma swoje uroki i jeśli tylko nie pada zbyt mocno, zawsze znajdę coś, przy czym można spędzać czas na zewnątrz.
Rower, spacery, bieganie. Niezależnie od warunków da się coś wykombinować, trzeba tylko chcieć. A w najbliższych dniach z pogodą może być już tylko lepiej, bo przecież wiosna dopiero się rozkręca.
Najpiękniejszy czas w pierwszej połowie roku!




Bywa, że prognozy pogody kłamią. Czasem wychodzi mi to na dobre. Na sobotę zapowiadano chmury i deszcz, a ja obudziłem się i zza rolet wpadało zdecydowanie za dużo światła. Odsłaniam, patrzę… a tam słońce! Nie mogło się to skończyć inaczej niż wizytą w lesie.
Szybkie śniadanie i już tuptałem po swoich ulubionych ścieżkach. Bez aparatu, ze smartfonem w kieszeni, na luzie i bez pośpiechu. Za to z uwagą, żeby niczego nie przegapić.
Widoki widokami, ale co teraz w lesie jest najpiękniejsze? Trele ptaków. Te jakby oszalały. Ale one mają te widoki na co dzień, więc pewnie chodzi o coś innego. Moim zdaniem o wiosenne, ptasie zaloty.



