Takie sobie

Pogoda dzisiaj od rana taka sobie, więc była okazja w końcu dłużej pospać. Może to i lepiej, bo znów kusiłoby od rana ruszać w teren, a co za często, to też nie dobrze. Znaczy się ruszyłem, bo kto by usiedział na dupie, ale dopiero przed południem.

Zdjęcia natomiast poniższe są z poprzednich wyjazdów rowerowych. Migawki, które zwróciły moją uwagę, bo było ładnie. Ot takie sobie rowerowe przystanki, kiedy nagle coś przyciągnie wzrok i wypada się zatrzymać.

Poranne niedogodności

Niedzielny poranek był dość rześki. 10 stopni na termometrze, bezchmurne niebo i o świcie jeszcze zupełnie bezwietrznie. Choć nie uśmiechało mi się wstawanie po czwartej drugi dzień z rzędu, jakoś przezwyciężyłem tę niechęć, zasiadłem na rowerze i ruszyłem przed siebie.

Po drodze odwiedziłem kilka moich ulubionych miejsc, w których tym razem trafiłem idealnie na wschód słońca. No i oczywiście bardzo szybko zapomniałem o porannych niedogodnościach.

Fajny widok

Ja tam nie mam nic przeciwko temu, żeby takie widoki uprzyjemniały mi rowerowy czas. Zbliżającą się chmurę opadową widziałem już od dawna, ale miałem nadzieję, że mnie ominie. I co się stało? Spadło tylko kilka kropli, cały czas świeciło słońce. Pewnie poleciały z wiatrem prosto na mnie.

A chwilę później zaczęła pokazywać się tęcza. O i jaki to był fajny widok! 🙂

Daniel, ale nie jeden

Podążałem sobie niespiesznym spacerkiem dróżką biegnącą przez rozległą polanę, porośniętą tu i ówdzie pojedynczymi drzewkami. Tak sobie wędruję, aż zza zakrętu wyłoniły się jakieś uszy.

To musi być sarna! Pomyślałem. Ale kiedy podszedłem bliżej, już wiedziałem, że to daniele. I to nie jeden, a całe stadko.

Pochylony w pas, pociągając noga za nogą i najciszej, jak umiałem, zacząłem się do nich skradać. Oczywiście długo to nie potrwało. Bardzo szybko mnie zauważyły. Wtedy pozostało mi już tylko się ujawnić, wyprostować i spróbować zrobić zdjęcie.

Pójdę pieszo

Jeszcze jest całkiem zielono i jeszcze cały miesiąc kalendarzowego lata. Liczę więc na większą ilość mglistych poranków. Nawet jestem w stanie zostawić rower i pójść pieszo.

Pieszo mniej mi umknie. Będzie czas na rozglądanie się za kadrami, skupienie tylko na przyrodzie. Kiedy większość jeszcze śpi, dla zwierząt to często jeden z najbardziej aktywnych momentów dnia i wtedy dzieje się najwięcej. 

Emocje przy spotkaniu

Kiedy dzikie zwierzę staje mi na drodze, zawsze są emocje. Jeśli jest to sarna czy daniel, emocje pojawiają się niezależnie od odległości. No, może sarna tylko wtedy, gdy jest blisko, bo to jednak dość popularne zwierzę i wszędzie ich pełno.

Ale wcale nie mniej gęba cieszy się na spotkanie z końmi czy krowami. W dzisiejszych czasach takie spotkanie potrafi być czasem rzadszym widokiem niż sarna, hihi.

Tyłek wykolebotant

Te długie, poranne cienie potrafią naprawdę czarować. Kilka kadrów z sobotniej przejażdżki.

Wpadła kolejna setka, tym razem ze sporą ilością szutrowych dróg. Tyłek trochę wykolebotany, ale karta pamięci zapełniona kilkunastoma zdjęciami i kilkudziesięcioma ujęciami do filmów. Czyli bilans zdecydowanie na plus.