Mam plan

Wrócę jeszcze na chwilę wspomnieniami do niedzielnego wyjazdu na farmę wiatraków. To miejsce jest wyjątkowe nawet bez samych wiatraków. Z dala od zabudowań, dookoła tylko pola uprawne rozciągające się na pofałdowanym terenie.

To wszystko znajduje się na wzniesieniu, z którego rozpościera się piękny widok na okolicę. Są tu drogi asfaltowe, szutrowe i zwykłe polne. Można włóczyć się rowerem godzinami. Mam już nawet plan, żeby kiedyś załadować rower na bagażnik, podjechać pod wiatraki i przez cały poranek kręcić po tej okolicy.

To już ?!?

Czy mi się wydaje, czy właśnie minęła połowa roku? Przecież dopiero co czekaliśmy, aż stopnieją śniegi, zrobi się trochę cieplej, nadejdzie wiosna i świat znowu zacznie się zielenić. Mam wrażenie, że to było dosłownie chwilę temu.

A tu już końcówka czerwca. Za mną dziesiątki wschodów słońca, setki przejechanych kilometrów i mnóstwo chwil, które jeszcze niedawno wydawały się odległymi planami. Czas pędzi jak szalony i nic na to nie poradzimy.

A właściwie… jedno możemy. Korzystać z każdego dnia. Wstać wcześniej, pojechać tam, gdzie jeszcze nas nie było, zrobić zdjęcie, usiąść na chwilę nad wodą albo po prostu wyjść na spacer. Nie czekać na idealny moment, bo bardzo często okazuje się, że właśnie ten zwyczajny dzień był tym najlepszym.

Jeśli nie te, to…

Jak znajduję te miejscówki? Tak naprawdę ich nie szukam. Po prostu jadę i fotografuję tam, gdzie zastanie mnie wschód słońca albo gdzie po drodze coś przykuje moją uwagę. To całkowity spontan.

Nawet nie staram się zapamiętywać wszystkich tych miejsc. Wiem, że prędzej czy później znowu na nie trafię. Może za rok, może za dwa.

A jeśli nie, to odkryję kolejne. Być może ciekawsze, być może mniej spektakularne, ale wciąż takie, które mnie fascynują i dają motywację do jeżdżenia rowerem po okolicy. Tej bliskiej i tej nieco dalszej.

Trzy litry wody

Drugi dzień z rzędu pobudka o drugiej w nocy nie należała do moich ulubionych atrakcji. Ale jeśli chciałem zrobić kolejną setkę rowerem i jednocześnie uniknąć upałów, to wyjazd przed świtem był jedynym rozsądnym rozwiązaniem.

Tym razem celem była farma wiatraków. Kilometrów starczyło akurat na mój ulubiony rowerowy dystans. Na miejscu tylko kilka szybkich zdjęć i od razu w drogę powrotną. 

O ile w nocy było te 15 stopni, to już po szóstej miejscami temperatura dochodziła do trzydziestki. O tym jak było gorąco świadczy to, że w trasie zniknęły trzy litry wody i wystarczyły dosłownie na styk.

Dystans koronny

No gorąco… tego nie da się ukryć. Ale na wszystko można znaleźć sposób. Pobudka o 2:00, a o 3:00 byłem już na rowerze. Przy temperaturze od 13 do 17°C jechało się naprawdę przyjemnie. Dopiero około siódmej termometr  na rowerze pokazał ponad 20°C, a później temperatura rosła już błyskawicznie. Na szczęście po ósmej, kiedy zbliżała się do trzydziestki, ja byłem już w domu.

Cel wyprawy był prosty, przejechać mój koronny dystans 100 km i odwiedzić między innymi urokliwe stawy, które jakiś czas temu odkryłem zupełnie przypadkiem. Bardzo lubię zbiorniki wodne, a ten ma swój urok.

Nie spędziłem tam zbyt wiele czasu, bo zależało mi na powrocie przed największym upałem. Zrobiłem jednak kilka zdjęć, żeby zachować wspomnienia z tej porannej wyprawy. Mam nadzieję, że i Wam przypadną do gustu.
Stawy znajdują się w miejscowości Podleszany.

Uprzykrzają

Konik polny, pająk pilnujący swojego kokonu i ważki. To moje kolejne znaleziska w ogrodzie. O tej porze roku nawet niewielki kawałek zieleni potrafi zaskoczyć różnorodnością małych mieszkańców.

Niestety ostatnio rzadziej zaglądam do jego bardziej dzikiej części. To właśnie teraz trwa prawdziwy sezon na wszelkiego rodzaju gryzące i kąsające owady, a ja zdecydowanie nie należę do miłośników ich bliskiego towarzystwa.

No cóż, lato jak każda pora roku ma swoje plusy i minusy. Jednym z tych mniej przyjemnych są właśnie niektóre owady, które potrafią skutecznie uprzykrzyć spacer po ogrodzie. 

Odliczam

To już taki typowo letni krajobraz. Bele siana, ciepłe wieczorne światło i wszystko wokół podpowiada, że jesteśmy dokładnie w środku lata. Najdłuższe dni, najkrótsze noce i temperatury z trójką z przodu.

To nie jest najbardziej komfortowa pogoda ani do aktywności fizycznej, ani do fotografowania. Mimo to coraz odliczam czas do weekendu.

Budzik na sobotę już nastawiony na wczesną godzinę. Rower czeka. Ja też czekam. 

Rozpędzony

W końcu mamy letnią pogodę i to nawet z lekką przesadą. Jak dla mnie, bo jednak chyba wolę, jak jest nieco chłodniej. Ale oczywiście nie ma co narzekać, bo pogoda w Polsce na przestrzeni roku jest tak różna, że najlepiej się do tego przyzwyczaić.

A poniżej kilka zauważonych kadrów podczas ostatnich przejażdżek rowerowych. Mało fotografuję, bo jak się już rozpędzę, to nie chce się chłopu zatrzymywać. 🙂

Po raz drugi

Hm… Przejeżdżałem tędy rowerem jeakieś dwa lata temu, ale nie mam pojęcia, jak to możliwe, że nie zwróciłem większej uwagi na to miejsce. Cztery stawy położone w lesie, które, jak przypuszczam, zostały niedawno oczyszczone. A może wcześniej ich tu nie było i powstały dopiero kilka lat temu? Nie wiem i szczerze mówiąc nie zagłębiam się w ich historię.

To świetna miejscówka na spacer, mimo że brzegi są nieco zarośnięte, a ścieżek praktycznie brak. Ale czy to naprawdę jakaś przeszkoda? Wystarczy odpowiednie obuwie i trochę chęci.

W sobotę trafiłem tam podczas rowerowej wycieczki i już wiem jedno: koniecznie muszę wybrać się tu któregoś mglistego poranka. Mam przeczucie, że wtedy to miejsce pokaże swoje najciekawsze oblicze.