Spadło trochę deszczu. Niektórzy pewnie czekali na niego jak na zbawienie. U mnie spadło nie więcej niż 2 centymetry na metr kwadratowy, ale dla roślin dobre i to.
Szkoda tylko, że akurat na weekend trafiła się taka pogoda. Nie zrażony jednak tą pogodą wsiadłem rano na rower i ruszyłem w drogę. Wpadło 100 kilometrów i aż 8 razy po drodze padał deszcz. Jeśli udało się nieco podeschnąć, to już byłem cały mokry…
Poniższe zdjęcia są jeszcze ze środy, kiedy to pokręciłem się trochę po polnych drogach, bo właśnie tam najczęściej trafiam na najciekawsze widoki. Dużo zieleni, żółty rzepak, niebieskie niebo i wszechobecna cisza.








































