Pogoda i światło

Dwa zdjęcia zrobione w odstępie dziewięciu minut. Wprawne oko zauważy, że co prawda na jednym i drugim światło niesamowicie dopisało, ale jeden od drugiego się różni. Barwy są inne, a dzieli je tylko tych kilka minut. Tą samą miejscówkę można sfotografować w różnych porach dnia, różnych porach roku i podczas róznej pogody i każde zdjęcie będzie inne.

To nie jest kwestia postprodukcji, ani przypadku. Systematyczność, upór i cierpliwość. Dla mnie mniej ważne jest w jakim miejscu się znajdę, a bardziej ważne jakie będą warunki pogodowe i światło. Liczy sie ta krótka chwila, którą uda się uwiecznić. Że mogę się nią później podzielić. Że Ci co przegapili cudowny zachód, zaglądną rano do mojego bloga i patrząc na zdjęcie przeżyją to co ja widziałem na własne oczy.

Atrakcyjne dla aparatu

W końcu się pokazały. Kiedy jeżdżę po lesie rowerem widuję dwa rodzaje grzybiarzy. Tych z pustymi koszykami i ich jest najwięcej. Ale też jeden raz spotkałem takich, co nieśli grzyby w trzech koszach, a były w nich okazy naprawdę potężne.

Ponoć na stałych miejscówkach w lasach posucha, a zaczęły rosnąć na nowych. Ile w tym prawdy… nie wiem, bo mnie interesują tylko grzyby, które są atrakcyjne do sfotografowania.

Odpowiedni moment

Wydawało mi się, że najciekawsze miejscówki blisko domu znam jak własną kieszeń. Jednak o tym drzewku jarzębiny nie wiedziałem, mimo że przejeżdżam codziennie kilkadziesiąt metrów od niego. No ale nie widać go z drogi, albo z tej odległości i pod tym kątem nie wygląda atrakcyjnie.

Zauważyłem je wędrując od zupełnie innej strony któregoś wieczoru w ubiegłym tygodniu. Wieczorne światło było cudowne, a ja musiałem się spieszyć, aby dotrzeć do niego na czas. Liczyła się każda minuta, bo słońce chyliło się ku zachodowi. I chyba fotkę zrobiłem w najbardziej odpowiednim momencie…

Światło nieśmiałe

Poranna przejażdżka rowerowa po lesie. Pogoda była prawie idealna. Przede wszystkim bez wiatru i temperatura w okolicy piętnastu stopni. Na początku zalegały jeszcze lekkie mgiełki i jedyne, czego mi brakowało to większej ilość chwil ze słońcem.

Gdy tylko wychylało się zza chmur szybciutko się zatrzymywałem i szukałem kadru. Las co prawda zawsze wygląda pięknie, ale w takim delikatnym niskim jeszcze światełku, gdzies tam u góry niesmiało wyłaniającym się zza chmur, jest jeszcze piękniej.

Traktor jak ozdoba

Pogoda dopisywała, więc można było nadrobić zaległości w polu. A pracujący traktor, zwłaszcza w tak cudownych okolicznościach przyrody to świetna ozdoba pięknego krajobrazu.

Wspominałem, że w ubiegły tydzień każdy jeden dzień spędziłem na wędorwaniu i fotografowaniu okolicy. Słońce świeciło przepięknie. Gdzie nie spojrzeć, upiekszony tym naturalnym światłem krajobraz wprost promieniał. I późnym popołudniem i samym wieczorem.

Nie odsunęła się

Zacumowałem nad żwirownią. Postanowiłem poczekać, a nuż ciemna chmura się odsunie i nastanie światłość. Nie chciałem marnować czasu, więc przechadzałem się w poszukiwaniu kadrów. I to chyba był dobry pomysł, bo łądniej już nie było. No może już po zachodzie, gdy na kilka chwil królowały fiolety.

Spektakl natury

Jak całe lato niewiele fotografowałem, bo i warunków nie było zbyt często, a i rower pochłaniał sporo czasu, tak w mijającym tygodniu wszystko się odwróciło. Wszystkie sześć wieczorów spędziłem w terenie i trzy razy trafiłem na istny szał na niebie. Z dwóch pozostałych wieczorów również wpadło po kilka zdjęć.

Poniżej fotki ze środy. Plany były zupełnie inne niż fotografowanie, ale na szczęście wziąłem ze sobą aparat, a plany musiały ulec na bieżąco zmianie, kiedy zobaczyłem co się dzieje na niebie. Jak jeszcze chwilę wcześniej wydawało się, że niebo nie zaświeci, tak później na kilkanaście minut wszystko mieniło się kolorami. Pędziłem jak szalony na najbliższą znaną mi miejscówkę i udało się uwiecznić ten spektakl natury.

Osobiste uczestnictwo

Bywa i tak że nawet mnie, można by rzec stałego bywalca wschodów czy zachódów słońca, natura potrafi zaskoczyć. Zaskoczyć oczywiście pozytywnie. Był ostatnio taki wieczór, który zaczynał się całkiem normalnie, ale ja tylko czekałem, aż słońce zejdzie spod chmur i zabłyśnie swoim blaskiem przez swoje ostatnie minuty na nieboskłonie.

Czekałem i miałem nadzieję na fajny spektakl, ale czegoś takiego to nie spodziewałem się absolutnie. Kolory były tak fantastyczne, że przez chwilę martwiłem się, czy matryca aparatu to ogarnie. No bo ludzkie oko, to wiadomo. Matryca poradziła sobie doskonale i oto możemy wszyscy podziwiać ten niezwykły spektakl, w którym dane mi było uczestniczyć osobiście.

Pierwszy dzień jesieni

No to mamy pierwszy dzień astronomicznej jesieni. Do tej pory wrzesień nie rozpieszczał, pozostaje mieć nadzieję, że to się jeszcze zmieni. Będziemy cieszyć się przyjemnym jesiennym ciepełkiem, a wiatr i deszcz poczekają sobie na listopad.

Tymczasem zdjęcia, które zrobiłem któregoś zamglonego wieczoru, po opadach deszczu z mojego ulubionego wzgórza tu w okolicy, skąd rozlega się widok na okoliczne miejscowości. Co by nie mówić o jesieni, na pewno ma swój urok. Nie tylko w kolorowych liściach, ale również mgłach i klimacie nie do podrobienia podczas innych pór roku.

Zapamiętane na zawsze

Wracam dziś do przedwczorajszego wieczoru, kiedy nad moją okolicę nadciągał widowiskowy wał szkwałowy (wczorajszy wpis). Trzy fotki. Tyle udało mi się zrobić od czasu kiedy wpadłem na wzgórze, a zanim zaszło słońce. To było króciótkie trzy, może pięć minut. W tym czasie zdążyłem porzucić auto, szybo rozłożyć statyw, zapiąć aparat i zrobić wspomniane trzy ujęcia.

Jednocześnie chłonąłem ten widok wszystkimi zmysłami, światło było tak cudowne – intensywne, miękkie, oszałamiające. To jest jedna z takich chwil, których się nie zapomina. Taka, że kiedy po latach wrócę do tych zdjęć, będzie mi się wydawało, że tam ciągle jestem. Będę pamiętał każdy szczegół. Każdą myśl, która mi wtedy towarzyszyła.

%d blogerów lubi to: