Wertepy

Słońce było od rana. Tylko… chwilę później zaszło za chmury. Początek przejażdżki udany, kilka fotek zrobionych, potem chmurzyska, a na końcówce znowu słońce.

Wczoraj znów jazda po lesie, ale tym razem mniej szutrów, a więcej wąskich ścieżek i single tracków. Oj, bardziej męczące są te wertepy… 

Szutry OK

Od poniedziałku załamanie pogody, ale wczoraj i dziś pogoda już nam to wynagrodziła. Sporo słońca i przyjemne temperatury zachęcały do aktywnego spędzania czasu.

W piątek, korzystając z wolnego dnia, przede wszystkim się wyspałem. Tak, nie zerwałem się jak zazwyczaj przed świtem. Ale tylko dlatego, że rano było pochmurno i dopiero około dziesiątej zaczęło się przecierać.

I wtedy wybrałem się na spokojne 50 kilometrów do lasu. Szutry są OK, ale zjeżdżając na mniej uczęszczane leśne drogi, trafiłem na całkiem sporo błota. No ale ileż to roboty potem umyć rower? A frajda pierwszorzędna. 

Kolejny tydzień

Kolejny tydzień pogodowej przeplatanki za nami i pozostaje tylko mieć nadzieję, że na weekend to się zmieni.

Wykorzystując chwile bez chmur i odrobinę słońca, wybrałem się na przechadzki po okolicy. W samotności, spokoju i ciszy. Bez celu, bez pośpiechu, ot tak, żeby się trochę poszwendać i zobaczyć, co słychać w moich ulubionych miejscach.

A że pogoda ostatnio nie rozpieszcza, tym bardziej trzeba korzystać z każdej takiej chwili. Kilka promieni słońca, trochę koloru i znajome polne drogi. Teraz już tylko czekamy jakie pomysły przyniesie weekend.

Sprawdzone

Czy jesień już nadchodzi, czy może lato jeszcze nie zamierza odpuścić? Postanowiłem to sprawdzić. Najpierw wsiadłem na rower i ruszyłem w kilka moich ulubionych miejsc. Później zrobiłem kolejną trasę, ale już na własnych nogach. Po opadach deszczu polne drogi nie nadają się aktualnie na rower.

Zaglądałem po drodze w znajome zakamarki i sprawdzałem, co się dzieje z liśćmi. Czy zaczynają już zmieniać kolor? Czy gdzieś pojawiły się pierwsze żółcie i czerwienie?

Otóż jesień niby już daje o sobie znać, ale na dobre jeszcze się nie rozgościła. Tu i tam już coś lekko zaczyna żółknąć, ale kawałek dalej wciąż pełnia lata.

Fajne to chodzenie i sprawdzanie, co się zmieniło. A będzie się teraz zmieniało z dnia na dzień.

Wrześniowa włóczęga

Spacer po polach bez celu albo co najwyżej z jakimś wstępnym planem. Chyba to lubię najbardziej. Zwłaszcza kiedy trafi się ładne światło, więc najlepiej wieczorem albo rano, od samego świtu.

Te same miejsca wyglądają wtedy zupełnie inaczej niż w środku dnia. Gra świateł i cieni, żywe kolory, długie cienie… Nic, tylko się włóczyć.

Krowy, widok nieczęsty

No nie wiem, czy to aż taki codzienny i naturalny widok. Kiedyś na wsi i owszem. Ale dzisiaj?…

Takie stadko spotkałem jakiś czas temu w okolicy Pacławia, na Pogórzu Przemyskim. Taki widok zawsze cieszy, zwłaszcza gdy człowiek natknie się na niego zupełnie przypadkiem podczas wędrówki.

Obtrąbiony

Nie wiem, jak u Was, ale u mnie dziś od rana pogoda niezbyt ładna. Dopiero o 10 wyszedłem z domu i obrałem kierunek na las. Ale nie po to, żeby fotografować, tylko pobiegać.

Choć aktualnie w lesie nie jest to zbyt bezpieczne ze względu na nielegalnie wjeżdżające do lasu samochody z „grzybiarzami”. Ba, potrafią nawet w tym lesie trąbić…

No ale ja nic na to nie poradzę i nie mam na to żadnego wpływu, więc płynnie przechodzę do zdjęć z ubiegłego tygodnia, kiedy pogoda jak najbardziej dopisywała, a ja włóczyłem się rowerem po moim Pogórzu.

Tym razem spacer

Czy w ostatnich dniach przesadziłem trochę z rowerem i bieganiem? Być może… Bo choć nogi aż rwą się do roboty, to rozsądek mówi, weź se chłopie, dychnij parę dni, bo w tym wieku to już może być niebezpieczne! No dobra, posłuchałem. Tym razem zamiast roweru czy biegania wybrałem spokojny spacer po lesie.

A tutaj jeszcze całkiem zielono. Oznak jesieni na razie brak. Jako towarzysz ładne i miękkie światło – i nagle okazuje się, że taki zwyczajny spacer może być naprawdę przyjemny.