Dziś środa, więc pora na kolejną porcję owadów. W ramach regeneracji i wyciszenia biorę aparat z obiektywem do makro i idę wypatrywać małych mieszkańców łąk oraz zarośli.
Na dziś mam kolejne cztery zdjęcia i cztery stworzenia. A właściwie trzy owady, bo bohater pierwszego zdjęcia jest pająkiem. To przedstawiciel rodzaju bokochodów. Najprawdopodobniej samica pilnująca swojego kokonu. Bokochody różnią się od wielu innych pająków tym, że nie budują sieci łownych, tylko aktywnie polują na swoje ofiary niczym drapieżnicy.
Muchówka z drugiego zdjęcia to wujek. I nie, to nie jest żart. Gatunek ten nazywa się wujek żółtaczek. Ciekawostką jest to, że samce, chcąc zaimponować samicy, przynoszą jej prezenty w postaci upolowanych drobnych owadów.
Trzecie zdjęcie przedstawia świeżo wyklute nimfy pluskwiaka. W pierwszym stadium życia siedzą sobie na pustych jajkach, z których przed chwilą się wydostały.
Czwarte zdjęcie to największy fotograficzny rarytas, jaki mógł mi się trafić. Różowy konik polny! Jak to możliwe? To najprawdopodobniej efekt rzadkiej mutacji genetycznej zwanej erytryzmem, która zwiększa produkcję czerwonego pigmentu. Istnieją różne teorie wyjaśniające ten fenomen. Jedna sugeruje zaburzenia w syntezie pigmentów, druga wskazuje na dominujący gen odpowiedzialny za kolor.
Ten niezwykły różowy odcień może sprawiać, że owady są bardziej widoczne dla drapieżników, dlatego spotyka się je tak rzadko. Powiem szczerze, że gdy go zobaczyłem, aż się roztrzęsłem z emocji i modliłem się w duchu, żeby udało się zrobić zdjęcie.







































