Absencja od roweru chyba dobrze mi robi, bo zamiast tego wszystkie wolne poranki spędzam na fotografowaniu. A tak się złożyło, że od piątku do niedzieli pogoda była pierwszorzędna, więc nic nie stało na przeszkodzie.
Na dzisiaj mam kilka fotek z niedzielnego poranka. Takich dosłownie zrobionych kilka minut po wschodzie słońca, kiedy pierwsze pagórki Pogórza Strzyżowskiego są już skąpane w pierwszych promieniach, a te dalsze pozostają jeszcze nieoświetlone.
Ta różnica w świetle jest wręcz porażająca. Bliżej ciepłe barwy poranka, dalej chłodne, niebieskawe odcienie kolejnych wzgórz. Do tego te jesienne drzewa, których barwy w porannym słońcu stają się wyjątkowo intensywne.






