Wstrzelony w moment

Jeździłem i chodziłem tą drogą kilkanaście lub i więcej razy. Nigdy nie przyszło mi do głowy, aby spróbować złapać wschodzące w tym miejscu słońce. Aż przypadkiem trafiłem tam o odpowiedniej porze. Było sporo chmur i kulka ledwo z nich wyzierała, a powyżej już czekały kolejne, aby ją skutecznie zasłonić. Udało się wstrzelić w moment 😉

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT RZESZOWSKI ZGŁOBIEŃ DROGA W STRONĘ SŁOŃCA WSCHÓD SŁOŃCA JESIEŃ

Cisza i spokój

A było tak fajnie. Ciepło, bezwietrznie, bezchmurnie. Miło, że tak długo jesień była dla nas łaskawa. Pozostaje mieć nadzieję, że zima nie da sie nam we znaki. Że nie będzie srogich mrozów, wichur i paraliżujących opadów śniegu. Tego w zimie nie lubię. Niech przedzimie i zima obfitują we wspaniałe warunki do fotografowania. Zwłaszcza w wolne weekendy. Tego sobie i Wam życzę 🙂

Tymczasem kilka zdjęć z jednego z listopadowych cichych i spokojnych poranków. Mam nadzieję, że tą ciszę i spokój widać na poniższych zdjęciach 😉

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI NOCKOWA AKACJE PORANEK ŚWIT NIEBIESKA GODZINA

Jak najdłużej

Wczesne rano. Cisza i spokój. Właśnie niespiesznie wstaje dzień. Jest jasno, ale słońce nie może przebić się przez nisko zawieszone nad horyzontem chmury. Niebo już cudownie kolorowe, przede mną błotnista droga, niby nic takiego, a jednak w tym świetle i warunkach może zachwycić swoimi kałużami. Brak wiatru i ciepło jak na tę porę roku. Niech ta chwila trwa jak najdłużej.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT RZESZOWSKI WSCHÓD SŁOŃCA BŁOTNISTA DROGA KAŁUŻA ZGŁOBIEŃ

Lipa, droga i chmura

Urlop. Normalny człowiek jak ma urlop to śpi długo. Jest 6:08 – zrywam sie na równe nogi. Stoję tak i nie wiem jak to się stało. Czy coś mi się przyśniło, czy coś innego mnie obudziło. Skoro już jestem na prostych nogach wyglądam przez okno. Już wiem. To zbudził mnie nadchodzący warun. W kilka minut siedzę w aucie i jadę w pierwsze lepsze miejsce, które przychodzi mi do głowy. To dziesięc kilometrów, muszę się spieszyć.

Docieram dokłądnie na czas, ani za wcześnie, ani za późno. Porzucam samochód na poboczu i biegnąc na miejsce rozkładam nogi statywu. Po kolejnych kilku minutach mam swoje trzy ujęcia. Niepozorna chmurka w kolorze czerwonego wina. Niewielka, niziutka, a pod nią wstążka drogi. I ta lipa, która od kiedy pamiętam jest taka sama. Coś musi być z nią nie tak, że więcej nie rośnie. Niech nie rośnie, byle nikt jej nie wyciął, bo ta miejscówka jest napradę przepiękna.

Krok w bok

We wczorajszym poście pisałem o tym, że wystarczy nieraz poczekać kilka minut, a już mamy zupełnie inne światło. A dziś przykład, że nie warto robić ujęć tylko z jednego miejsca, bo czasem wystaczy jeden, czy kilka kroków do przodu, do tyłu, w bok i mamy zupełnie inny kadr.

Wczorajszy poranek zapowiadał się mgliście. Co z tego, że obudziłem się na czas, jak zacząłem się zastanawiać, czy jechać w teren i ponownie zasnąłem. Na szczęście mgła utrzymywała się długo i zdążyłem odwiedzić kilka miejsc i nacieszyć się cudownymi jesiennymi widokami. Poniższe zdjęcia z widokiem na górę Bardo na Pogórzu Strzyżowskim, a pozostałe mam nadzieję pokażę wkrótce 🙂

Spokojnie i cicho

Człowiek czeka na mgisty poranek. Najlepiej żeby to wydarzyło się w weekend, kiedy ma czas na fotografowanie i żeby mgła nie była za bardzo gęsta. Tak, aby wstającemu słońcu udało się przez nią przedrzeć.

Tego ranka owszem była mgła, ale gęsta i nie ustąpiła do godzin południowych. Ja oczywiście aż do tego czasu nie czekałem na słońce, ale jeszcze przez wschodem uwieczniłem ten mroczny klimat i kolory wręcz nierealne, ale tak właśnie to wyglądało. Niby ponuro, ale z drugiej strony klimatycznie. Spokojnie i cicho.

Senność szybko mija

To może być dylamat – przychodzi weekend i jest to czas, kiedy można odespać cały tydzień. Ale zapewniam, najgorsze jest pierwsze pół godziny po opuszczeniu łóżka. Kiedy znajdziemy się już w plenerze, lesie, łące, polach, kiedy robi się powoli coraz jaśniej i świat dosłownie zmienia się z minuty na minutę, senność mija i zapominamy o wszystkim innym. Najpiękniejszy czas na odkrywanie niesamowitych miejsc w swojej okolicy.

Po godzinie spaceru, może nawet po dwóch senność może wrócić, ale to całkiem normalne. Wracamy więc do łóżka i dopiero wtedy się dobrze śpi. Sam to czasami praktykuję, choć kiedy wracam to raczej szkoda mi dnia i albo siadam do przeglądania zdjęć, albo zajmuję się czymś innym 😉

Wiekowy mostek

Jest 5:15. Nie śpię od godziny i właśnie dotarłem nad pobliski zalew. Wszystko spowite jest we mgle i mimo, że do wschodu słońca tylko pół godziny nic nie wskazuje na to, aby udało mu się przebić przez tę miękką kołdrę wiszącej w powietrzu wilgoci. To nic, mgła to taki naturalny filtr obrazu, który potrafi świetnie zmiękczyć krajobraz.

Jestem zupełnie sam, a jedyne dźwięki jakie słychać, to startujące i lądujące kaczki. To pewnie ich taka poranna gimnastyka. Od czasu do czasu wyskoczy z wody ryba. Jaki one mają w tym cel… nie mam pojęcia, bo na pewno nie po to, by zaczerpnąć powietrza :). Może zaciekawiło je, kto to o tej porze spaceruje nad wodą i nie zarzuca wędki.

Warunki są stabilne, więc mam sporo czasu, aby poszukać kadrów, choć fotografowałem tu już tyle razy, że każdy szczegół znam na pamięć. Wiekowy mostek to jeden z moich ulubionych motywów w tym miejscu.

Obraz i słowo

Niby nic takiego. Drzewo, droga, jakieś pola i pagórki w oddali. Niby widok, jakich pełno dookoła. Ale jeśli dodać do tego opowieść o tym, że w tej konkretnej chwili spędzałem czas, tak jak uwielbiam, czyli na dwóch kółkach, że dookoła było cicho i pusto. Że większość ludzi jeszcze spała, a ja czułem się, jakby ten kawałek świata należał tylko do mnie.

Że budzące się ptaki patrzyły ze zdumieniem na mknący rower i na chwilę przerywały swoje trele. Sarny pasące się na polach nic nie robiły sobie z mojej obecności, bo nawet przez myśl im nie przemknęło, że mógłbym stanowić dla nich jakieś zagrożenie.

Czy ta opowieść jest potrzebna… Niektórzy twierdzą, że dobre zdjęcie nie potrzebuje słów. Nie czułbym się dobrze pokazując Wam tu kolejne i kolejne zdjęcia, nie pisząc choćby kilku słów na ich temat. Te opowieści pewnie są do siebie podobne, bo przecież emocje i przeżycia powtarzają się na kolejnych plenerach. Ja za każdym razem obserwując piękne zjawiska, krajobrazy, wschody, zachody przeżywam je całym sobą i chcę się tym dzielić nie tylko poprzez fotografię, ale i słowo.

Obraz trójwymiarowy

Poranne mgły. Zawieszone nisko nad łąkami. Gdy tylko wyjdzie słońce zaczynają się podnosić i rozpraszać. Nie ma dużo czasu na fotografowanie. A nie ma co ukrywać, że wyglądają najpiękniej właśnie wtedy, gdy słońce ledwo je muska swoim blaskiem.

Tak ulotne chwile, że później zastanawiamy się, czy to działo się naprawdę. Zdjęcia są po to, aby te momenty, minuty, sekundy zatrzymywać na dłużej. Kto nie widział tego na żywo, temu polecam z całego serca spacery o wschodzie słońca. Jak najczęściej. Aby w końcu trafić na swój bajkowy poranek. I go zapamiętać, zatrzymać ten trójwymiarowy obraz w sowjej głowie.