I dzisiejszy poranek również okazał się pochmurny. Na dobrą sprawę we wrześniu nie zrobiłem chyba jeszcze ani jednego zdjęcia.
Ale spokojnie, nadejdą pogodniejsze dni. Tylko trzeba cierpliwie poczekać.



I dzisiejszy poranek również okazał się pochmurny. Na dobrą sprawę we wrześniu nie zrobiłem chyba jeszcze ani jednego zdjęcia.
Ale spokojnie, nadejdą pogodniejsze dni. Tylko trzeba cierpliwie poczekać.



To jedna z tych sytuacji, kiedy to kadr znalazł mnie, a nie ja jego. Jechałem sobie o świcie bez szczególnego planu na zdjęcia. Mimo że wyjechałem jeszcze przed wschodem słońca, nie wiedziałem ani o której dokładnie zacznie się robić ciekawie, czy w ogóle zacznie i w jakim miejscu wtedy będę. Trzeba było więc improwizować.
No i właśnie tutaj się znalazłem. Spojrzałem, zobaczyłem ten widok i pomyślałem, że kadr aż prosi się o uwiecznienie. Nie pozostało więc nic innego, jak wyciągnąć aparat i wziąć się do roboty.



Ta miejscówka naprawdę robi dobrą robotę. Tu właściwie zawsze można liczyć na ciekawy kadr. W jedną stronę mamy odległe, stosunkowo wysokie górki, nad którymi często ścielą się mgły. Wystarczy odwrócić wzrok, a przed nami pojawiają się niższe wzniesienia Pogórza. Na południu mamy zbocza gór Chełm i Bardo, a na północy widok może nieco mniej spektakularny, choć gdy podejdziemy na sąsiednie wzniesienie, również jest na co popatrzeć.
Trzeba wprawdzie kawałek dojechać rowerem, ale naprawdę warto, mimo iż trzeba wstać jeszcze przed świtem, żeby właśnie o tej porze znaleźć się tutaj.




Niedzielny poranek był dla mnie łaskawy. W końcu nie miałem czystego nieba, tylko nieco chmur, które zrobiły mi piękny spektakl. Cała gama kolorów, które nawet trudno nazwać.
Jak zwykle pojechałem rowerem jeszcze przed świtem i czekałem, w jakim miejscu zastanie mnie ten świt. A kiedy już nadszedł, po prostu pstryknąłem kilka fotek. Bez planu ibez ustawiania się w idealnym miejscu. Tym razem to nie ja znalazłem kadr, tylko kadr znalazł mnie.



Pozostańmy i dziś przy mglistych klimatach, bo nie wiadomo, kiedy znów się takie trafią. Ostatnie dwa poranki były naprawdę cudowne i niezwykle klimatyczne właśnie dzięki tej mgle.




Dziś i jutro też. Poranki z klimatycznymi mgiełkami. Nic, tylko wędrować sobie po okolicy i podziwiać.




Niedzielny poranek był dość rześki. 10 stopni na termometrze, bezchmurne niebo i o świcie jeszcze zupełnie bezwietrznie. Choć nie uśmiechało mi się wstawanie po czwartej drugi dzień z rzędu, jakoś przezwyciężyłem tę niechęć, zasiadłem na rowerze i ruszyłem przed siebie.
Po drodze odwiedziłem kilka moich ulubionych miejsc, w których tym razem trafiłem idealnie na wschód słońca. No i oczywiście bardzo szybko zapomniałem o porannych niedogodnościach.




Jeszcze jest całkiem zielono i jeszcze cały miesiąc kalendarzowego lata. Liczę więc na większą ilość mglistych poranków. Nawet jestem w stanie zostawić rower i pójść pieszo.
Pieszo mniej mi umknie. Będzie czas na rozglądanie się za kadrami, skupienie tylko na przyrodzie. Kiedy większość jeszcze śpi, dla zwierząt to często jeden z najbardziej aktywnych momentów dnia i wtedy dzieje się najwięcej.




Te długie, poranne cienie potrafią naprawdę czarować. Kilka kadrów z sobotniej przejażdżki.
Wpadła kolejna setka, tym razem ze sporą ilością szutrowych dróg. Tyłek trochę wykolebotany, ale karta pamięci zapełniona kilkunastoma zdjęciami i kilkudziesięcioma ujęciami do filmów. Czyli bilans zdecydowanie na plus.




Co to światło i mgła potrafią zrobić… A takie spektakle zdarzają się tylko o świcie, kiedy słońce jest jeszcze nisko, a mgła snuje się tuż nad ziemią.
Spacerowałem leśną polaną, miejscami przykrytą delikatną mgiełką. Czekałem tylko, aż słońce wyłoni się zza drzew i rozpocznie swój spektakl. Zostało mi już tylko zająć miejsce na widowni i patrzeć, jak zwykła polana zamienia się w teatr cieni.



