Chmury skołatane

To chyba najbardziej urokliwe miejsce w całym moim powiecie. A na pewno w mojej wiosce. Znam to miejsce na wylot i wykonałem tam chyba wszystkie możliwe kadry. Jednak ciągle tam wracam, bo tak naprawdę nie sa dla mnie istotne nowe miejsca i kadry, ale abym się dobrze czuł podczas fotografowania. o miejsce ma niepowtarzalny klimat i tam czuję się jak u siebie na podwórku.

Poszedłem tam we wtorkowy wieczór i na dzień dobry (a raczej na dobry wieczór) zrobiłem poniższe trzy kadry. Światło było tak niesamowite, że kolory aż raziły w oczy, jednocześnie będąc mocno stonowane, oświetlone cudownie zblendowanym światłem zachodzącego słońca odbijającym się od skołatanych chmur.

Zapomniałem o zimnie

Jeden z tych cudownych jesiennych mglistych poranków. Światło dopisało, ale temperatura już niekoniecznie. Zwłaszcza, gdy fotografuje się z roweru. Całe szczęście, że przypadkiem znalazłem w kieszeni dodatkową parę rękawiczek, inaczej musiałbym zawrócić do domu 😦 Widoki wynagrodziły jednak tę małą niedogodność, a z czasem pochłonięty kontemplowaniem przyrody, zapomniałem o zimnie 😉

2021 kontra 2022 | season slice

Ci z Was, którzy bacznie obserwują bloga, pewnie pamiętają drzewo z namalowanym sercem, które fotografowałem dokładnie drugiego października ubiegłego roku. Przypadek sprawił, że i tego roku, akurat drugiego października przejeźdżałem tamtędy i też zrobiłem identyczne zdjęcie.

Dopiero w domu załapałem, że jedno i drugie zrobiłem tego samego dnia października. Nie pozostaje mi nic innego, jak i za rok dokładnie o tej samej porze sprawdzić, co z drzewem! 😉

2 października 2021
2 października 2022

Październik przedłużony

To była już 10:30, a nad jeziorkiem ciągle panował klimat jak z wczesnego poranka. Sam byłem tym mocno zaskoczony. Patrząc pod słońce niewiele było widać. Jego blask był oślepiający, a do tego rozpraszająca światło mgła. Ale dzięki temu mogły powstać te poniekąd owiane tajemnicą kadry. Cudowana gra światła i cienia. Można było się bawić długą ogniskową obiektywu w wyłuskiwanie najciekawszych fragmentów tego urokliwego miejsca.

Podczas jednej z wycieczek rowerowych tam właśnie zajechałem na dłuższą przerwę po prawie czterech godzinach jazdy po lesie i fotografowania porannych klimatów. Tegoroczny październik jest wzorcowym przykładem złotej polskiej jesieni. Oby trwał on aż do końca listopada 😉

Rano i po południu

Świt kontra południe. Pierwsze zdjęcie zrobiłem ruszając w drogę przez las rowerem. Była 6:43, kiedy wsiadałem na rower. W lesie panowały jeszcze ciemności. Pięciosekundowe naświetlanie i oto moim oczom na ekranie aparatu ukazał się świat niewidoczny jeszcze gołym okiem.

Wracając po południu postanowiłem zrobić identyczne zdjęcie. No też jest ładnie, ale jak widać kolory zupełnie inne. Jak widać to nie fotoszop robi moje zdjęcia. Bez odpowiedniego światła podczas fotografowania nawet najlepsze umiejętności postprodukcji nie pomogą 😉

Okolica w trójwymiarze

Może niezbyt wysokie te nasze pagórki, ale jak wyjść na sam szczyt, to można podziwiać ciągnące się wydawać by się mogło w nieskończoność, tereny. Lubię stanąć na takim pagórku i obserwować przez teleobiektyw okolicę starając się rozpoznać odległe charakterystyczne obiekty, drzewa, drogi, wzgórza. Wbrew pozorom nie jest to takie łatwe, choć te tereny mam zjedżone samochodem, rowerem i na schodzone na piechotę wszerz i wzdłuż.

Kalorie spalone

Jakie ja wczoraj odkryłem uroczyska w jednym z lasów, gdzie nie wiem jakim cudem, ale do tej pory nie byłem. Mnóstwo leśnych dróżek i ścieżek, pieknie przebarwione buki i dęby. Tak w ogóle to zabrałem przedwczoraj rower na chyba ostatnią w sezonie dłuższą wycieczkę, bo od wczoraj zrobiło się znacznie zimniej, więc w grę będa wchodziły tylko krótkie wypady po najbliższej okolicy.

Udało się przekroczyć dla mnie magiczną liczbę 7000 kilometrów przejechanych od marca na dwóch kółkach. To 105 wycieczek rowerowych, które zajęły mi łącznie 14 dni i 16 godzin 😉 To strasznie czasochłonne hobby, jeszcze bardziej niż fotografia… Dodam, że spaliłem przy tym, uwaga 164 000 kalorii, więc przynajmniej jest jakaś korzyść dla organizmu 🙂 Jak tylko zdrowie będzie dopisywało, to już nie mogę się doczekać kolejnego sezonu 🙂

Nauczka

Hm… jak to możliwe, że chwilkę wcześniej nie widziałem ani obłoczka na niebie. To oczywiście magia zachodu słońca. Te najwyższe delikatne obłoczki mogą być podświetlone kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt minut po zajściu słońca. Tak też było i tym razem.

Już zbierałem zabawki i zacząłem wracać ze smutną miną do samochodu, kiedy niebo zaczęło się robić pomarańczowe, a potem wręcz czerwone. Natura już tyle razy mnie uczyła, żeby nie odpuszczać i zawsze czekać do ostatniej chwili…

Przeniesiony do lasu

Dopiero tej jesieni zacząłem łączyć wycieczki rowerowe z aparatem. Wcześniej pochłonięty jazdą nie wyciągałem praktycznie apratu z sakwy o ile w ogóle miałem go ze sobą. Teraz jednak mamy tak cudowną jesień, że grzechem byłoby nie uwieczniać tych wszystkich kolorów i klimatu poranków, które spotykam na swojej drodze.

Przeniosłem większość swoich ścieżkek dwókołowcem do lasu. Tam na każdym kroku spotykam kolory, które natura tylko jesienią potrafi namalować. Przez te kilka godzin można poczuć się jak w jakimś egzotycznym, a wręcz nierealnym miejscu 😉