Spektakl natury

Jak całe lato niewiele fotografowałem, bo i warunków nie było zbyt często, a i rower pochłaniał sporo czasu, tak w mijającym tygodniu wszystko się odwróciło. Wszystkie sześć wieczorów spędziłem w terenie i trzy razy trafiłem na istny szał na niebie. Z dwóch pozostałych wieczorów również wpadło po kilka zdjęć.

Poniżej fotki ze środy. Plany były zupełnie inne niż fotografowanie, ale na szczęście wziąłem ze sobą aparat, a plany musiały ulec na bieżąco zmianie, kiedy zobaczyłem co się dzieje na niebie. Jak jeszcze chwilę wcześniej wydawało się, że niebo nie zaświeci, tak później na kilkanaście minut wszystko mieniło się kolorami. Pędziłem jak szalony na najbliższą znaną mi miejscówkę i udało się uwiecznić ten spektakl natury.

Gdy czas pozwoli

W polach jest już wręcz ponuro. Ścierniska, zaorane pola, zmęczona zieleń drzew. Ale… wieczorem wszystko nabiera barw. Jest godzina, może półtorej przed zachodem, kiedy najlepiej wybrać się na spacer. Takie miłe zwieńczenie dnia. Ukojenie po pracowitym dniu. W spacerze w wieczornych okolicznościach przyrody znajdują ukojenie nerwy i potem o wiele lepiej się śpi. Polecam, gdy tylko czas Wam na to pozwoli 😉

Ulotne chwile

Aż ciężko w to uwierzyć, że dwadzieścia minut wcześniej padał ulewny deszcz, wiał wiatr i było prawie ciemno. Za to uwielbiam aurę, że potrafi zmienić się dosłownie z kwadransu na kwadrans. Jest ulewa, ale ja biorę pod uwagę, że po ulewie może przyjść całkiem przyjemna pogoda, pastelowy zachód słońca. To są niezwykle ulotne chwile. A ja tylko takie lubię uwieczniać na moich zdjęciach.

Zwykłe miejsce

Nieraz bardzo niewiele trzeba, aby zrobić zdjęcie, które przykuwa uwagę. Niekoniecznie musi na nim być jakieś super niezwykłe popularne miejsce, gdzie spotkać można w gratisie tłumy turystów. Ja właśnie piękna uwielbiam szukać w zwykłych miejscach, gdzie mało kto bywa, gdzie inni nie widzą nic niezwykłego.

Na moich zdjęciach przeważają miejsca ogólnodostępne, ale nie zaznaczone w przewodnikach. Odkrywam je sam i to sprawia mi największą frajdę. Czasami spotykam nawet w tych odległych od cywilizacji miejscach innych podobnych do mnie wariatów. Którzy porzucają samochód i idą przed siebie polnymi ścieżkami, miedzami, przez lasy, czasem nieużytki.

Droga do bajkowego świata

Ostre słońce świeciło aż do samego horyzontu. Na niebie nie było żadnych chmur, a mimo późnej pory żar nadal lał się z nieba. Na polach, w oddali słychać było pracujące maszyny rolnicze. W wiosce znajdującej się w dolinie uparcie ujadał pies. Echo niosło się na okoliczne wzgórze. To wszystko było akompaniamentem dla cykających w trawach świerszczy.

Wyczekałem na moment zrównainia słońca z horyzontem, bo wtedy światło było najfajniejsze. Wijąca się droga asfaltowa, taka jaką najbardziej lubię do przejażdżek rowerowych – pośród pól i mało uczęszczana. Podczas schyłku dnia niczym droga prowadząca do bajkowego świata.

Pustka

Pewnie takich miejsc jest sporo w okolicy, ale ja wybieram te z dala od zabudowań i ludzi. Udaję się tam, gdzie nie spodziewam się spotkać żywego ducha. Nie jest dla mnie istotne, że robię po raz n-ty zdjęcia w tym samym miejscu. Ważna jest ta konkretna chwila, te konkretne warunki na niebie i ten konkretny klimat. Pustka i cisza dookoła. Ważne, aby móc bez zakłóceń konteplować piękno natury, piękno tych ulotnych chwil, gdy słońce chyli sie ku zachodowi.

Zostają na długo

To jest nieludzka pora. Ale kiedy prognozy zapowiadają choć odrobinę mgły, nie ma zmiłuj się., nastawiam budzik i zrywam się o świcie.

Może poranne niebo nie do końca było kolorowe, może tej zapowiadanej mgły było tylko odrobinę, ale kolory, jakie wyszły na zdjęciach w tym świetle bardzo mi się spodobały. Niby przytłumione, ale jakże nietypowe. Pozorny brak światła wyszedł im tutaj tylko na dobre.

To właśnie uwielbiam w fotografii. Łapać te krótkie chwile i kolory, które zobaczone na żywo ciężko zapamiętać, a które dzięki fotografii zostają ze mną i Wami na jak długo chcę.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI BĘDZIENICA

Ulotne chwile

Kiedy zobaczyłem ciemną chmurę na lewo od słońca, tak przypuszczałem, że późnym wieczorem może ona zostać cudownie podświetlona. Tak też się stało, ale dopiero, kiedy słońce było za horyzontem. Nieprawdopodobne kolory trwały kilkanaście minut. Ulotna chwila, ale czyż nie na takie właśnie poluję nieustannie od kilku lat…

Rowerzyści

Kościół w Górze Ropczyckiej. Obfotografowany przeze mnie ze wszystich możliwych stron i w najprzeróżniejszych kadrach. Jestem prawie pewien, że żaden zwykły kościół w Polsce nie ma tylu zdjęć, co ten. Czy uda mi się wymyślić jeszcze coś nowego?

Udało się. Tym razem kościół w kadrze z dwójką sympatycznych rowerzystów. Znaczy rowerzystki i rowerzysty, których napotkałem podczas mojego fotospaceru. Przy okazji, pozdrawiam 🙂

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI GÓRA ROPCZYCKA WIOSNA

Banalne

Drogi, dróżki, ścieżki. Chociaż nie, ścieżek to już praktycznie nie ma. Pozstały polne dróżki. Dawniej zawsze wykoszone lub wyskubane z trawy przez krowy, w dzisiejszych czasach często zarośnięte chaszczami. Ale oczywiście nie wszystkie.

Dla mnie idealne do spacerów i przechadzek z aparatem. Z daleka od zabudowań, z dala od miast i wsi. Cicho i spokojnie. Wybieram te niepopularne wśród spacerowiczów, żeby mieć je tylko dla siebie. Chodzić, wsłuchiwać się w odgłosy natury, chłonąć dźwięki i zapachy.

Czuć jak trawy i inne rośliny ocierają się o mnie. Skosztować szczawiu, zwędzić jabłko z dzikiego sadu. Tych chwil nikt mi nie odbierze i choć może to się wydawać banalne a może i dzwiaczne, to dla mnie takie spędzanie czasu jest idealne.