Kolejne wizyty

Nie mogę wysiedzieć w domu. Fajnie, że odważyłem się jeździć rowerem, kiedy jest zimno, ale nie zawsze jest ta możliwość (w tym przypadku uniemożliwiła to gołoledź). Zatem mimo iż na zewnątrz było szaro i pochmurno, musiałem wyjść choćby na tę godzinkę, dwie do lasu. Brak światła nie zwiastował robienia zdjęć, ale aparat na wszelki wypadek dyndał sobie na szyi.

Jak zwykle zostałem zaskoczony. Rozglądałem się na boki, a kiedy głowa wróciła do naturalnej pozycji – przede mną stał koziołek! Stał i zdawał się nic sobie nie robić z mojej obecności. Pozwolił ogarnąć aparat i zrobić kilka zdjęć, po czym odszedł do lasu. Takie spotkania nastrajają mnie optymistycznie na dalszą wędrówkę i kolejne wizyty w lesie.

Niedokończone

Ciekawe ile tym razem poleży śnieg. Tydzień? Dwa? Może miesiąc. Ja tam wolałbym jak najkrócej, bo zachęcony ostatnimi trzema bezśnieżnymi i ciepłymi tygodniami, już zaczynam tęsknić za rowerem 😉

Tymczasem załączam obrazek z pierwszego tej zimy śniegu, kiedy to trafiłem na położone w pobliżu lasu niedokończone, jeśli chodzi o zbieranie plonów, pole kukurydzy.

Tuptanie po śniegu

Dzisiaj, kiedy trzeba iść do pracy to jest piękna pogoda, a cały weekend zachmurzenie było tak niskie i gęste, że aż ciężko się szło 😉 Ale nie mogłem oczywiście usiedzieć w domu i wybrałem się na przechadzkę po lesie. Pogoda ani trochę nie nadawała się do fotografowania, jednak udało się wyłuskać te kilka poniższych kadrów.

Niezależnie od tego, taki spacer to coś pięknego. Co mnie zaskoczyło, że kilka zamkniętych dla ruchu dróg w lesie było odśnieżonych! Tego się nie spodziewałem. Szybko skręciłem w te dziewicze, nieprzetarte ścieżki, po których mimo że ciężko się szło, to wrażenia pierwszorzędne – tupać w miejscach, gdzie od ponad tygodnia nie stanęła ludzka stopa.

Energia z powietrza

Ciekawe, czy kiedyś śnieg padał już w październiku… Pewnie tak w ubiegłych latach bywało i gdybym pogrzebał w starych zdjęciach, znalazłbym na to dowód. Ale póki co wspomnę dziś październik typowo jesienny z pięknymi kolorami i świecącym słońcem. Klimatyczny poranek, który spędziłem na leśnych ścieżkach chłonąc energię z powietrza 😉

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT RZESZOWSKI BRATKOWICE JESIEŃ LAS PORANEK ŚWIT

Jak jest zima to jest zimno i sypie śnieg

W ostatnich dniach niektóre media tak nastraszyły nas zimą i „pogodowym armagedonem”, że boję się wyjść z domu. Mimo, iż lubię jak spadnie świeży śnieg, to teraz boję się wszystkiego co jest w kolorze białym 😛

A na poważnie, media straszą nas nie tylko zimą i śniegiem, ale próbują robić sensację z wielu normalnych rzeczy i wydarzeń. A przecież jak jest zima, to może być zimno i raczej może sypać śnieg 🙂

Poniższe zdjęcia zrobiłem trzy tygodnie temu, kiedy w mojej okolicy spadł pierwszy śnieg tej jesieni. Na fotografowanie dzisiejszego być może wybiorę się, gdy uda mi się odkopać z tych zapowiadanych pięćdziesięciu centymetrów śniegu 🙂

Ostatni dzień meteorologicznej jesieni

Ostatni dzień meteorologicznej jesieni to dobry czas, aby powspominać te najpiękniejsze jej dni. A dokładnie najpiękniejsze poranki. Początek października i wyprawa rowerowa, którą będę wspominał długo. Nie tylko ze względu na cudowne mgliste widoki podczas jazdy po leśnych szutrach, ale ze względu na zderzenie z przymrozkiem, który dał mi się wtedy konkretnie we znaki.

Dwie pierwsze godziny to była walka z zamarzniętymi palcami u stóp i dłoni. Pal licho te u stóp, bo to te u dłoni były mi potrzebne, aby uwieczniać ten niesamowity klimat! Dopiero po dziewiątej zacząłem odtajać, ale na karcie w aparacie miałem już to co mnie najpiękniejszego spotkało tego ranka.

Śnieg mróz i słońce

Takie mamy ostatnio zimy, że jak już napada śniegu, to szybko się topi. Podczas ostatnich opadów moje okolica została pominięta przez biały puch, a co spadło, stopisło się tego samego dnia nocy. Jednak tydzień temu nałapałem go w obiektyw do woli. Nawet udało się trafić na kilka chwil ze słońcem.

Bardzo miłe chwile spędzone na wędrówce po obrzeżach Pogórza Strzyżowskiego. Śnieg był tylko na najwyższych pagókach, a niektóre miejsca wyglądały iście bajkowo, jak choćby to poniżej. Las na granicy trzech powiatów – ropczycko-sędziszowskiego, strzyżowskiego i rzeszowskiego.

Kilka tygodni

Mamy pierwszy śnieg tej jesieni, ale nowych zdjęć nie będzie, bo wczoraj okolicę opanowała gołoledź i kiedy po zmroku pojechałem zrobić jakoweś zdjęcia musiałem w te pędy zawracać do domu, aby nie wylądować w przydrożnym rowie lub utknąc pod jakowąś górką 😦

Będzie za to kilka zdjęć z jesieni w rozkwicie, kiedy to lasy były pełne kolorów i magii. Zdjęcia z jednego z poranków, kiedy beztrosko przemierzałem rowerem leśne szutry oddając się kontemplacji najpiękniejszej pory roku. Pory, która w kalendarzu trwa trzy miesiące, a w rzeczywistości jej najpiękniejsze chwile – zaledwie kilka tygodni.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI JESIENNY LAS CZARNA SĘDZISZOWSKA KOLORY JESIENI

Słońce jak malarz

Całe lato czekałem na jesienne mgły. I w końcu się doczekałem. Miałem okazję fotografować podczas kilku cudownych mglistych poranków. Najbardziej lubiłem las. Jesienią to chyba tam jest największa magia. Mgła kumuluje się w okolicach polan. Kiedy słońce przebije się już przez korony drzew, pokona mglistą zaslonę, potrafi malować nie gorzej niż niejeden malarz.

Zapomniałem o zimnie

Jeden z tych cudownych jesiennych mglistych poranków. Światło dopisało, ale temperatura już niekoniecznie. Zwłaszcza, gdy fotografuje się z roweru. Całe szczęście, że przypadkiem znalazłem w kieszeni dodatkową parę rękawiczek, inaczej musiałbym zawrócić do domu 😦 Widoki wynagrodziły jednak tę małą niedogodność, a z czasem pochłonięty kontemplowaniem przyrody, zapomniałem o zimnie 😉