Firanki idealnej długości

Chmura, jak duża firana zawisła nad horyzontem. Lekka, zwiewna i przejrzysta. Zakryła słońce i podążała dalej. Widziałem ją jadąc drogą pod górkę wśrod gęstych zarośli. Musiałem zacząć szybciej kręcić na tym swoim rowerze, aby zdążyć uwiecznić ten krtótki ulotny moment. Dotarłem w samą porę, firanka była idealnej długości, kiedy przyciskałem spust migawki.

Lipa, droga i chmura

Urlop. Normalny człowiek jak ma urlop to śpi długo. Jest 6:08 – zrywam sie na równe nogi. Stoję tak i nie wiem jak to się stało. Czy coś mi się przyśniło, czy coś innego mnie obudziło. Skoro już jestem na prostych nogach wyglądam przez okno. Już wiem. To zbudził mnie nadchodzący warun. W kilka minut siedzę w aucie i jadę w pierwsze lepsze miejsce, które przychodzi mi do głowy. To dziesięc kilometrów, muszę się spieszyć.

Docieram dokłądnie na czas, ani za wcześnie, ani za późno. Porzucam samochód na poboczu i biegnąc na miejsce rozkładam nogi statywu. Po kolejnych kilku minutach mam swoje trzy ujęcia. Niepozorna chmurka w kolorze czerwonego wina. Niewielka, niziutka, a pod nią wstążka drogi. I ta lipa, która od kiedy pamiętam jest taka sama. Coś musi być z nią nie tak, że więcej nie rośnie. Niech nie rośnie, byle nikt jej nie wyciął, bo ta miejscówka jest napradę przepiękna.

Wschód Księżyca | 07.10.2022

Nie sądziłem, że to się uda. Słońce jeszcze miało nie zajść, a Księżyc już miał wschodzić po drugiej stronie horyzontu. Miałem nadzieję uchwycić to z wiaduktu nad autostradą. Zająłem miejsce i czekałem. Niebo wyglądało na zupełnie bezchmurne, więc szanse jakoweś były.

Co ja wyprawiałem, jak go zobaczyłem, cieszyłem się jak dziecko z nowej zabawki :P. Samochody jadące autostradą mogły się przestraszyć, że to jakiś desperat próbuje skoczyć, więc aby ich nie stresować odsunąłem się na ile mogłem od barierki. Wiadukt nieuczęszczany, tak że nie było z tym problemu.

Wyczekałem chwilę, aż zrobi podniesie się nieco nad horyzont, aby był wyraźniejszy i pyk, mamy to! Dwanaście minut przed zachodem słońca, wysokość Księzyca – 2° i 94% oświetlonej tarczy. Do tego cudowne ciepłe barwy złotej godziny. Uwielbiam te emocje 😉

Krok w bok

We wczorajszym poście pisałem o tym, że wystarczy nieraz poczekać kilka minut, a już mamy zupełnie inne światło. A dziś przykład, że nie warto robić ujęć tylko z jednego miejsca, bo czasem wystaczy jeden, czy kilka kroków do przodu, do tyłu, w bok i mamy zupełnie inny kadr.

Wczorajszy poranek zapowiadał się mgliście. Co z tego, że obudziłem się na czas, jak zacząłem się zastanawiać, czy jechać w teren i ponownie zasnąłem. Na szczęście mgła utrzymywała się długo i zdążyłem odwiedzić kilka miejsc i nacieszyć się cudownymi jesiennymi widokami. Poniższe zdjęcia z widokiem na górę Bardo na Pogórzu Strzyżowskim, a pozostałe mam nadzieję pokażę wkrótce 🙂

Spektakl natury

Jak całe lato niewiele fotografowałem, bo i warunków nie było zbyt często, a i rower pochłaniał sporo czasu, tak w mijającym tygodniu wszystko się odwróciło. Wszystkie sześć wieczorów spędziłem w terenie i trzy razy trafiłem na istny szał na niebie. Z dwóch pozostałych wieczorów również wpadło po kilka zdjęć.

Poniżej fotki ze środy. Plany były zupełnie inne niż fotografowanie, ale na szczęście wziąłem ze sobą aparat, a plany musiały ulec na bieżąco zmianie, kiedy zobaczyłem co się dzieje na niebie. Jak jeszcze chwilę wcześniej wydawało się, że niebo nie zaświeci, tak później na kilkanaście minut wszystko mieniło się kolorami. Pędziłem jak szalony na najbliższą znaną mi miejscówkę i udało się uwiecznić ten spektakl natury.

Gdy czas pozwoli

W polach jest już wręcz ponuro. Ścierniska, zaorane pola, zmęczona zieleń drzew. Ale… wieczorem wszystko nabiera barw. Jest godzina, może półtorej przed zachodem, kiedy najlepiej wybrać się na spacer. Takie miłe zwieńczenie dnia. Ukojenie po pracowitym dniu. W spacerze w wieczornych okolicznościach przyrody znajdują ukojenie nerwy i potem o wiele lepiej się śpi. Polecam, gdy tylko czas Wam na to pozwoli 😉

Ulotne chwile

Aż ciężko w to uwierzyć, że dwadzieścia minut wcześniej padał ulewny deszcz, wiał wiatr i było prawie ciemno. Za to uwielbiam aurę, że potrafi zmienić się dosłownie z kwadransu na kwadrans. Jest ulewa, ale ja biorę pod uwagę, że po ulewie może przyjść całkiem przyjemna pogoda, pastelowy zachód słońca. To są niezwykle ulotne chwile. A ja tylko takie lubię uwieczniać na moich zdjęciach.

Zwykłe miejsce

Nieraz bardzo niewiele trzeba, aby zrobić zdjęcie, które przykuwa uwagę. Niekoniecznie musi na nim być jakieś super niezwykłe popularne miejsce, gdzie spotkać można w gratisie tłumy turystów. Ja właśnie piękna uwielbiam szukać w zwykłych miejscach, gdzie mało kto bywa, gdzie inni nie widzą nic niezwykłego.

Na moich zdjęciach przeważają miejsca ogólnodostępne, ale nie zaznaczone w przewodnikach. Odkrywam je sam i to sprawia mi największą frajdę. Czasami spotykam nawet w tych odległych od cywilizacji miejscach innych podobnych do mnie wariatów. Którzy porzucają samochód i idą przed siebie polnymi ścieżkami, miedzami, przez lasy, czasem nieużytki.

Droga do bajkowego świata

Ostre słońce świeciło aż do samego horyzontu. Na niebie nie było żadnych chmur, a mimo późnej pory żar nadal lał się z nieba. Na polach, w oddali słychać było pracujące maszyny rolnicze. W wiosce znajdującej się w dolinie uparcie ujadał pies. Echo niosło się na okoliczne wzgórze. To wszystko było akompaniamentem dla cykających w trawach świerszczy.

Wyczekałem na moment zrównainia słońca z horyzontem, bo wtedy światło było najfajniejsze. Wijąca się droga asfaltowa, taka jaką najbardziej lubię do przejażdżek rowerowych – pośród pól i mało uczęszczana. Podczas schyłku dnia niczym droga prowadząca do bajkowego świata.

Pustka

Pewnie takich miejsc jest sporo w okolicy, ale ja wybieram te z dala od zabudowań i ludzi. Udaję się tam, gdzie nie spodziewam się spotkać żywego ducha. Nie jest dla mnie istotne, że robię po raz n-ty zdjęcia w tym samym miejscu. Ważna jest ta konkretna chwila, te konkretne warunki na niebie i ten konkretny klimat. Pustka i cisza dookoła. Ważne, aby móc bez zakłóceń konteplować piękno natury, piękno tych ulotnych chwil, gdy słońce chyli sie ku zachodowi.