Obłok czy słońce

Słońce już chyli się ku zachodowi za jednym z okolicznych wzgórz. Spaceruję opodal klasztoru w Kalwarii Pacłąwskiej. Na łące leży stara kłoda drzewa. W jakim celu… nie mam pojęcia. Może do ozdoby, może jeszcze ktoś coś z niej zrobi, zanim całkiem spróchnieje. Za nią rozległa łąka i bezkres pagórków Pogórza Przemyskiego. Na niebie obłok, który również podąża w stronę zachodu. Stoję i czekam kto wygra – on czy słońce.

Gdy czas pozwoli

W polach jest już wręcz ponuro. Ścierniska, zaorane pola, zmęczona zieleń drzew. Ale… wieczorem wszystko nabiera barw. Jest godzina, może półtorej przed zachodem, kiedy najlepiej wybrać się na spacer. Takie miłe zwieńczenie dnia. Ukojenie po pracowitym dniu. W spacerze w wieczornych okolicznościach przyrody znajdują ukojenie nerwy i potem o wiele lepiej się śpi. Polecam, gdy tylko czas Wam na to pozwoli 😉

Sierpień

Kilka niepozornych rozwianych chmur stworzyło wieczorem fajny ciepły klimat. Takie właśnie kolory kojarzą mi się z końcówką sierpnia. Ciepłe, żółte chmury, ciemna zieleń na drzewach, ścierniska i wyschnięte łąki. Zapach ziemi z zaoranych pól. Wiatr jeszcze lekko wieje, ale na noc ustanie całkowicie. Świerszcze pobrzękują leniwie, od czasu do czasu zaświergoli ptak. W oddali słychać „szczekanie” kozła sarny. Ani trochę nie będę się spieszył do domu. Półmrok trwa jeszcze dość długo po zachodzie. Nie zabłądzę, znam tu każdy zakamarek.

Nie do zapomnienia

Nade mną chmury, a kilkadziesięt kilometrów na wschód czyste niebo. To mogło oznaczać tylko jedno – na koniec dnia, kiedy słońce wyglądnie spod tej chmury, będą cudowne warunki do fotografowania. Intuicja nie zawiodła i choć trwało to wszystko raptem 30 minut, to było to najpiękniejsze pół godziny w tym dniu.

Trafiłem na sielski widok prac polowych w pobliżu urokliwie położonej kapliczki. Kwitnąca nawłoć i pola zostały przepięknie oświetlone słońcem i światłem odbitym od chmur. Widok nie do zapomnienia.

Lewitacja

Słońce zniknęło za horyzontem chwilę temu. Miałem za sobą kilka kilometrów pośpiesznego marszu i fotografowania w międzyczasie. Chciałem wykorzystać piękny zachód słońca na maksa i zrobić jak najwięcej różnych ujęć. Byłem przekoanany, że to koniec spektaklu. Jednak jak przed chwilą chmury przestały być żółto złote, tak teraz zaczęły przybierać kolor purpury.

Musiałem przebiec jeszcze kilkaset metrów, aby uwiecznić ten cudowny widok w pobliskiej dolince z samotnie rosnącą wierzbą. Wydawało mi się, że nie biegnę, a lewituję kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią. Jedynie rozstawianie statywu utwierdzało mnie, że jednak stąpam po ziemi. Odcienie zmianiały się z minuty na minutę. Purpura świeciła może cztery, może pięć minut. Kiedy ocknąłem się z fotograficznego letargu byłem już pod samym drzewem, a niebo zrobiło się szare.

Szybko minęło

Jak to szybko minęło. Dopiero wszystko zaczynało się zielenić, kwitły drzewa owocowe, później rzepak, złote zboża. Teraz jest już po żniwach. Pola pustoszeją, zaorywane są ścierniska. Z jednej strony może smutno, ale z drugiej przecież każda pora roku ma coś, co może się w niej podobać. A najważniejsze, że o każdej porze roku możliwe są tak cudowne zachody słońca, jaki miałem okazję podziwiać w ubiegły wtorek.

Pierwszy leszy

Jak to dobrze mieć ten odruch, że jadąc gdzieś samochodem wrzuci się na tylne siedzenie torbę z aparatem. U mnie ten odruch nie jest do końca wyrobiony, ale tego popołudnia na szczęście tak zrobiłem. I dobrze, bo wracając do domu widziałem, że zachód może być ciekawy. Zatrzymałem się na pierwszym lepszym kawałku pola i uwieczniłem fajne kolorki nieba i żółto czerwoną kulkę tuż nad horyzontem.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI SĘDZISZÓW MAŁOPOLSKI

Najpiękniejsze

Złociste sierpniowe barwy. Nie do podrobienia. I po raz kolejny mój ulubiony temat. Ale musicie mi to wybaczyć. Nie jeżdżę po znanych i tłumnie odwiedzanych miejscach w Polsce, ani tym bardziej na świecie. Fotografuję na „własnym podwórku”. To, co dzieje się blisko. A jedyne, czego szukam i w czym wybrzdzam, to światło. Musi być to najpiękniejsze. I takie tutaj udało mi się złapać.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI GÓRA ROPCZYCKA

Sielskie życie Krasuli

Czy taka Krasula jedna z drugą nie mają sielskiego życia? Najfajniej to pewnie mają latem. Całe dnie na świezym powietrzu, odświtu do nocy. Trawy pod dostatkiem i tylko wścibskie gzy mącą ich spokój.

W zimie taka krowa dostanie paszę prosto do żłobu. Raz do roku urodzi małego cielaka. Nie musi się o nic martwić, bo nawet jeśli zdrowie szwankuje, to może być pewna, że zostanie sprowadzony weterynarz.

Podczas piątkowej przejażdżki rowerowej zwróciłem uwagę na parę pasących się krów w cudownym wieczornym świetle. Pewnie pochłonięte przeżuwaniem nie zwracały nawet uwagi na te piękne okoliczności przyrody. Jak pisałem wyżej, tylko gryzące gzyzakłócały ich sielankę.