Udany powrót

Stałem zauroczony widowiskiem i tylko przestawiałem statyw w prawo i w lewo, bo nie wiedziałem, który kadr będzie najkorzystniejszy. W końcu wrzucam wszystkie zdjęcia, bo nie jestem w stanie wybrać jednego.

A na fotografiach któryś ze styczniowych zachodów słońca. Pamiętam, że wracałem z udanego fotografowania zachodzącego za Tatrami słońca i na powrocie zobaczywszy co się dzieje, zatrzymałem się w te pędy, aby uwiecznić te niecodzienne kolory nieba.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI ZAGORZYCE WIECZÓR ZMROK

Zwycięstwo nad błotem

Prawie bezchmurne niebo zniechęcało do wyjścia wieczorem w teren. Zdecydowałem się w ostatniej chwili, i na wyjazd i na konkretną miejscówkę. Na miejscu same przeszkody – najpierw pan z koparką – musiałem zawracać, żeby przestawić auto. Potem zapomniałem statywu i na koniec to błoto prawie niemożliwe do pokonania.

Udało się dotrzeć w ostatniej chwili na najpiękniejsze światło. Światło, które wręcz oślepiało, padając prosto w oczy i w obiektyw. Ślizgające się nogi i chlupocząca z kałuż woda za wszelką cenę próbowały mnie opóźnić, ale zwyciężyłem 🙂

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI ZAGORZYCE KAPLICZKA KAŁUŻA WIECZÓR SŁOŃCE DROGA

Niepostrzeżenie

W drugi dzień świąt po południu niespodziewanie się rozpogodziło. Tak coś czułem i wziąłem ze sobą sprzęt jadąc w odwiedziny do rodziny. Niepostrzerzenie wyrwałem się na chwilę, aby sprawdzić co dzieje się na wieczornym niebie. Wiał niesamowicie zimny i mocny wiatr, ale to była szybka akcja. Musiałem tylko chwilkę poczekać na te chmury, bo dosłownie pięć minut wczesniej niebo było czyściutkie.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI PODLASEK ZACHÓD SŁOŃCA RESZTKI ŚNIEGU ZIMA

Elementy ruchome

Zakupy? Przejażdżka? Trening? Nie wiem, ale na sam widok tego pana zrobiło mi się zimno. Jak lubię jeździć na rowerze, to z zasady nie ruszam się z domu jak jest poniżej 6°C, a jak wieje wiatr, to ani tyle. W rezultacie od listopada do marca wsiadam tylko na rowerek stacjonarny.

Kiedy jednak zobaczyłem rowerzystę jadącego odległą drogą, już wiedziałem w którym dokładnie miejscu chcę go uchwycić. Oczyma wyobraźni widziałem tę kompozycję – ostatnie promienie słońca, które ledwo przeciskało się przez chmury i oświetlony kolarz pomiędzy dwoma bliźniaczymi drzewkami. Lubię, jak ruchome elementy fajnie mi się ukłądają w kadrze 😉

Zawsze to samo

Co z tego że zimno, co z tego że może czasami plucha i wieje. Jeśli wychodzę w plener, a niebo dosłownie rozstępuje się na ostatnie chwile dnia, to zapomina się o tych drobnych pogodowych niedogodnościach. Łapie się i chłonie tę krótką chwilę. Nie są mi potrzebne jakieś spektakularne miejscówki. Wystarczą zwykłe wiejskie, okoliczne widoki.

Na paręnaście minut czas zwalnia, piętnaście minut wydłuża się do niezmierzalnego odcinka czasu. Kiedy się ocknę, będzie już po wszystkim. Pozbieram zabawki i wrócę do domu. A tam kolejna uczta – przeglądanie i postproducja tego co udało się uwiecznić. I tak za każdym razem. Myślę, że to nigdy mi sie nie znudzi.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI SIELEC DRZEWO KRZYŻ WIECZÓR ZACHÓD SŁOŃCA

Mgła i kapliczka

Jak dobrze, że tego ranka wybrałem się na zdjęcia. Kilka dni temu mieliśmy tu w okolicy piękny początek dnia. Kiedy już zniknęły kolory wschodu słońca, świetne warunki nadal trwały, a to za sprawą zalegających mgieł i cudownie miękkiejgo światła. Jedno z miejsc w jakie trafiłem to wzgórze w Pstrągowej z widokiem na dolinę i przeciwległe wzgórze z urokliwą kapliczką pośród pól.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT STRZYŻOWSKI PSTRĄGOWA KAPLICZKA MIĘDZY DRZEWAMI MGŁA PORANEK WSCHÓD SŁOŃCA

Chmury skołatane

To chyba najbardziej urokliwe miejsce w całym moim powiecie. A na pewno w mojej wiosce. Znam to miejsce na wylot i wykonałem tam chyba wszystkie możliwe kadry. Jednak ciągle tam wracam, bo tak naprawdę nie sa dla mnie istotne nowe miejsca i kadry, ale abym się dobrze czuł podczas fotografowania. o miejsce ma niepowtarzalny klimat i tam czuję się jak u siebie na podwórku.

Poszedłem tam we wtorkowy wieczór i na dzień dobry (a raczej na dobry wieczór) zrobiłem poniższe trzy kadry. Światło było tak niesamowite, że kolory aż raziły w oczy, jednocześnie będąc mocno stonowane, oświetlone cudownie zblendowanym światłem zachodzącego słońca odbijającym się od skołatanych chmur.

Nauczka

Hm… jak to możliwe, że chwilkę wcześniej nie widziałem ani obłoczka na niebie. To oczywiście magia zachodu słońca. Te najwyższe delikatne obłoczki mogą być podświetlone kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt minut po zajściu słońca. Tak też było i tym razem.

Już zbierałem zabawki i zacząłem wracać ze smutną miną do samochodu, kiedy niebo zaczęło się robić pomarańczowe, a potem wręcz czerwone. Natura już tyle razy mnie uczyła, żeby nie odpuszczać i zawsze czekać do ostatniej chwili…

Cierpliwe oczekiwanie

Jesienne kolory drzew w połączeniu z cudownym zachodem słońca. Mój ulubiony układ chmur, czyli większość nieba w chmurach, a nad samym horyzontem luka, sprawił ten niesamowity klimat wieczoru.

Tylko dlaczego to wszystko trwa tak krótko? Ale z drugiej strony, gdyby tak było cały dzień, czy nawet przez kilka godzin, to szybko byśmy do tego przywykli. Wyczekiwanie na wspaniałe warunki, cudowne wschody i zachody, to jest to co mnie kręci w fotografii. Jestem cieprliwy, i wiem, że wcześniej czy później znajdę się w odpowiednim miejscu i czasie. A nawet jeśli coś przegapię, to natura powtórzy to za jakiś czas.