Zima, czy jesień? A może lato lub wiosna. Jeśli nie zapomnę, to dorobię również pozostałe pory roku. Tymczasem porównanie w tym samym kadrze zdjęć zrobionych 21 stycznia i 25 października ubiegłego roku.

Zima, czy jesień? A może lato lub wiosna. Jeśli nie zapomnę, to dorobię również pozostałe pory roku. Tymczasem porównanie w tym samym kadrze zdjęć zrobionych 21 stycznia i 25 października ubiegłego roku.

W styczniu był i śnieg, ale były i względnie ciepłe dni. I to takie z czyściutkim niebem. Przyznam się, że nigdy wcześniej nie wsiadałem na rower, kiedy na zewnątrz było mniej niż 8 – 10 ° C. W tym miesiącu pogoda wręcz zmuszała do jakiejkolwiek aktywności na świezym powietrzu.
Stwierdziłem, że jazda w temperaturach bliskich zera stopni, to tylko kwestia ubrania kilku dodatkowych warstw ubrania, a wcześnie zapadająca ciemność, to tylko kwestia odpowiedniego oświetlenia. Tym sposobem znalazłem zajęcie na długie zimowe wieczory. Udało się kilkanaście razy pojechać na przejażdżki, a na liczniku wpadło pięćset kilometrów.
Poniższe zdjęcia powstały podczas jednej z wycieczek. Wyjeżdżałem jak już zmierzchało, a bezchmurne niebo zapowiadało, że za kilkadziesiąt minut będe jeździł pod rozgwieżdżonym niebem. Nowe i fajne doświadczenie.



Optymistyczne zdjęcie, czyż nie? Jakby z lekka wiosenne. A zrobione było czternastego stycznia. Osiem stopni i niebiesiutkie niebo. I tylko ten jeden obłok wiszący nad zalaną słońcem okolicą. Ciężko uwierzyć i ciężko było pogodnić się z myślą, że to jednak zima. Że na wiosnę przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.

W weekend napadało go sporo. I od razu zaczął się topić. U mnie jeszcze go sporo zostało, a nawet którejś nocy dosypało. Jedni się cieszą, inni niespecjalnie. Ja lubię i to bardzo śnieg świeżo napadany. Ale tylko dlatego, że lubię go fotografować, kiedy jest jeszcze bielutki i nie popsuty śladami zwierząt i ludzi. Później może się już topić.
Na zdjęciach pokazywany już tutaj sobotni poranek, tuż po zakończeniu opadów. Poza nielicznymi śladami zwierzyny to moje były te pierwsze 😉 Miękki i lekki, jakbym chodził po pierzu, a nie po sniegu.




Miało być kolorowe niebo. No bo jak wieje z południa, to takie często bywa. Niestety chmury się rozeszły. Mimo to fajnie zawinięta wstęga drogi oświetlona resztką zachodzącego słońca wyszła nienajgorzej. Miejscówka zauważona podczas jednej ze styczniowych wypraw rowerowych. Wróciłem tam raz, ale z pewnością zawitam tam jeszcze przy sprzyjających okolicznościach przyrody.

To było kilka dni przed opadami śniegu. Cichy i spokojny, bezwietrzny wieczór. Przemieszczałem się z miejsca na miejsce i przypadkiem zauważyłem tę scenę. Zachodząca kulka słońca i pod nią ciągnący się żółty, oświetlony wspomnianym słońcem, strumyk.
Jedna ulotna chwila. Jedna szansa na kilkadziesiąt. Czasami moje kadry są wypatrzone wcześniej i wyczekane, czasami to zupełny spontan w pośpiechu i chaosie. Aby uwiecznić tę krótką chwilkę. Chwilkę, której nikt poza mną nie zauważy, nie zwróci na nią uwagi.

Spieszmy się podziwiać te białe krajobrazy, bo lada chwila mogą się roztopić. Póki co wygląda to ładnie i wracam do sobotniego spaceru po świeżutkim śniegu. Nawet „papierowe” niebo nie zepsuło mi radości obcowania z tym białym puchem pokrywającym wszystko bez wyjątku.




Czy ja we wczorajszym wpisie coś pisałem, żeby śnieg poleżał jak najkrócej? Wystarczyło, że dosypało świeżego puchu i chwilowo zmieniłem zdanie 🙂 Zwłaszcza po wczorajszym porannym spacerze.
Wyszedłem z domu równo ze wschodem słońca. Wschodem, którego oczywiście nie było widać zza gęstej warstwy chmur. Jeszcze prószyły resztki śniegu, więc mogłem być pewien, że moje ślady będą pierwsze. To oczywiste, że nikt inny przy zdrowych zmysłach nie wstaje o świcie i nie brnie po kolana w śniegu po polach.
Widoki mimo braku światła, były przepiękne. Względne ciepło, bezwietrznie i te oblepione drzewa. Coś wspaniałego na początek weekendu 😉





FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI ZAGORZYCE ZIMA ŚNIEG MRÓZ PORANEK
Ciekawe ile tym razem poleży śnieg. Tydzień? Dwa? Może miesiąc. Ja tam wolałbym jak najkrócej, bo zachęcony ostatnimi trzema bezśnieżnymi i ciepłymi tygodniami, już zaczynam tęsknić za rowerem 😉
Tymczasem załączam obrazek z pierwszego tej zimy śniegu, kiedy to trafiłem na położone w pobliżu lasu niedokończone, jeśli chodzi o zbieranie plonów, pole kukurydzy.


Jak zima jest z dodatnimi temperaturami, to musi być błotko. A jak jest błotko, to są i kałuże. A jak są kałuże, to fajnie odbija się w nich niebo. A jak niebo jest kolorowe, to i kałuże stają się kolorowe. Więc możecie myśleć o mnie co chcecie, ale ja tam lubię kałuże 🙂
