Woalka z mgły

Czy ktoś o zdrowych zmysłach wstaje w niedzielę, dzień wolny o czwartej rano? No chyba tylko ci, co cierpią na bezsenność. Nie! Również rowerzyści i fotografowie. Właśnie dla takich widoków jak poniżej.

Po sobotniej porażce pogodowej, niedzielny poranek przyniósł przepiękne widoki w postaci urokliwych mgiełek. Podmokłe łąki i stawy zostały przyozdobione cieniutką woalką mgły. A słońce i chmury pokolorowały ja na sobie tylko znane kolory.

Esploracja oddalona

Niedzielny poranek. Nie robiłem planów na rano, ale sam z siebie obudziłem się po czwartej. Odwróciłem na drugi bok i… już nie usnąłem. To musiał być znak. Wsadziłem rower na samochód i podjechałem kawałek od domu, aby aksplorować coraz to nowe tereny.

Tu na dzień dobry trafił mi się taki cudowny widok. Stawy po żwirowni przykryte warstewką mgły, a na niebie to samo co w wodzie. Niezapomniany widok i motywujący do dalszego poszukiwania piękna natury.

Foty bajkowe

Było zachmurzone. Jeździłem sobie po lesie, a aparat podskakiwał w sakwie. Wtem nad konarami drzew pojawiło się niskie słońce. Aby wyjechać z lasu musiałem pokonać jeszcze dobrych kilka kilometrów. Akurat tuż za lasem była żwirownia, gdzie fajnie byłoby mieć zdjęcia z zachodu.

Wytężyłem łydkę i wpadłem nad wodę w ostatniej chwili. Słońce już chowało się z powrotem za chmury, bo jak się okazało to była tylko niewielka szparka w niebie. Zziajany, podekscytowany tym niesamowitym widkiem, trząsącymi sie rękoma ustawiłem aparat i oto mamy te kilka bajkowych fot.

Kontemplacja na bezdrożach

Piątek. Po południu było co prawda sporo chmur wysokiego piętra, ale tak naprawdę to nie zawsze zwiastują one kolorowy zachód słońca. Jechałem na rower, więc wziąłem ze sobą na wszelki wypadek aparat. Po kilku kilometrach, im bliżej słońce miało do horyzontu, niebo zaczęło przybierać coraz to piekniejsze barwy.

Jednak najpiękniej miało być dopiero po zachodzie. To wtedy niebo dosłownie zapłonęło czerwienią i pomarańczem. W te pędy zjechałem na jakowąś polną drogę, z dala od zabudowań, aby to tam kontemplować ten oszałamiający widok.

Aparat otworzył mi oczy

Nie wiem, jak to możliwe, że wcześniej kiedy byłem sporo młodszy w ogóle nie zwracałem uwagi na niebo o wschodzie czy zachodzie słońca. Tyle straconych lat, tyle przegapionych widoków…

No, może nie do końca tak jest. Wtedy miałem inne zainteresowania, a te czasem się zmianiają. Zmienia się podejście do życia, a w moim przypadku zakup aparatu fotograficznego wiele lat temu otworzył mi oczy. Najpierw na świat makro, a po jakimś czasie na krajobraz mojej najbliższej okolicy oraz na to co dzieje się na niebie rano, wieczorem, podczas burz i dynamicznej pogody.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI CZARNA SĘDZISZOWSKA ŻWIROWNIA PORANEK ŚWIT WSCHÓD SŁOŃCA CZERWONE KOLORY NA NIEBIE

Jak z filmu science fiction

Do wschodu słońca jest jeszcze sporo czasu. Ja z dopiero jednym otwartym okiem na wpół śpiący dojeżdżam na miejscówkę. Mam do przejścia jeszcze kilkaset metrów. Co raz zerkam na wschodnie niebo. Tam od jakiegoś czasu widać nad horyzontem niewielką lukę w chmurach.

Kolory są obłędne, a wiem że dopiero matryca aparatu podczas długiego naświetlania (bo jest przecież jeszcze prawie całkiem ciemno) wychwyci to najpiękniejsze światło. Wręcz nierzeczywiste. Jak filtr nałożony na film science fiction. Ale to się dzieje naprawdę. Wystarczy ustawić aparat i czekać, co pojawi się na wyświetlaczu.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI BORECZEK BAGNO

Matryca płonęła

To zdjęcie jest z niedzieli, ale musiało trochę ostygnąć. Poranek był tak ognisty, że matryca aparatu prawie płonęła. Nie wspominając o monitorze komputera.

Można się było spodziewać takich warunków, bo nade mną była chmurka, a tylko nad horyzontem wąski pasek czystego nieba, ale nigdy do końca nic nie wiadomo. Czekałem jednak czujnie na stanowisku do ostatniej chwili i dobrze, bo przedstawienie trwało nie dłużej niż kilka minut. Pozostałe zdjęcia oczywiście wkrótce.

Żwirownia w Czarnej Sędziszowskiej

Dużo pór roku

Kto czekał, to w końcu ma – zimę z prawdziwego zdarzenia. Jest sporo śniegu i jest mróz. Może na razie mały, ale będzie większy. Korzystam oczywiście z tych cudownych okoliczności, jakie nam zafundowała natura i uwieczniam, bo jak wiadomo zimy coraz łagodniejsze i nie wiadomo kiedy znów ten śnieg będzie.

Pewnie, że wolałbym ciepełko, ale każda pora roku ma coś w sobie. Nie ma u nas nudy w pogodzie, co chwilę inna aura i wiadomo, że każdemu nie dogodzi. Nasz klimat to tak naprawdę raj dla fotografów, bo gdzie indziej jest tyle różnorodbych pór roku, co u nas 🙂 Nieraz jesienią zima i na odwrót. Niby już wiosna, a tu z nienacka śnieg. A bywa, że lato, a temperatury jesienne.

Zdjęcia archiwalne

Kolejne drzewo, które nie wiedzieć czemu zostało ścięte. Było fajną ozdobą pobliskiego zalewu. Nikomu nie przeszkadzało a dodawało uroku i klimatu temu miejscu. Każdy z okolicy, kto fotografuje musiał je znać i nie raz uwieczniać na swoich zdjęciach.

Ja sam co prada rzadko tam bywałem, ale kiedy zobaczyłem, że już go nie ma przypomniałem sobie o niepublikowanych zdjęciach z grudnia 2020 roku. Teraz są to już zdjęcia archiwalne, przedstawiające coś, czego już nie ma 😦

Tylko ja

To było kilka dni przed opadami śniegu. Cichy i spokojny, bezwietrzny wieczór. Przemieszczałem się z miejsca na miejsce i przypadkiem zauważyłem tę scenę. Zachodząca kulka słońca i pod nią ciągnący się żółty, oświetlony wspomnianym słońcem, strumyk.

Jedna ulotna chwila. Jedna szansa na kilkadziesiąt. Czasami moje kadry są wypatrzone wcześniej i wyczekane, czasami to zupełny spontan w pośpiechu i chaosie. Aby uwiecznić tę krótką chwilkę. Chwilkę, której nikt poza mną nie zauważy, nie zwróci na nią uwagi.