To było jeszcze przed świtem. Chmurki na niebie dopiero nieśmiało zaczynały nabierać bladych, pastelowych kolorów, a wysoko nad horyzontem wciąż świecił księżyc, który był niedługo po pełni. Wspinałem się rowerem na jedną z górek Pogórza Strzyżowskiego, aby wschód słońca podziwiać ze swojej ulubionej miejscówki.
Po drodze jednak moją uwagę przykuły dwa przydrożne krzyże i jedna kapliczka. W tych delikatnych kolorach przedświtu wyglądały zupełnie inaczej niż w środku dnia. Trochę tajemniczo, trochę nostalgicznie, a przede wszystkim tak, że nie sposób było przejechać tak o…



