W ramach rehabilitacji nieustannie eksploruję okolice Polańczyka nad Jeziorem Solińskim. Tym razem udałem się na pobliskie wzgórze Kabajka i Horb, skąd rozciągają się widoki na jezioro, wieś Polańczyk i odległe o kilkadziesiąt kilometrów połoniny Bieszczadów.
FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT LESKI FOTOGRAF KRAJOBRAZU POLAŃCZYK JEZIORO SOLIŃSKIE KABAJKA HORB
Jak zauważyłem parujące po deszczu lasy to nad jeziorem normalka. Nie mam nic przeciwko takim widokom, jednak deszcz przez dwa popołudnia z rzędu to już za dużo jak na moją cierpliwość…
FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT LESKI FOTOGRAF KRAJOBRAZU POLAŃCZYK JEZIORO SOLIŃSKIE
Wczoraj udało mi się uchwycić rozwijającą się komórkę burzową nad Zalewem Solińskim. Miałem straszną ochotę czekać na dalszy rozwój wypadków na swojej tutejszej górce, ale bałem się, że zmoknę i zwiałem.
Natomiast wieczorem pojawiły się mgły.
FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT LESKI FOTOGRAF KRAJOBRAZU POLAŃCZYK JEZIORO SOLIŃSKIE BURZA NAD ZALEWEM SOLIŃSKIM ŁOWCA BURZ
Po małej zajawce zamieszczam następne fotki z okolicy Polańczyka. Jak ich nie pokażę teraz, to później pójdą w zapomnienie. Popołudnia staram się spędzać na niedługich spacerach po okolicy. Wczoraj wybrałem się na mający dziwną nazwę półwysep „Cypel Ciotki”. Z Polańczyka prowadzi tam urokliwy czerwony szlak w stronę Soliny. Po przejściu około dwóch kilometrów od przystanku autobusowego w Polańczyku należy zboczyć w prawo i iść około kilometra w stronę wschodnią, aż dotrze się do brzegu skąd widać półwysep Polańczyka oraz zaporę w Solinie.
Jak już pojedzie się fotografować zachód słońca, zawsze należy czekać do ostatniej chwili. Kiedy słońce zaszło za chmurę znajdującą się tuż nad horyzontem, zebrałem manele i udałem się do domu. Nie zdążyłem ujechać kilometra, kiedy moim, oczom ukazał się taki widok…
O tak wczesnej porze jeszcze nigdy nie udało mi się zerwać z łóżka… no może ze dwa razy, ale to trochę później. I wcale nie w celu robienia zdjęć, a na przejażdżkę rowerową. Aparatu nigdy ze sobą nie biorę, a tym razem okoliczności przyrody były tak niecodzienne, że tego żałowałem. Pozostało robienie zdjęć smartfonem.
Było już ponad godzinę po wschodzie, kiedy po raz pierwszy pokazało się słońce i to od razu rozświetliło niebo promieniami.
Później zacząłem natykać się na niskie mgiełki na łąkach.
Kiedy przejeżdżałem koło niewielkiego zalewu, słońce akurat pokazało się w całej swojej krasie.
Kolejne mgły w duecie ze słonecznymi laserami.
Po jakimś czasie zaczęło w oddali grzmieć. Moim oczom ukazała się niewielka chmura burzowa.
Kiedy zobaczyłem, że w oddali pada już deszcz, to tylko myślałem o tym, aby jak najszybciej wrócić.
FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAF KRAJOBRAZU