Kolejne małe stworzonka, które nawinęły mi się przed obiektyw. Szczególnie polubiłem jegomościa z pierwszego zdjęcia, który koniecznie chciał wyskoczyć mi na dłoń, kiedy próbowałem przytrzymać do zdjęcia trawę, na której siedział. No cóż, nie broniłem się, choć lekka obawa przed pogryzieniem była. To jednak, jak się okazało, nie były jego smaki.
Na kolejnej, drugiej fotce scena jest nieco drastyczna, ale uwierzcie mi, dużo gorzej wyglądało to na żywo. Ze złapanego nieszczęśnika dosłownie leciały wióry. A konkretnie skrzydła i nóżki. Widocznie osa nie przepada za takimi „smakołykami” i wybiera tylko to, co najbardziej wartościowe.
Na ostatnim zdjęciu jest mucha. Ale nie taka pospolita. To z pewnością jakaś szlachcianka, a może nawet hrabina. Wnioskuję po tych hipnotyzujących oczach i gracji, którą okazywała, stąpając po liściu.



