Nie usiedzę

Weekend był u mnie deszczowy. Ale po tym jak całą sobotę przesiedziałem w domu, w niedzielę stwierdziłem, że dłużej nie dam rady usiedzieć na dupie i wybywam do lasu. Ubrałem się tak, aby w razie deszczu nie przemoknąć do suchej nitki i dobrze, bo podczas trzygodzinnego spaceru na przemian padał deszcz i przebijało się słońce.

Najlepszy dowodem, że nawet poczas takiej aury warto wyjść w plener, niech będą poniższe zdjęcia, bo kiedy się przejaśniało, światło było tak cudowne, że fotki same się robiły. Byłem tak zaaferowany klimatem, że oddaliłem się w nieznane zakątki lasu i w pewnej chwili nie wiedziałem co dalej, a w telefonie nie było zasiągu aby obadać gdzie jestem.

Jak widać w lasach robi się już miejscami jesiennie. Dość wcześnie w tym roku, pewnie ze względu na suche lato. Trzeba się spieszyć ze spacerami, żeby nie przegapić tej najbardziej kolorowej pory roku.

Miedza pomogła

Te same miejsca odwiedzam kilka, kilkanaście, a nawet po kilkadziesiąt razy. Wychodząc często w plener nie ma innej możliwości. Nie zależy mi na oryginalnych kadrach, a na fotografowaniu za każdym razem w innym świetle. A światło potrafi kadry zmieniać nie do poznania.

Akacje pokazywałem już chyba ze sto razy, a będąc tam ostatnio chciałem je uchwycić z jak najdalsza z zachodzącym za nimi słońcem. Na miejscu postanowiłem wykorzystać pozostałe na miedzy wysokie trawy jako sztafaż do mojego kadru. Złota godzina i złote kolory. Niepowtarzalny klimat tych kilkunastu ostatnich minut przed zachodem.

W zasięgu ręki

Udało się. Tym razem porzuciłem rower na rzecz pieszej wycieczki wieczorową porą. Nie musiałem się spieszyć, martwić, że nie zdążę wrócić przez zmrokiem że zmarznę, albo jeszcze coś innego. Mogłem oddać się tylko i wyłącznie fotografowaniu i obcowaniu sam na sam z przyrodą.

Celem wyprawy było fotografowanie wschodzącego Księżyca, ale o tym w weekend. Dziś pokażę Wam trzy zupełnie zwyczajne kadry, z moich najbliższych okolic. Kadry udowadniające, że piękna wcale nie trzeba szukać w znanych i obleganych przez turystów miejscach, ale wystarczy wyjść z domu, czy wyjechać kawałek za miasto i okaże się, że cudowne okoliczności przyrody mamy dosłownie w zasięgu ręki.

Rezerwat Zabłocie tylko z nazwy

Dziwna sprawa – rezerwat (mowa o rezerwacie Zabłocie), a w jego centrum prywatne stawy. Takie rzeczy tylko w Polsce. Dookoła stawów przez cały dzień (nie wiem jak w nocy) krąży samochód z „ochroną”, która przebędza każdego, kto choćby wychyli kawałek nosa z lasu.

Nie ma gadania, nie ma zmiłuj się. „Ochrona” wozi ze sobą (chyba) petardy, które nader często odpala, aby płoszyć ptaki, które mogłyby nie daj Boże złapać im jakąs rybę z tych stawów. Huku boi się również inna zwierzyna, tak że ów rezerwat jest tylko z nazwy.

Nie ma w nim dzikiej zwierzyny ani ptaków. Wolą się trzymać z daleka od tego niepewnego miejsca. To wszystko mówię z własnego doświadczenia, nie z opowieści, a poniższe zdjęcia zrobiłem jeszcze zanim dowiedziałem się o panujących tam „zasadach” i zanim zostałem przepędzony przez „ochronę”.

Spokojnie i cicho

Człowiek czeka na mgisty poranek. Najlepiej żeby to wydarzyło się w weekend, kiedy ma czas na fotografowanie i żeby mgła nie była za bardzo gęsta. Tak, aby wstającemu słońcu udało się przez nią przedrzeć.

Tego ranka owszem była mgła, ale gęsta i nie ustąpiła do godzin południowych. Ja oczywiście aż do tego czasu nie czekałem na słońce, ale jeszcze przez wschodem uwieczniłem ten mroczny klimat i kolory wręcz nierealne, ale tak właśnie to wyglądało. Niby ponuro, ale z drugiej strony klimatycznie. Spokojnie i cicho.

Może uda się wrócić

Najlepszy aparat to taki, który ma się przy sobie. Po raz kolejny przekonałem się o tym wczoraj.

Kiedy rano po siódmej wyjeżdżałem na wyprawę rowerową było zimno (10 °C), wiał mocny wiatr (oczywiście w twarz), a niebo było zachmurzone. I tak przez kolejne godziny. Kiedy jednak dotarłem na miejsce, które miałem w planie (farma wiatrowa Wysoka – Sonina), to po pierwsze trafiłem na to cudowne pole słoneczników, a po drugie chmury na dosłownie kilka minut pozwoliły zaświecić słońcu.

Udało się zrobić te kilka malowniczych kadrów, a ta krótka chwila pozostanie na długo w mojej pamięci. To było najbardziej owocne 160 km rowerem w tym sezonie 🙂 A może uda się tam jeszcze wrócić gdyby pogoda dopisywała….

Bajkowy świat

Nie spieszyłem się z wyjściem w teren. Moim celem był pokazywany tu kilka dni temu zachodzący rogalik księżyca. Było już po zachodzie słońca, kiedy znalazłem się na wzgózu z rozległym widokiem. Moim oczom ukazał się niezwykły spektakl na niebie. Resztki chmur i kolorowa łuna nad zachodnim horyzontem.

Książkowy przykład światła tak zwanej niebieskiej godziny. Zdjęcia może nie do końca to oddają, ale ten dziwny, chłodny blask odbitego od nieboskłonu światła sprawiał, że poczułem się jak w innym bajkowym świecie.

Senność szybko mija

To może być dylamat – przychodzi weekend i jest to czas, kiedy można odespać cały tydzień. Ale zapewniam, najgorsze jest pierwsze pół godziny po opuszczeniu łóżka. Kiedy znajdziemy się już w plenerze, lesie, łące, polach, kiedy robi się powoli coraz jaśniej i świat dosłownie zmienia się z minuty na minutę, senność mija i zapominamy o wszystkim innym. Najpiękniejszy czas na odkrywanie niesamowitych miejsc w swojej okolicy.

Po godzinie spaceru, może nawet po dwóch senność może wrócić, ale to całkiem normalne. Wracamy więc do łóżka i dopiero wtedy się dobrze śpi. Sam to czasami praktykuję, choć kiedy wracam to raczej szkoda mi dnia i albo siadam do przeglądania zdjęć, albo zajmuję się czymś innym 😉

Obłok czy słońce

Słońce już chyli się ku zachodowi za jednym z okolicznych wzgórz. Spaceruję opodal klasztoru w Kalwarii Pacłąwskiej. Na łące leży stara kłoda drzewa. W jakim celu… nie mam pojęcia. Może do ozdoby, może jeszcze ktoś coś z niej zrobi, zanim całkiem spróchnieje. Za nią rozległa łąka i bezkres pagórków Pogórza Przemyskiego. Na niebie obłok, który również podąża w stronę zachodu. Stoję i czekam kto wygra – on czy słońce.

Jarzębina na koniec lata

Ostatni dzień wakacji żegnamy drzewkiem jarzębiny rosnącym samotnie na miedzy w szczerym polu na jednym z okoliczych pagórków. Co roku na przełomie sierpnia i wrzesnia wybieram się, aby go uwiecznić o mojej ulubionej porze dnia.

Jutro zaczyna się szkoła, wiele z nas wraca z urlopów, ale nie ma sie co przejmować, tylko być dobrej myśli, że ładna pogoda potrwa jeszcze co najmniej do listopada. Tym optymistycznym akcentem wejdźmy w meteorologiczną jesień 😉