Doznania wizualne

Dnia powoli ubywa. Mija już miesiąc od przesilenia letniego. Jedyne co mnie cieszy, to że wschód słońca jest coraz później. Piąta rano brzmi lepiej niż czwarta trzydzieści. A tylko rano możemy napotkać tak cudowne światło. I to nie ważne gdzie jesteśmy. W śrdoku lasu, w polach, na łące, czy na zwykłej asfaltowej drodze. Te kilkadziesiąt minut, czasami godzina i dłużej to z pewnością najpiekniejsze co może nas spotkać, jeśli chodzi o wizualne doznania.

Lubię upał

Dawno temuj, kiedy byłem nastolatkiem nie lubiałem upałów i lata. Okres od maja do sierpnia był najmniej ulubionym okresem w roku. Później na szczęście się to zmieniło, a aktualnie uwielbiam kilku, czy kilkunastodniowe upały zprostego powodu – mogę jeździć na wielogodzinne wyprawy rowerowe bez stresu o zmienną pogodę.

Ostatnio podczas bezchmurnego, upalnego wieczoru rzuciło mi się w oczy kilka poniższych kadrów.

Ulotne chwile

Aż ciężko w to uwierzyć, że dwadzieścia minut wcześniej padał ulewny deszcz, wiał wiatr i było prawie ciemno. Za to uwielbiam aurę, że potrafi zmienić się dosłownie z kwadransu na kwadrans. Jest ulewa, ale ja biorę pod uwagę, że po ulewie może przyjść całkiem przyjemna pogoda, pastelowy zachód słońca. To są niezwykle ulotne chwile. A ja tylko takie lubię uwieczniać na moich zdjęciach.

Zmora w lesie

Czy spacer po lesie w lipcu może być przyjemny? Odpowiedź jest jednoznaczna – jeśli nie ma bąków i gzów, to jak najbardziej tak. W niedzielny rzeźki i chłodny poranek, w ramach regeneracji po długiej trasie rowerowej postanowiłem pospacerować po lesie. Dopóki w pewnym miejscu nie dopadły mnie wspomniane „drapiezniki”, było fajnie. Ale i na to znalazłem sposób, zerwałem kawałek gałązki i nieustannie musiałem nią machać nią wokół siebie. Sposób dobry, ale ręka bolała.

Miałem odrobinę szczęścia, bo spotkałem sarenkę, która zechciała mi zapozować między drzewami, zanim zwiała w gęste leśne ostępy. Aaaa… później też odpuściły bąki, tylko wyszedłem na bardziej przewiewny las 😉

Obłoki lentikularne (Altocumulus lenticularis)

Kto wczoraj zerkał w niebo z pewnością zauważył dziwne, nietypowe chmury. To tzw. chmury soczewkowe lub lentikularne. Wyglądem mogą przypominać latające spodki. Jedne lepiej, inne gorzej uformowane.

Spędziłem wczoraj kilka godzin na rowerze i zamiast podziwiać okolicę gapiłem się co chwilę w niebo. Chmury ciągle się zmieniały. Jedne zanikały, inne powstawały i zmieniały kształty. Dla miłośnika chmur jak ja najwspanialszy spektakl pod niebem.

Obłoki lentikularne (Altocumulus lenticularis)
Obłoki lentikularne (Altocumulus lenticularis)
Obłoki lentikularne (Altocumulus lenticularis)
Obłoki lentikularne (Altocumulus lenticularis)

Nie do znudzenia

Każdy wieczór niesie ze sobą coś innego. Niby jeden do drugiego podobny, ale wcale tak nie jest. Spędzając często wieczory w plenerze zauważa się subtelne różnice. Światło jest za każdym razem nieco inne. Za każdym rozem ujęcia, nawet w tych samych miejscach różnią się od siebie. Zauważy się inny kadr, albo zrobi zdjęcie pod innym kątem do słońca i już mamy inną fotkę. To jest nie do znudzenia. Nigdy.

Chodzi lisek koło drogi…

Po południu wybrałem się na niezobowiązujący spacer po okolicznych polach Aparat na wszelki wypadek wisiał sobie na szyi i dobrze, bo jakieś 130 metrów ode mnie zauważyłem lisa, który oddawał się polowaniu. Od razu przed oczyma stanęły mi zdjęcia widziane w internecie, jak lis pobija sie do góry i atakuje na gryzonia i zamarzyło mi się takie same.

Odległość była znaczna, ale spróbowałem. Stałem tak z aparatem przy oku i faktycznie – lis wyskoczył w górę i zaatakował jakowegoś gryzonia. Choć kiepskiej jakości, ale udało się zrobić pamiątkowe zdjęcie. Potem spróbowałem podejść nieco bliżej, aby zrobić jeszcze kilka zdjęć, po czym wycofałem się. Nie chiałem przeszkadzać mu w polowaniu. Gdzieś w norze pewnie czekała gromadka małych lisków do wykarmienia.

Zwykłe miejsce

Nieraz bardzo niewiele trzeba, aby zrobić zdjęcie, które przykuwa uwagę. Niekoniecznie musi na nim być jakieś super niezwykłe popularne miejsce, gdzie spotkać można w gratisie tłumy turystów. Ja właśnie piękna uwielbiam szukać w zwykłych miejscach, gdzie mało kto bywa, gdzie inni nie widzą nic niezwykłego.

Na moich zdjęciach przeważają miejsca ogólnodostępne, ale nie zaznaczone w przewodnikach. Odkrywam je sam i to sprawia mi największą frajdę. Czasami spotykam nawet w tych odległych od cywilizacji miejscach innych podobnych do mnie wariatów. Którzy porzucają samochód i idą przed siebie polnymi ścieżkami, miedzami, przez lasy, czasem nieużytki.

Tatry z Zagorzyc | 13 07 2022

Kiedy ja je ostatnio od siebie widziałem? Już nawet nie pamiętam. Na pewno dobrych kilka miesięcy temu. Już nawet zapomniałem sprawdzać warunki pogodowe umożliwiające dalekie obserwacje Tatr. Na szczęście dostałem cynk od Kolegi, a byłem w okolicy punktu widokowego, więc podjechałem kawałeczek i oto one – Tatry w całym swoim majestacie.

Widok, który nie może się znudzić. Odległe o 140 kilometrów Tatry robią wrażenie w porównaniu z odległymi o zaledwie kilka kilometrów domami i cudownie podświetlonym ostatnimi promieniami słońca zbożem, które miałem tuż u stóp.

Tatry z Zagorzyc, 13.07.2022

Zjawisko pożądane

W końcu jakiś konkretny warun. Wczoraj wieczorem przechodziły u nas opady konwekcyjne, jedne za drugimi. Nawiasem mówiąc, ledwo udało mi się uciec przed deszczem z przejażdżki rowerowej. Dzięki zbliżającym się szybko opadom odkryłem w sobie ogromne pokłady energii do pedałowania :P.

Na pół godziny przed zachodem nadeszła kolejna fala z opadami. W nadziei, że pojawią się ciekawe warunki wyskoczyłem na pobliskie wzniesienie. I tam na minuty przed zachodem rozjaśniło się się na tyle, że słońce namalowało, może nie bardzo intensywną, ale wyczekiwaną miesiącami tęczę.

Padały jeszcze ostatnie krople deszczu, a ja zasuwałem miedzą zmoczony po tyłek, ale kto by o tym myślał w takiej chwili. Udało się uwiecznić to niby zwykłe i popularne, ale za każdym razem tak samo pożądane przeze mnie zjawisko.