Zrobił mi poranek

Sarny. Kiedy nie ma pogody, na niebie nimbo, one zawsze uratują sytuację. Jest sfotografowana sarna, wyjazd udany 😉 To taki nasz żarcik z kolegą, kiedy wymieniamy się wrażeniami po wyjazdach w plenery.

Tutaj jednak sarny przeszły same siebie dosłownie i w przenośni. No bo żeby aż takie fikołki prezentować przed obiektywem, to trzeba nie tylko chcieć, ale i umieć. Spisały sie na medal i zrobiły mi ten poranek 😉

Zmora w lesie

Czy spacer po lesie w lipcu może być przyjemny? Odpowiedź jest jednoznaczna – jeśli nie ma bąków i gzów, to jak najbardziej tak. W niedzielny rzeźki i chłodny poranek, w ramach regeneracji po długiej trasie rowerowej postanowiłem pospacerować po lesie. Dopóki w pewnym miejscu nie dopadły mnie wspomniane „drapiezniki”, było fajnie. Ale i na to znalazłem sposób, zerwałem kawałek gałązki i nieustannie musiałem nią machać nią wokół siebie. Sposób dobry, ale ręka bolała.

Miałem odrobinę szczęścia, bo spotkałem sarenkę, która zechciała mi zapozować między drzewami, zanim zwiała w gęste leśne ostępy. Aaaa… później też odpuściły bąki, tylko wyszedłem na bardziej przewiewny las 😉

Wrodzony instynkt

Zaczynają w końcu powoli kwitnąć rzepaki. Kiedy tu byłem jeszcze dosłownie dwa lub trzy dni wcześniej, nie było tak żółto. Nawet nie zwróciłem uwagi, że jest tu zasiany rzepak, a teraz… przychodzę, a tu taka niespodzianka. I to z miłym dodatkiem w postaci pasącej się sarny.

Sarenka wydawała się nie zwracać na mnie uwagi, kiedy cichutko się do niej skradałem. Podejrzewam, że po prostu była tak zajęta zajadaniem tych żółtych pyszności, że mnie nawet nie zauważyła. Bo gdy tylko podniosła głowę, miałem kilka sekund na zrobienie zdjęcia, zanim wrodzony instynkt kazał jej uciec na bezpieczną odległość.

Odstępy jednakowe

Fajnie fotki powstają również przypadkiem. Nie wszystkie mam zaplanowane i wyczekane. Jakiś czas temu pokazywałem zdjęcia halo słonecznego. To właśnie wtedy jadąc na plener zobaczyłem na szczycie wzniesienia stadko saren. Pomyślałem, że to może być całkiem niegłupi minimalistyczny kadr.

Poczekałem tylko chwilkę, aż ustawią się do zdjęcia w równych odstępach i tak powstało docelowe zdjęcie numer jeden, ale lubie wrzucać po kilka, więc sa jeszcze dwa dodatkowe 😉

„Globcio” i sarny

W sieci można znaleźć setki zdjęć Globemastera. Globcio startujący, Globcio lądujący, Globcio na płycie, Globcio z drugim Globciem, Globcio z Herkulesem, Globcio kołujący, itd,. itp. Ale ja nie mógłbym się do końca zadowolić zwykłym zdjęciem tego wojskowego samolotu.

W niedzielę będąc przejazdem w okolicy lotniska w Jasionce postanowiłem poczekać między innymi na przylatującego C-17. Na polu pod lotniskiem zauważyłem stadko saren. Nie zważając, że buty miałem „kościołowe” 🙂 pobiegłem w orankę, aby ustawić się tak, by złapać sarenki razem z Globemasterem. Miałem szczęście, że nie wystraszyły się ani mnie, ani podchodzącej do lądowania maszyny. Nie ma się co zresztą co dziwić, to dla nich pewnie codzienność. I lądujące samoloty i chłopy z lufami.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT RZESZOWSKI FOTOGRAFIA LOTNICZA JASIONKA C-17 GLOBEMASTER SARNY LĄDOWANIE

Sarna i bohater drugiego planu

Jest potencjał do modelingu. Ta figlarnie podniesiona nóżka i spojrzenie jak u rasowej modelki. Do tego ten bezruch przez kilka sekund, aby można było spokojnie zrobić zdjęcie.

Chwilkę wcześniej przestał padać deszcz i wyjrzało chylące się ku zachodowi słońce. Ja spacerowałem po jednej z polnych dróg. Wtem zobaczyłem małego ptaszka siedzącego na ździeble zboża. Spróbowałem podejść bliżej i wtedy ją zobaczyłem. Ptaszek uciekł (co widać na załączonym obrazku, gdzie występuje jako bohater drugiego planu), a sarna zastygła na kilka sekund w bezruchu w pozie, jakiej nie powstydziłaby się niejedna modelka 😉

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA PRZYRODNICZA PODKARPACIE NOCKOWA SARNA I BOHATER DRUGIEGO PLANU

Posiłek pod krzyżem

Po całodziennych opadach w końcu wyszło słońce, a na niebie ciężko było znaleźć choć jedną chmurkę. Idealnie na spacer, mimo błota i mokrej trawy. Stwierdziłem, że piękne wieczorne podeszczowe światło wynagrodzi mi te drobne niedogodności.

Owszem wynagrodziło, ale spotkaniem zajętych kolacją sarenek. Nic nie robiąc sobie z mojej obecności zajmowały się spożywaniem kolacji pod malowniczo położonym przydrożnym krzyżem. Kilkadziesiąt metrów dalej spacerował sobie bażant. Ten jednak był czujniejszy, bo gdy tylko pojawiłem się na horyzoncie prysnął w chaszcze.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA PRZYRODNICZA PODKARPACIE ZAGORZYCE SARNY PRZYDROŻNY KRZYŻ

Miłosne tete-a-tete

Jechałem sobie powolutku polną drogą rozglądając się na boki w nadziei na spotkanie jakiegoś zwierza. Aparat leżał sobie gotowy na kolanach. Minąłem wysoki rzepak z głową zwróconą w bok. A tam… Kozioł i koza sarny zdziwione, że ktoś o tak wczesnej porze pojawił się na ich dzielni i przerwał im miłosne tete-a-tete. Kiedy kozioł buńczucznie spoglądał w moją stronę starając się odwrócić moją uwagę od kozy, która na szybo ubierała w rzepaku majtki….

…by po chwili wyskoczyć jak oparzona z żółtego poletka….

…i jak gdyby nigdy nic zapozować do zdjęcia…

…podczas gdy kozioł na spokojnie zajął się swoim ulubionym zajęciem – iskaniem pcheł.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA PRZYRODNICZA PODKARPACIE NOCKOWA SARNA KOZIOŁ I KOZA