Kolejne wizyty

Nie mogę wysiedzieć w domu. Fajnie, że odważyłem się jeździć rowerem, kiedy jest zimno, ale nie zawsze jest ta możliwość (w tym przypadku uniemożliwiła to gołoledź). Zatem mimo iż na zewnątrz było szaro i pochmurno, musiałem wyjść choćby na tę godzinkę, dwie do lasu. Brak światła nie zwiastował robienia zdjęć, ale aparat na wszelki wypadek dyndał sobie na szyi.

Jak zwykle zostałem zaskoczony. Rozglądałem się na boki, a kiedy głowa wróciła do naturalnej pozycji – przede mną stał koziołek! Stał i zdawał się nic sobie nie robić z mojej obecności. Pozwolił ogarnąć aparat i zrobić kilka zdjęć, po czym odszedł do lasu. Takie spotkania nastrajają mnie optymistycznie na dalszą wędrówkę i kolejne wizyty w lesie.

Strach doinwestowany

Miałem na oku ten, jak mi się wydawało mocno doiwestowany (porządny kask i kurtka motocyklowa niczego sobie) strach. Nie sądzę, aby był zrobiony na przysłowiowe wróble, ale prędzej właśnie na sarny, czy dziki.

Coś musiało jednak spowodować, że sarna nie dała się nabrać na ten numer. Najprawdopodobniej był to brak spodni, bo do tej pory nie widziała człowieka o jednej drewnianej nodze. Być może brak butów, no bo przecież jest zima i na bosaka to raczej nikt (poza niektórymi wyjątkami) nie lata. Może w końcu były to puste butelki z wodą, bo kto o zdrowych zmysłach idzie w pole z zakupami…

Suma sumarum – strach na sarny jest jednak do poprawy. Moje zdjęcie jest na to dowodem, a ta uciekająca na zdjęciu numer trzy, ucieka przede mną, nie przed motostrachocyklistą.

Rozpłynęła się w powietrzu

To było rano, jeszcze z na wpół zamkniętymi oczyma wysiadłem z auta i leniwie rozglądalem się za kadrami. Czułem się dziwnie, jakby mnie ktoś obserwował, czułem czyjś wzrok na sobie. Nerwowo zacząłem się rozglądać dookoła i zauważyłem ją. To sarna lustrowala mnie wzrokiem. Musiała być zdziwiona tak samo jak ja, bo stała w bezruchu udając, że jej nie ma.

Ja zdążyłem rozstawić statyw, zmienić obiektyw i zrobić zdjęcie, a ona tak stała jak posąg. Naprawdę szacun dla niej, ponieważ zdjęcie naświetlałem dokładnie jedną sekundę, bo było jeszcze nieco ciemno, a ona ani drgnęła. Pozwoliła powtórzyć zdjęcie kolejny i kolejny raz i dopiero po tym w ułamku sekundy wręcz rozpłynęła się w powietrzu.

Zrobił mi poranek

Sarny. Kiedy nie ma pogody, na niebie nimbo, one zawsze uratują sytuację. Jest sfotografowana sarna, wyjazd udany 😉 To taki nasz żarcik z kolegą, kiedy wymieniamy się wrażeniami po wyjazdach w plenery.

Tutaj jednak sarny przeszły same siebie dosłownie i w przenośni. No bo żeby aż takie fikołki prezentować przed obiektywem, to trzeba nie tylko chcieć, ale i umieć. Spisały sie na medal i zrobiły mi ten poranek 😉

Zmora w lesie

Czy spacer po lesie w lipcu może być przyjemny? Odpowiedź jest jednoznaczna – jeśli nie ma bąków i gzów, to jak najbardziej tak. W niedzielny rzeźki i chłodny poranek, w ramach regeneracji po długiej trasie rowerowej postanowiłem pospacerować po lesie. Dopóki w pewnym miejscu nie dopadły mnie wspomniane „drapiezniki”, było fajnie. Ale i na to znalazłem sposób, zerwałem kawałek gałązki i nieustannie musiałem nią machać nią wokół siebie. Sposób dobry, ale ręka bolała.

Miałem odrobinę szczęścia, bo spotkałem sarenkę, która zechciała mi zapozować między drzewami, zanim zwiała w gęste leśne ostępy. Aaaa… później też odpuściły bąki, tylko wyszedłem na bardziej przewiewny las 😉

Wrodzony instynkt

Zaczynają w końcu powoli kwitnąć rzepaki. Kiedy tu byłem jeszcze dosłownie dwa lub trzy dni wcześniej, nie było tak żółto. Nawet nie zwróciłem uwagi, że jest tu zasiany rzepak, a teraz… przychodzę, a tu taka niespodzianka. I to z miłym dodatkiem w postaci pasącej się sarny.

Sarenka wydawała się nie zwracać na mnie uwagi, kiedy cichutko się do niej skradałem. Podejrzewam, że po prostu była tak zajęta zajadaniem tych żółtych pyszności, że mnie nawet nie zauważyła. Bo gdy tylko podniosła głowę, miałem kilka sekund na zrobienie zdjęcia, zanim wrodzony instynkt kazał jej uciec na bezpieczną odległość.

Odstępy jednakowe

Fajnie fotki powstają również przypadkiem. Nie wszystkie mam zaplanowane i wyczekane. Jakiś czas temu pokazywałem zdjęcia halo słonecznego. To właśnie wtedy jadąc na plener zobaczyłem na szczycie wzniesienia stadko saren. Pomyślałem, że to może być całkiem niegłupi minimalistyczny kadr.

Poczekałem tylko chwilkę, aż ustawią się do zdjęcia w równych odstępach i tak powstało docelowe zdjęcie numer jeden, ale lubie wrzucać po kilka, więc sa jeszcze dwa dodatkowe 😉

„Globcio” i sarny

W sieci można znaleźć setki zdjęć Globemastera. Globcio startujący, Globcio lądujący, Globcio na płycie, Globcio z drugim Globciem, Globcio z Herkulesem, Globcio kołujący, itd,. itp. Ale ja nie mógłbym się do końca zadowolić zwykłym zdjęciem tego wojskowego samolotu.

W niedzielę będąc przejazdem w okolicy lotniska w Jasionce postanowiłem poczekać między innymi na przylatującego C-17. Na polu pod lotniskiem zauważyłem stadko saren. Nie zważając, że buty miałem „kościołowe” 🙂 pobiegłem w orankę, aby ustawić się tak, by złapać sarenki razem z Globemasterem. Miałem szczęście, że nie wystraszyły się ani mnie, ani podchodzącej do lądowania maszyny. Nie ma się co zresztą co dziwić, to dla nich pewnie codzienność. I lądujące samoloty i chłopy z lufami.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT RZESZOWSKI FOTOGRAFIA LOTNICZA JASIONKA C-17 GLOBEMASTER SARNY LĄDOWANIE

Sarna i bohater drugiego planu

Jest potencjał do modelingu. Ta figlarnie podniesiona nóżka i spojrzenie jak u rasowej modelki. Do tego ten bezruch przez kilka sekund, aby można było spokojnie zrobić zdjęcie.

Chwilkę wcześniej przestał padać deszcz i wyjrzało chylące się ku zachodowi słońce. Ja spacerowałem po jednej z polnych dróg. Wtem zobaczyłem małego ptaszka siedzącego na ździeble zboża. Spróbowałem podejść bliżej i wtedy ją zobaczyłem. Ptaszek uciekł (co widać na załączonym obrazku, gdzie występuje jako bohater drugiego planu), a sarna zastygła na kilka sekund w bezruchu w pozie, jakiej nie powstydziłaby się niejedna modelka 😉

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA PRZYRODNICZA PODKARPACIE NOCKOWA SARNA I BOHATER DRUGIEGO PLANU