Zobaczyłem ją z daleka. Stała na polu pełnym bali. Postanowiłem się do niej skradać niepostrzeżenie klucząc od bala do bala. Sarenka okazała się drzemać na stojąco. Raz po raz głowa jej spadała, ale ona uparcie ją podnosiła by po chwili znów się jej oczy zamykały. Hm… zupełnie jak ja nieraz, tylko na siedząco 😀
Jeszcze kilkanaście lat temu nie widziałem na żywo kruka. Później jedna para zamieszkała gdzieś w mojej okolicy i od czasu do czasu udało mi się je zobaczyć. Teraz jest ich w okolicy całkiem sporo. Zawsze zadziwiało mnie ich zachowanie i zaczepne podloty blisko mnie. Nie znam się na ich zwyczajach, ale podejrzewam, że chciały mnie nastraszyć.
Obecnie na tyle przyzwyczaiły się do mojej obecności, że udawało się je p odejść na kilkadziesiąt metrów, a ostatnio na jakieś dwadzieścia metrów. Krótko po świcie siedem dorodnych kruków chyba robiło sobie jakieś dziwne zawody w siadaniu na palach wbitych w ziemię jako ogrodzenie. Co chwilę podlatywały i zamieniały się miejscami, jednocześnie kątem oka obserwując, czy nie podchodzą za blisko.
Po całodziennych opadach w końcu wyszło słońce, a na niebie ciężko było znaleźć choć jedną chmurkę. Idealnie na spacer, mimo błota i mokrej trawy. Stwierdziłem, że piękne wieczorne podeszczowe światło wynagrodzi mi te drobne niedogodności.
Owszem wynagrodziło, ale spotkaniem zajętych kolacją sarenek. Nic nie robiąc sobie z mojej obecności zajmowały się spożywaniem kolacji pod malowniczo położonym przydrożnym krzyżem. Kilkadziesiąt metrów dalej spacerował sobie bażant. Ten jednak był czujniejszy, bo gdy tylko pojawiłem się na horyzoncie prysnął w chaszcze.
FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA PRZYRODNICZA PODKARPACIE ZAGORZYCE SARNY PRZYDROŻNY KRZYŻ
Czasami bywa i tak, że niektóre zwierzęta, czy ptaki nic nie robią sobie z mojej obecności. Tak właśnie było dziś rano, kiedy pod nos podleciała mi Pliszka żółta (Motacilla flava). Usiadła na suchej łodydze i przez chwilę rozglądała się wokół. Trwało to może kilka sekund i udało się zrobić jej tylko dwa zdjęcia i to na drugim szykuje się już do odlotu.
Jechałem sobie powolutku polną drogą rozglądając się na boki w nadziei na spotkanie jakiegoś zwierza. Aparat leżał sobie gotowy na kolanach. Minąłem wysoki rzepak z głową zwróconą w bok. A tam… Kozioł i koza sarny zdziwione, że ktoś o tak wczesnej porze pojawił się na ich dzielni i przerwał im miłosne tete-a-tete. Kiedy kozioł buńczucznie spoglądał w moją stronę starając się odwrócić moją uwagę od kozy, która na szybo ubierała w rzepaku majtki….
…by po chwili wyskoczyć jak oparzona z żółtego poletka….
…i jak gdyby nigdy nic zapozować do zdjęcia…
…podczas gdy kozioł na spokojnie zajął się swoim ulubionym zajęciem – iskaniem pcheł.
FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA PRZYRODNICZA PODKARPACIE NOCKOWA SARNA KOZIOŁ I KOZA
Zanim spadnie… drugi już śnieg tej wiosny wspomnijmy scenkę, na którą trafiłem jakiś czas temu. Małe stadko saren rozdzielone płotem. Ta po lewej nie załapała, że płot kończy się kilkadziesiąt metrów dalej i spanikowana myślała już o najgorszym. Że jest rozdzielona od swoich współtowarzyszy na zawsze.
Jest trochę zimny ranek. Mały źrebak jest trochę onieśmielony, w końcu pierwszy raz został wypuszczony na łąkę. Z ciekawością rozgląda się na wszystkie strony, ale nie odstępuje swojej mamy dalej niż na kilka metrów. Jestem przekonany, że kilka dni później hasał samodzielnie po całym pastwisku.
Chyba za dużo daję im jeść, bo rosną jak na drożdżach. Martwiłem się jak te malizny przetrwają zimę, mróz i śnieg. Okazało się, że całkiem niepotrzebnie. Nic nie robiły sobie z dwucyfrowych mrozów i całymi godzinami bawiły się w śniegu. Cały ogród był w ich śladach 😉 Niestety cały czas nieufne, jedynie Morgan i Fazi dadzą się czasem pogłaskać. Wiadomo już, że to kocury, a Tutu to kocica, najbardziej zdziczała z całej trójki.
Fazi wygląda jak szef wszystkich kotów 😉
Fazi ziewający
Tutu, jak przystało na płeć żeńską interesuje się wrzoścami.
Morgan, najbardziej z całej trójki zainteresowany… tak naprawdę wszystkim.
Fajnie pójść do lasu po opadach śniegu i osobiście przecierać szlaki. Nogi grzęzną po kolana w śniegu, ale ma się to poczucie, że jest się w tym miejscu pierwszym człowiekiem. To oczywiście nie prawda, na ale od czego są marzenia. Spacerując niespiesznie zauważa się raz po raz jakąś zwierzynę przemykającą leśnymi dróżkami, obserwuje jej tropy. No fajne to 😉
FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA PODKARPACIE KRZYWA LAS SARNA LIS ZIMA ŚNIEG
W niedzielę miałem niesamowite przeżycie. Spacerowałem sobie po lesie brnąc do połowy łydek w śniegu i minąłem właśnie porzeczną drogę, kiedy na mojej ósmej kątem oka zauważyłem ruch.
Szybko zawróciłem i pobiegłem z powrotem. Tam wodowisko już trwało. Liczne stado jeleni przebiegało drogę jakieś 40 metrów ode mnie. Przykucnąłem… a one zaciekawione zaczęły przystawać i mi się przyglądać! Miałem swoje przysłowiowe pięć minut na zrobienie zdjęć życia. Bo nie sądzę, aby mi się coś podobnego jeszcze kiedyś przytrafiło!
Po wszystkim ruszyłem dalej, a one mnie okrążyły i przebiegły kolejny raz inną porzeczną dróżką. Miałem wtedy czas, żeby na spokojnie oszacować ich liczbę. Z pewnością było ich grubo ponad sto, a może nawet i blisko dwieście.
FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA PODKARPACIE KRZYWA JELEŃ STADO JELENI PONAD STO SZTUK BYKÓW JELENIA