Zima to dla nich nic

Chyba za dużo daję im jeść, bo rosną jak na drożdżach. Martwiłem się jak te malizny przetrwają zimę, mróz i śnieg. Okazało się, że całkiem niepotrzebnie. Nic nie robiły sobie z dwucyfrowych mrozów i całymi godzinami bawiły się w śniegu. Cały ogród był w ich śladach 😉 Niestety cały czas nieufne, jedynie Morgan i Fazi dadzą się czasem pogłaskać. Wiadomo już, że to kocury, a Tutu to kocica, najbardziej zdziczała z całej trójki.

Fazi wygląda jak szef wszystkich kotów 😉
Fazi ziewający
Tutu, jak przystało na płeć żeńską interesuje się wrzoścami.
Morgan, najbardziej z całej trójki zainteresowany… tak naprawdę wszystkim.
Morgan
Udało się złapać naraz całą trójkę.

Trójca przenajfajniejsza

Dzisiaj swój dzień po raz czwarty mają moje trzy rozrabiaki. Przybłędy, które są już nami prawie pół roku, ale do tej pory mimo starań pozostają nieufne, choć od czasu do czasu w przypływie czułości dadzą się poczochrać. Prym wiedzie czarny Morgan. Jest pierwszy i do głaskania i do pozowania do zdjęć.

Tutu omija mnie raczej szerokim łukiem. Poza porą karmienia rzecz jasna.

I Fazi, który chciałby wskoczyć na kolana, ale dzikość jego przodków mu na to nie pozwala 😉

A tu wcześniejsze zdjęcia trojaczków: KLIK

Trzech króli | Trzy koteły

Zamiast trzech króli moje trzy koteły.

Zamiast Kacpra, Baltazara i Melchiora – Tutu, Fazi i Morgan.

Zamiast złota, kadzidła i mirry – Tutu siedzi w złotych liściach, Fazi puszcza wonne bąki, a Morgan… Morgan nawet nie wie co to mirra…

A tu moje koteły, jak były mniejsze: 18 listopada 9 grudnia

Dwóch takich jak nas trzech to nie ma ani jednego

Mija trzy miesiące, jak je znaleźliśmy. Malutkie, przestraszone i opuszczone przez swoją mamę. Na początku dwa (od razu nadałem im imiona – Morgan i Fazi), a kilka tygodni później skądś się wzięły dwa kolejne – Tutu i Szarik. Niestety po Szariku szybko ślad zaginął, a nam zostały te trzy rozrabiaki. Potrafią we trójkę zeżreć więcej niż niejeden duży pies. Niestety ciągle nie dały się do końca oswoić ale pracujemy nad tym 😉

Morgan
Tutu
Fazi, Morgan
Tutu, Morgan

Kot w dom, Bóg w dom

Tak się poukładało, że wczesną jesienią trafiły do nas trzy przybłędy. Dwie dzikie kocice postanowiły uraczyć nas swoim potomstwem i wkrótce później zniknęły. Trójka kociąt z różnych miotów szybko się ze sobą zaprzyjaźniła i z naszym ogrodem. Ciągle jednak są nieufne, choć mam nadzieję, że jeszcze chwila i się oswoją. Imiona na wszelki wypadek mają już wymyślone: Morgan, Fazi i Tutu 😛

%d blogerów lubi to: