Jak z filmu science fiction

Do wschodu słońca jest jeszcze sporo czasu. Ja z dopiero jednym otwartym okiem na wpół śpiący dojeżdżam na miejscówkę. Mam do przejścia jeszcze kilkaset metrów. Co raz zerkam na wschodnie niebo. Tam od jakiegoś czasu widać nad horyzontem niewielką lukę w chmurach.

Kolory są obłędne, a wiem że dopiero matryca aparatu podczas długiego naświetlania (bo jest przecież jeszcze prawie całkiem ciemno) wychwyci to najpiękniejsze światło. Wręcz nierzeczywiste. Jak filtr nałożony na film science fiction. Ale to się dzieje naprawdę. Wystarczy ustawić aparat i czekać, co pojawi się na wyświetlaczu.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI BORECZEK BAGNO

Matryca płonęła

To zdjęcie jest z niedzieli, ale musiało trochę ostygnąć. Poranek był tak ognisty, że matryca aparatu prawie płonęła. Nie wspominając o monitorze komputera.

Można się było spodziewać takich warunków, bo nade mną była chmurka, a tylko nad horyzontem wąski pasek czystego nieba, ale nigdy do końca nic nie wiadomo. Czekałem jednak czujnie na stanowisku do ostatniej chwili i dobrze, bo przedstawienie trwało nie dłużej niż kilka minut. Pozostałe zdjęcia oczywiście wkrótce.

Żwirownia w Czarnej Sędziszowskiej

Pomnik Chrystusa Króla w Małej

Pomnik Chrystusa Króla w Małej. Jedni uważają to za niepotrzebny symbol, inni chętnie odwiedzają to miejsce. Ja lubię tam zajechać z kilku powodów. Po pierwsze świetny obiekt do fotografowania podczas wschodów, czy zachodów słońca. Po drugie to jest szczyt wzgórza, skąd rozpościera się cudowny widok na bliższą i dalszą okolicę. Po trzecie są ławeczki, na których mogę spocząć podczas wycieczek rowerowych. i po czwarte zazwyczaj jednak nie ma tam zbyt wiele zwiedzających, więc mam spokój i ciszę.

Pomnik Chrystusa Króla w Małej

Natura mnie zaprosiła

Odrobina światła i resztki śniegu. Lekki przymrozek, ale bezwietrznie. Do świtu jeszcze kilkadziesiąt minut. Sam w szczerym polu nie spiesząc się, utrwalam na matrycy aparatu ten niesamowity klimat. Spektakl, na który zaprosiła mnie natura. Chciała pokazać to co najlepsze – poranek z ciekawą pogodą i wspaniałymi kolorami na niebie.

Trudne okoliczności

Chyba nie można narzekać, bo w ciągu ostatnich trzech tygodni mieliśmy sporo kolorowych wschodów słońca. Inną kwestią pozostaje to, że nie każdy z nich miałem możliwośc fotografować. Mimo iż zima przez ten czas była bezśnieżna udało się jednak zrobić kilka fajnych fot, głównie dzięki temu bajecznemu niebu.

Poniższe powstały w prawie trzy tygodnie temu podczas bardzo wietrznego poranka. Wiatr wywracał statyw wbity w ziemię, a fotografem szargał na prawo i lewo. Nie chciało się ruszać z domu ani brnąć w błocie, ale na tym to właśnie chyba polega – być gotowym do fotografowania mimo nawet niesprzyjających okoliczności.

Jazda powolna

Wrócę dziś jeszcze do ubiegłotygodniowego poranka i moich zaokiennych samochodowych fotek. Kolory na niebie utrzymywały się prawie całą moją drogę do pracy, a jadę ze czterdzieści minut. A wtedy jechaliśmy jeszcze wolniej, aby nacieszyć oczy tym widokiem, no i jadąc wolniej była większa szansa na zrobienie nieporuszonych zdjęć.

Małżonka za kółkiem

Kiedy w styczniu jadę do pracy na ósmą (wschód słońca ok. 7:30), to bywam świadkiem cudownych wschodów słońca. Droga prowadzi na wschód, więc cały czas mogę napawać się pięknymi widokami. W ubiegły piątek układ chmur wskazywał na to, że na niebie mogą się dziać cuda.

Miałem nosa, że zabrałem ze sobą aparat, a małżonkę z pierwszego małżeństwa posadziłem za kółkiem. Widoki były napradę oszałamiające, a ja musiałem się sporo nagimnastykować, aby zrobić przez szybę i w ruchu w miarę ostre i oddające atmosferę zdjęcia.

Pierwsze robiłem jeszcze w zupełnych ciemnościach, ale najłądniejsze kolory miały się zacząć kilka i kilkanaście kilometrów dalej, co pokazuję na kolejnych zdjęciach.

Kapliczka pod lipą

Kilka kilometrów ode mnie ciągnie się szczytem wzgórza wąska, mało uczęszczana asfaltowa droga – częsty cel moich fotograficznych i rowerowych wycieczek. Znajduje się tam poniższa kapliczka pod lipą, a oprócz tego kolejna i metalowy krzyż oraz trzy urokliwe małe kapliczki na starych drzewach. Wszystkie te sześć miejsc bardzo lubię i często je fotografuję.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI SZKODNA KAPLICZKA DRZEWO DROGA ZIMAPORANEK ŚWIT

Na cały dzień

Czy takie poranki zdarzają się często? Różnie bywa. Pewnie bywają okresy, że często, a bywają i takie, że długie tygodnie niewiele się dzieje na niebie. Ale takie naj, naj trafiają się kilka razy do roku. I taki właśnie był ten wspominany dzisiaj.

Kolory wisiały na niebie kilkadziesiąt minut, ale te najpiękniejsze – tylko kilka krótkich chwil przed wschodem słońca. Tak naprawdę to było jeszcze dosyć ciemno. Ja akurat znalazłem się w okolicy kościoła w Trzcianie. Niskie niebo mieniło się kolorami czerwieni, różu, filetu i sam nie wiem czego jeszcze. Obraz zostający w głowie na cały dzień.

Kościół p.w. św. Wawrzyńca i Matki Bożej Niepokalanej w Trzcianie

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT RZESZOWSKI TRZCIANA KOŚCIÓŁ PORANEK ŚWIT

Godna uwiecznienia

Kiedy mam już duży głód fotografowania, a rano zapowiadają się ciekawe warunki zabieram aparat w drogę do pracy, za kierownicą sadzam moją pierwszę żonę, a ja przez szybę samochodu staram się cokolwiek uchwycić. Nie są to może kadry wysokich lotów jeśli chodzi o kadr i jakość, ale sama kolorystyka cudownego wschodu słońca jest godna uwiecznienia.