Być gdzie indziej

Bywają i takie sierpniowe poranki, że mgła jest gęsta i utrzymuje się długo. Słońce jeszcze nie wstało i mam do czynienia z chłodnymi barwami tak zwanej niebieskiej godziny. Nie wiadomo jak szybko pokona mgłę i ozłoci swoim blaskiem zalew.

Zawsze mam dylemat – czekać, czy jechać w inne miejsce. To jest loteria. Nie mogę być w jednym czasie wszędzie, gdzie bym chciał. Trzeba cieprliwie czekać na kolejne piękne warunki i wtedy być w innym miejscu.

Miło zmarznąć

We wtorek było święto. Ale nie święto od jeżdżenia rowerem i fotografowania. Ostatnie dni są tak upalne, że musiałem się skusić na te przyjemne poranne 14°C. Do tego cudowne mgiełki w lesie w okolicy polanek. Coś pięknego.

Nie trwało to czywiście długo, bo temperatura szybko rosła i po dwóch godzinach było ponad dwadzieścia stopni, a chwilę później trzydzieści. Jednak przyjemnie było zmarznąć i pooglądać sobie te widoki. Udało się także zobaczyć dostojnego jelenia, ten niestety nie chciał pozować i czmychnął w las.

Rowerocznica

Przed świtem siedzę już na siodełku rowera. Nad łąkami unoszą się tu i ówdzie mgiełki. Miałem taką nadzieję, że dziś rano będzie epicko. Spieszę jednak nad pobliski zalew i to tam chce przywitać wstający dzień.

Jest 5:37, więc słońce wstało kilkanaście minut temu, ale to właśnie teraz jest kulminacyjny punkt poranka. Najpiękniejsze i najintensywniejsze barwy. Odnoszę wrażenie jakby czas specjalnie dla mnie się zatrzymał. Że ta chwila trwa i trwa.

Pora się ocknąć, bo przede mnę jeszcze prawie sto kilometrów. A to dziś będzie ten dzień, kiedy na liczniku wybije 5 000 km. Lubię takie okrągłe rowerocznice.

Mieszanina obrazków

Muszę wrócić do zdjęć z ubiegłoczwartkowej wyprawy rowerowej. Tym razem cudowne niebo, które się zrobiło na niespełna godzinę po wschodzie słońca:

Chwilę później na łące spotkałem trzy spacerujące bociany, ale zanim dostałem się do aparatu, odleciały. Może to i dobrze, bo udało się je złapać w locie. Ale tylko dwa 😉

Zatrzymałem się, bo coś zjeść, kiedy akurat zza chmur wyszło słońce. Spodobała mi sie ta scena z rowerem i jego cieniem.

Na powrocie zdarza mi się zajechać pod hodowlę konika polskiego. Tego dnia razem z konikami pasł się bocian.

Przed deszczem

W czwartek zapowiadano dobrą pogodę, więc ruszyłem na nieco dłuższą wyprawę rowerową. Zacząłem już po czwartej rano, kiedy było prawie całkiem ciemno i dobrze, bo kiedy kończyłem kilka godzin później po przejechaniu stu trzydziestu kilometrów właśnie spadały pierwsze krople deszczu.

Udało się złapać kilka fajnych kadrów. Dziś pokażę cztery z nich. Pierwsze foto powstało na starcie. Właśnie na niebie pokazywały się pierwsze kolory.

Dwadzieścia kilometrów dalej zauważyłem ciekawe zjawisko na niebie – tak zwana ‚virga’ – opad nie dolatujący do ziemi. A to wszystko cudownie podświetlone promieniami wschodzącego słońca.

Kolejne zdjęcie to sarnia rodzinka. Dwa podrośnięte sarnionka z mamcią. Hasały sobie na łące blisko drogi. Oczywiście zostałem zauważony, ale na szczęśćie zdążyłem wydobyć aparat z sakwy.

Zatrzymałem się, żeby coś zjeść. A tam za krzakami niezwykle wylyzowana koza. Spodobała mi się jej mina, zastanawiam się co ona mówi 🙂

Biała tęcza i poranne mgły

Jest początek czerwca, dwa lata temu. Pewnie weekend, skoro mogę rano pojechać na zdjęcia. Kilknaście kilometrów od domu zastaję cudownie mgliste krajobrazy i po raz kolejny mam okazję podziwiać białą tęczę, która powstaje na wiszących w powietrzu drobinkach wilgoci. Oczywiście do tego potrzebne jest też prześwitujące niskie słońce. Widok tak wspaniały i niesamowity, że każdemu z Was życzę zobaczyć to na żywo.

W oddali tabuny mgły tworzą istną zasłonę na dalsze plany krajobrazu, a wyłaniające się w oddali białe kropki, to owiniete folią bele.

Morze mgieł i żółta kulka

W weekendową sobotę postanowiłem przywitać wschód słońca. Nie wiedziałem, gdzie mnie zastanie. Po prostu jeszcze przed świtem wsiadłem na rower i jechałem przed siebie. Z okolicznych wzgórz dane mi było podziwiać cudowną żółtą kulkę wyłaniającą się zza horyzontu spowitego morzem mgieł. Widok jak dla mnie wręcz hipnotyzujący.

Pocionk we mgle

Kilka dni temu pokazywałem zdjęcia z tego wspaniałego poranka w pobliżu torów kolejowych. Nie było na nich pociągu, ale pociąg oczywiście był! Nie miałem w zamiarze na niego czekać, ale kiedy gdzieś w oddali osłyszałem jego donośne trąbienie, szybko zająłem miejsce i udało się go uchwycić w tej niesamwitej scenerii!

Do tego jeszcze kolejna fotka zrobiona na tej samej łące i kolejne w nieco dalszej okolicy.