Dlaczego o świcie

Dlaczego lubię odpuścić spanie, zerwać się przed świtem i męczyć się kręcąc na rowerze? Na pewno dla takich widoków jak poniżej. Również dlatego, że zaczynając jazdę przed piątą, mam kilka godzin, kiedy jeszcze większość śpi (zwłaszcza w weekendy), a wtedy jest cisza i spokój oraz znikomy ruch na drogach. Za to dopisuje dzika zwierzyna i ptaki, którym o tej porze dzioby się nie zamykają. Przez te kilak godzin nie myślę o zmęczeniu, ani o niewyspaniu. Liczy się tylko podziwianie przyrody i słuchanie jej odgłosów.

Jak w letargu

Czy żałuję, że w ubiegłym roku nie wykorzystywałem roweru jako pośredniego środka do robienia zdjęć? Nie żałuję, bo wiadomo, że do wszystkiego najlepiej dojść samemu i wtedy to najbardziej cieszy.

W tym roku od wiosny gdy tylko mam taką możliwość wyjeżdżam na rower skoro świt, a najlepiej jeszcze przed świtem. Daje mi to niejednokrotnie możliwość podziwiania tak wspaniałych widoków, że aż sam nie mogę w to uwierzyć. Gdy warun dopisuje, pierwsze dwie godziny jadę jak w letargu. Ocknę się dopiero, gdy ustąpi mgła, czy gdy światło stanie się białe i nieatrakcyjne.

Riverdance

Jadę ja sobie jak gdyby nigdy nic rowerem, dopiero co wstało słońce, a tu na drodze spotykam taką oto koleżankę w tym jakże niesamowitym świetle! Standardowe postępowanie – szybie zatrzymanie, sięgnięcie do sakwy po aparat i oto mamy panienkę w cudownych okolicznościach przyrody.

Ta tu była na tyle miła, że zechciała na odchodnym zatańczyć riverdanca 🙂 A wszystkiemu z łąki obok przyglądał się bociek.

Woalka z mgły

Czy ktoś o zdrowych zmysłach wstaje w niedzielę, dzień wolny o czwartej rano? No chyba tylko ci, co cierpią na bezsenność. Nie! Również rowerzyści i fotografowie. Właśnie dla takich widoków jak poniżej.

Po sobotniej porażce pogodowej, niedzielny poranek przyniósł przepiękne widoki w postaci urokliwych mgiełek. Podmokłe łąki i stawy zostały przyozdobione cieniutką woalką mgły. A słońce i chmury pokolorowały ja na sobie tylko znane kolory.

Mimo wczesnej pory

Po deszczu zazwyczaj jest mgliście. Po ciepłym dniu i chłodnej nocy podobnie. Po kilku dniach pluchy nie mogłem doczekać się lepszej pogody. Rower nie może stać bez ruchu dłużej niż dwa dni! No a takie okoliczności przyrody mimo chłodu i wczesnej pory zachęcają do aktywności na świezym powietrzu z przerwami oczywiście na fotografowanie.

Esploracja oddalona

Niedzielny poranek. Nie robiłem planów na rano, ale sam z siebie obudziłem się po czwartej. Odwróciłem na drugi bok i… już nie usnąłem. To musiał być znak. Wsadziłem rower na samochód i podjechałem kawałek od domu, aby aksplorować coraz to nowe tereny.

Tu na dzień dobry trafił mi się taki cudowny widok. Stawy po żwirowni przykryte warstewką mgły, a na niebie to samo co w wodzie. Niezapomniany widok i motywujący do dalszego poszukiwania piękna natury.

Za dużą mgłą

Dziś pokażę kolejną porcję fot zrobionych podczas wczesnoporannej wyprawy rowerowej. Tak sobie jadąc wąskimi śródpolnymi drogami trafiłem na tak fascynujący widok, że aż mi dech zaprało.

Wyglądające zza koron drzew słońce i mgła stworzyły spektakl tak nieziemski, że zamarłem w bezruchu zapisując ten obraz we własnej głowie, i dopiero po chwili się ocknąłem, aby robić zdjęcia.

Wymiar nierzeczywisty

Możecie być pewni, że do tego rowerowego pleneru będę wracał jeszcze wiele razy. Wyjazd przed szóstą rano i na dzień dobry po kilku kilometrach wspaniałe mgliste klimaty. I tak przez następne dwie godziny. Więcej fotografowałem, niż jechałem. Co kilkadziesiąt metrów zachwycałem się nowymi widokami, bo świat który na codzień normalny, w takich warunkach nabiera bajkowego, wręcz nierzyczywistego wymiaru.

Robię to za Was

Rózowe chmury. Takie widoki jak najbardziej są możliwe. Zdarza się to pewnie nie często, ale duża szansa na takie warunki jest gdy nad nami są chmury, a tylko wąski pas nad horyzontem jest bezchmuryny. Wtedy słońce będąc jeszcze za horyzontem oświetla owe chmury własnie tym nierzeczywistym kolorem.

Ja gdy tylko widzę taki układ chmur na radarze i mam taką możliwość nastawiam budzik i jadę w plener. Rzeczywistość jednak jest taka, że nie zawsze tak jest… Wniosek z tego jest jeden – im częściej próujemy, tym większa szansa to zobaczyć. Wy jesteście w tej dobrej sytuacji, że robię to z przyjemnością za Was i to zupełnie bezinteresownie 🙂

Kulka nad miastem

Wschodzące nad pobliskim miasteczkiem słońce. Motyw fotografowany przeze mnie wiele razy, a jednak za każdym razem inne warunki, inne kolory, inne dźwięki, inne zapachy… inne słońce. Tym razem uchwycone na cudownie pomarańczowym niebie. Niezbyt mocne, na początku nieco zniekształcone na skutek refrakcji atmosferycznej.

To zdecydowanie najpiękniejsza chwila dnia – na sam jego początek. Wszyscy chyba jeszcze śpią, zwłaszcza w dzień wolny od pracy. 5:13 to pora, kiedy normalny człowiek przewraca się na drugi bok… Sam bym to chętnie robił, ale coś mnie gna na te bazludne tereny, aby stamtąd w spokoju podziwiać ten spektakl natury.