Tęcza komórka i żarnowiec

Jak pięknie zakończył się mój wtorkowy tour po okolicy. O ile całą drogę mimo ciepła, miałem całkowite zachmurzenie, tak na koniec wycieczki obserwowałem urokliwy kawałek tęczy i komórkę opadową podświetloną zachodzącym słońcem w towarzystwie zaczynającego kwitnąć żarnowca. Piękne wieczorne światło umiliło ostatnie kilometry wyprawy.

Wierzba przyozdobiona

Wieczór kończył się przepięknie. Ale wcześniej też było niebrzydko. Tym razem bez roweru, na własnych nogach wybrałem się wieczorem na niedługi spacer po okolicznych polnych dróżkach. Między innymi zainteresowałem sie wierzbą, która już tutaj, jakże by inaczej, występowała kilka razy.

Tym razem została przyozdobiona kwitnącym rzepakiem, a samym wieczorem dodatkowo kolorowym niebem.

Odrobina szczęścia

Jeden z wczesno wiosennych zachodów słońca. Ten czas, kiedy ptaki dopiero zaczynają doppiero swoje trele. Pola dopiero powoli zaczynają się zielenić. Jest nieco cieplej i chce się spacerować po moich bezdrożach w nadziei na piękny zachód słońca.

Tego wieczoru się nei zawiodłem. Słońce usiłujące się wydostać zza chmur rzucało swoje ciepłe promienie na okolice. Takie chwile nie trwają długo, są ulotne i trzeba być w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. I mieć jeszcze trochę szczęścia…

Foty bajkowe

Było zachmurzone. Jeździłem sobie po lesie, a aparat podskakiwał w sakwie. Wtem nad konarami drzew pojawiło się niskie słońce. Aby wyjechać z lasu musiałem pokonać jeszcze dobrych kilka kilometrów. Akurat tuż za lasem była żwirownia, gdzie fajnie byłoby mieć zdjęcia z zachodu.

Wytężyłem łydkę i wpadłem nad wodę w ostatniej chwili. Słońce już chowało się z powrotem za chmury, bo jak się okazało to była tylko niewielka szparka w niebie. Zziajany, podekscytowany tym niesamowitym widkiem, trząsącymi sie rękoma ustawiłem aparat i oto mamy te kilka bajkowych fot.

Jaki rozwój sytuacji

Ów wieczór będę wspominał jeszcze długo. W ubiegłą niedzielę pokazałem trzy zdjęcia, a dziś kolejne trzy. Mimo iż wszystko nie trwało długo, to kolory zmianiały sie bardzo dynamicznie. Ja tylko biegałem fotografując drzewa z kapliczką z różnych stron, różnych odległości i na różnych ogniskowych.

Zapomniałem obadać, czy tam w okolicy nie rośnie rzepak, bo z rzepakiem zdjęcia byłyby fantastyczne. Pozostaje zaglądac tam od czasu do czasu i kontrolować rozwój sytuacji 😉

Burze odległe

Może nic tu takiego nie ma niezwykłego, jak tylko to, że widoczne na horyzoncie chmury, to odległe o grubo ponad sto kilometrów mocno wypiętrzone chmury burzowe. Podczas, gdy w okolicy Rzeszowa było już po konwekcjach, w rejonie Krakowa nadal szalały burze.

Udało się uchwycić dwie wypiętrzone komórki podświetlone zachodzącym za nimi słońcem.

To by mi się nie znudziło

Zorientowałem się, że gdzieś tu nade mną znienacka powstaje chmura opadowa. Wzięła się z niczego, jak było czyste niebo, tak nagle zaczeła tworzyć się chmura. I to chmura pięknie podświetlona niskim słońcem. W te pędy pojechałem na punkt widokowy, aby stamtąd obserwować sytuację.

Niesamowite światło skłoniło mnie nie tylko do fotografowania na szerokim kącie, ale również do wyłuskania moich ulubionych budowli teleobiektywem. Okolica w cieniu, a kilka kilometrów ode mnie rozlane wieczorne światło. Widok jak dla mnie tak cudowny, że mógłbym tam stać i nie znudziło by mi się to zbyt prędko.

Wygrana w totolotka

Gdybym wiedział, że będzie pozowane na tle nieba, to ubrałbym się bardziej odświętnie, zwłaszcze że to niedziela była. Niestety miałem na sobie standardowy strój plenerowy z obowiązkowym gumiakiem w roli głównej.

A okazja była naprawdę niesamowita, bo dawno nie widziałem tak intensywnie czerwonych i różowych barw na niebie. Trwało to kilka minut i zdążyłem zrobić raptem kilka zdjęć, ale zobaczyć coś takiego na własne oczy to jak wygrać los w loterii, a uwiecznić – to już prawie jak wygrana w totolotka 🙂

Ogień na korbę

Zdecydowanie jeden z piękniejszych zachodów jakie miałem możliwość podziwiać i fotografować w tym roku! I to tak niespodziewanie. Spontanicznie wyskoczyłem na jedną z najbliższych miejscówek, a tu na niebie takie cuda!

Była środa, do zachodu jeszcze nieco czasu, a ja jeździłem na rowerze i spoglądałem raz po raz w niebo i na podgląd zachmurzenia z satelity. Wszystko wskazywało na ciekawe warunki. Docisnąłem korbę, wpadłem do domu po aparat jak po ogień, i długa samochodem pod pobliską kaplpczkę Nepomucena.

Czysty przypadek

Wpadłem na górkę z chmurą kurzu. Chwilę wcześniej fotografowałem nieopodal, ale na sam finał podjechałem na moją ulubioną miejscówkę na Podlasku.

Słońce właśnie zaczynało dotykać horyzontu. Wyszarpałem z torby aparat, rozstawiłem statyw i wycelowałem w słońce. Gołym okiem tego nie widziałem, ale jak się okazało na ekranie aparatu słońce było dokładnie między dwoma nadajnikami telefonii komórkowej oddalonymi o dziesięć kilometrów!

Oczywiście fotografowałem je już między nimi nie raz, ale tym razem, słowo harcerza, to był czysty przypadek! 😉