Wielki Piątek… Na dziś bez zbędnego komentarza – wymowne fotki cudu natury w miejscu skłaniającym do zadumy.


Wielki Piątek… Na dziś bez zbędnego komentarza – wymowne fotki cudu natury w miejscu skłaniającym do zadumy.


Pewnie, że w górach są piękniejsze widoki. Nad morzem również. Ja muszę zadowolić się zwykłym widokiem polnej drogi z kilkoma kałużami. Ale czy to ważne w jakim miejscu podziwiamy wschód słońca?
Najważniejsze, żeby nic nam nie zasłaniało horyzontu. Liczy się ta jedna, jedyna chwila. Niepowtarzalna, choć może miejsce po raz kolejny to samo.



Nie wierzę za bardzo prognozom wydawanym na więcej niż kilka dni do przodu. A bywa i tak, że na następny dzień prognozy sie nie sprawdzają. Na sobotę zapowiadano sporo przejaśnień, al tych było jak na lekarstwo.
To mi jednak nie przeszkodziło w wyprawie rowerowej, a nawet udało się zrobić ze dwa zdjęcia, na których świeciło słońce. Zbyt dużo atrakcji po drodze tym razem nie miałem, bo nie zjeżdżałem na polne i szutrowe drogi, ale znajdzie się kilka ujęć na poniższą realcję.






Co to był za poranek! Mimo iż widowisko trwało zaledwie kilka minut, nie zapomnę go długo.
Układ chmur w prognozach wskazywał na możliwość spektakularnego wschodu słońca, ale ja choć nikt mi pewnie nie uwierzy, naprawdę jestem strasznym śpiochem i nie miałem w planie wstawać! Obudziłem się jednak o piątej i pierwsze co to przewróciłem na drugi bok do dalszego spania.
Przebiegła mi jednak przez głowę myśl, że to musi być znak, więc wstałem i pojechałem gdzie trzeba. Tak oto byłem świadkiem tego przepięknego pokazu natury.





W środę była jeszcze cudowna pogoda. Cały dzień słonecznie i przyjemne kilka stopni. Nie mogło być inaczej – po pracy wybrałem się na rowerową przejażdżkę. Upatrzyłem sobie jedną z moich miejscówek i wyjechałem tak, aby dotrzeć tam tuż przed zachodem słońca. Poniżej kilka mogawek, które udało się zrobić tego wieczoru.





Kapliczki występują na moich zdjęciach dosyć często. Lubię bardzo ten klimat, szczególnie na odludziu, z dala od zabudowań, przy polnych drogach.
Jeżdżąc po okolicy widziałem juz różne rzeczy z nimi związane – wyciananie sąsiadujących starych drzew, sadzenie ohydnych tui w ich pobliżu, ale to co zobaczyłem wczoraj przebiło wszystko.
Pod starą urokliwą kapliczką została postawiona sofa. Ja rozumiem, że to z pewnością prywatna własność i każdy może sobie robić tam co chce, ale… no nie wiem, może ze mną jest coś nie tak, ale zrobiło mi się wręcz smutno na taki widok. Aż nie chce wiedzieć jakie plany ktos ma związane z tym łóżkiem 🙂



Pogoda wczoraj była swoistą mieszanką. Na przemian ciemne chmury i opady śniegu, a od czasu do czasu przebijające się słońce. Temperatura w okolicy zera stopni i do tego solidny wiatr. Pogoda idealna na przejażdżkę rowerową.
Wyryszyłem ze słońcem, potem nadeszły ciemne chmury i burza śnieżna, a na koniec nad horyzontem pojawiły sie kolory zachodu. Co z tego, że po powrocie nie czułem palców u stóp, a te u dłoni tylko co drugi. Liczy się uśmiechnięta od ucha do ucha gęba i już nie mogę się doczekać kolejnych tak udanych wypraw.







Wczoraj była tęcza po konwekcji, a dzisiaj pokażę jak to wyglądało zanim zaczęło padać. Smugi opadowe nad horyzontem – widok dla mnie zawsze tak samo wbijający w ziemię. Mogę na to patrzeć bez końca. NIby zwyczajny widok, ale dla mnie wręcz hipnotyzujący.
Wiadomo, że lada chwila deszcz dojdzie do mnie. Czy zdążę uciec do samochodu przed ulewą? Czy piorun nie uderzy gdzieś obok. Przecież wysoki metalowy krzyż stojący na wzgórzu i kilkanaście mniiejszych mogą ściągać wyładowania. To jest jednak silniejsze ode mnie. Do tej pory odpukać tylko dwa razy zdarzyło się, że piorun uderzył tak blisko, że dosłownie drżała ziemia. Tego nie zapomnę do końca życia 🙂




Wczorajszy dzień miały miejsce pierwsze poważniejsze konwekcje w mojej okolicy. Po południu nadchodził front z deszczem i burzami. Pierwsze wyładowania i pierwsze chmury burzowe. Jednak chciałem pokazać to, co wydarzyło się po tym wszystkim.
Otóż na niebie pojawiła się cudownie wyraźna tęcza. Deszcz jeszcze padał, a ta już pięknie „świeciła” na ciemnym niebie! Fantastyczny widok na początek wiosny. Widok, który potrafi pozytywnie naładować na kolejne dni.




FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI PODLASEK TĘCZA
Kiedy pogoda taka jak za oknem i trzeba siedzieć zamkniętym w czterech ścianach (bo u mnie od rana pada), pozostaje powspominać ostatnie dni meteorologicznej zimy. Zimy, która już powoli zaczynała robić się wiosną. Jeśli chodzi o temperaturę i bezchmurną pogodę.
Kilka brzóz, a między nimi krzyż. Pokazywałem je zresztą dokładnie trzy dni temu. Tym razem fotka z innego miejsca. Z większej odległości, stąd nietypowa perspektywa z dużym wschodzącym słońcem. Wystarczyło ustawić się z aparatem w odpowiednim miejscu i tak oto powstał poniższy lampion.
