Jak to niemowlak, całe ciałko pomarszczone 😛

Jak to niemowlak, całe ciałko pomarszczone 😛

Zanim obrobię resztę zdjęć z mojej nowej miejscówki, o której była mowa wczoraj, pokażę zdjęcie strojnicy baldaszówki (Graphosoma lineatum), którą spotkałem na początku maja. Pamiętam, że goniłem ją po całej roślince. Ona do góry, ja za nią, ona na dół, ja nie popuszczam. Aż w końcu przyłapałem ją na koniuszku liścia tuż przed odlotem.

Pierwszy dzień Nowego Roku i od razu takie okoliczności przyrody. Oby sprawdziło się powiedzenie, że „Nowy Rok jaki, cały rok taki”. Niebo bez jednej chmurki o zachodzie przybrało żółto pomarańczowy kolor. Do tego dwie samotne akacje z przydrożnym krzyżem pamiętającym przedwojenne czasy. Cieniutki sierp księżyca tuż po nowiu. Tylko siarczysty mróz trochę doskwierał, ale to już szczegół.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAF KRAJOBRAZU NOCKOWA AKACJE ZACHÓD SŁOŃCA ZACHÓD KSIĘŻYCA W NOWIU
Miało być tak pięknie, a Tatry ledwo się pokazały. Owszem, były widoczne na tarczy słonecznej, ale taki widok mieliśmy już 4 grudnia. Dopiero kilkanaście minut po zachodzie słońca wyłoniły się ledwo widoczne najwyższe szczyty Tatr.


FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAF KRAJOBRAZU SZKODNA DALEKIE OBSERWACJE TATRY ZE SZKODNEJ KRAJOBRAZ
Stał sobie w ogrodzie i cały czas mi coś pokazywał na migi. Niestety, nie mam pojęcia o co mu chodziło….

Kilka razy późną wiosną przechadzałem się w okolicy stawu, aby wypatrzeć wyliniające się ważki. Aż pewnego razu mi się to udało! Spotkałem jedną, może nie podczas wylinki, ale z pewnością tuż po. Była jeszcze słabiutka i osowiała. Dopiero późnym wieczorem, albo następnego dnia rano odfrunęła z miejsca porodu.

Ponieważ przygotowania do wieczerzy się opóźniały postanowiłem na chwilkę wyskoczyć na zewnątrz i sprawdzić, czy świecą już jakoweś gwiazdki, bo było już po zachodzie. Nie było ani jednej, bo niebo zasnute było chmurami poza wąskim paskiem po zachodniej stronie.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT PRZEMYSKI FOTOGRAF KRAJOBRAZU POGÓRZE PRZEMYSKIE WIECZOREM
Na jednym z ogrodowych krzewów, zabijcie mnie, nazwy sobie teraz nie przypomnę, często mogę liczyć na obecność tych malutkich zielonych pajączków.

Jak kładka wąska, to się wszystkie nogi nie pomieszczą. Niewiele brakowało, a muszka spadłaby na ziemię, bo trawiasta kładka była za wąska. Tylne nogi już w zasadzie zaczęły spadać.

Pokaźnych rozmiarów pan Pająk wygrzewał się na trawce w dzikiej części mojego ogródka. Nie tylko on był pokaźnych rozmiarów, również jego bulbusy były niczego sobie.

