Już niedługo

Niby mówią, że jedna sarna wiosny nie czyni, ale ta uczyniła jakby pierwszy krok, bo dwa dni później śneg zniknął i do tej pory nie ma nowego! Jeśli uda się przetrwać jeszcze dokładnie cały miesiąc, to właśnie wtedy będzie pierwszy dzień wiosny, a chwilkę później zmiana czasu na letni! Wtedy to już poczujemy wiosnę pełną piersią.

Co lepsze?

Wiem, to dopiero luty i nie raz tak było, że śnieg leżał jeszcze cały marzec. Wiem, że w pogodzie wszystko jeszcze może się zdarzyć. Aktualnie na topie mamy deszcz i wiatr. I tak na przemian. Czyż nie lepsze już byłyby takie widoki?

Samolot pomalował

Zdjęcia ze wschodu Księżyca szóstego lutego miały tu już swoją premierę. Jednak kiedy wrociłem już do samochodu, moją uwagę zwrócił lecący nisko wprost na mnie samolocik. Pomyślełem, że może przeleci na tyle nisko, że uda mu sie przeciąć Księżyc. No niestety, mój mózg zagubił się w przestrzeni i w rzeczywistości samolot pojawił się o wiele wyżej od Księżyca. Trochę szkoda, ale miło, że pomalował mi niebo swoimi światłami pozycyjnymi 😉

Białe nie jest białe

Kiedy jeszcze leżał śnieg, początkiem miesiąca wybrałem się na niezobowiązujący spacerek po wieczornym trzeszczącym mrozem śniegu. Było już po zmroku, ale jak wiadomo, to tę porę do zdjęć lubię najbardziej. Niepozorne niebo i niby biały śnieg o tej porze nabierająy niezwykłych kolorów. Śnieg łapie kolory od nieba i bliskiego otoczenia. Biały nigdy nie jest biały, wszystko zależy od światła jakie nas otacza.

Rdza na aparacie

Przez swoją chorobę utknąłem z fotkami w czasach, kiedy jeszcze leżało całkiem sporo śniegu. Później przez kilka dni nawet nie miałem siły wyglądać przez okno jaka jest pogoda. Zdziwiłem się, że nie ma już śniegu, ale kompletnie mnie to nie interesowało. Nie miałem na to siły.

Wracam zatem do śnieżniej niedzieli sprzed dwóch tygodni, kiedy to szczęśliwy niczym dziecko hasałem sobie po solidnych zaspach białego puchu. Czekam teraz z niecierpliwieniem na jakiekolwiek warunki nadające się do fotografowania. Po dwóch tydodniach obawiam się, czy aparat nie pokrył się rdzą…

Wschód Księżyca | 8.02.2023

Kiedy półtora tygodnia temu w środę jechałem robić to zdjęcie nie wiedziałem, że już kilka godzin później, w nocy złapie mnie wysoka gorączka i potworny ból głowy. Co prawda od rana podejrzanie pokasływałem, ale myślałem, że to jakiś zwykły wirus. Wirus okazał sie na tyle niezwykły, że pokonał mnie na kilka ładnych dni i stąd moja nieobecność na blogu. A po dziesięciu dniach wcale nie czuję się jeszcze zdrowy, ale staram się z dnia na dzień coraz więcej czasu spędzać w pozycji pionowej 😉

Wracając do wieczoru ze zdjęcia. Sam dojazd jak najbliżej miejscówki był utrudniony przez jeszcze całkiem sporą ilość śniegu na polnych drogach. Całe szczęście, że w porę odpuściłem i resztę drogi postanowiłem pokonać pieszo, bo mogłem tam utknąć w zaspach razem z autem. Ubrany na cebulkę ustawiłem aparat i czekałem z niecierpliwieniem na Księżyc. Plan był złpać go dokładnie pomiędzy kominem rzeszowskiej elektrowni, a wysokim na sto dziesięć metrów i odległym ode mnie o dziesiąć kilometrów pylonem mostu Mazowieckiego. Mimo trudnych warunków udało się wykonać fotografię, wrócić do domu, poddać ją postprodukcji i dopiero wtedy zapaść na choróbsko. Publikacja musiała poczekać do dzisiaj.

Dużo pór roku

Kto czekał, to w końcu ma – zimę z prawdziwego zdarzenia. Jest sporo śniegu i jest mróz. Może na razie mały, ale będzie większy. Korzystam oczywiście z tych cudownych okoliczności, jakie nam zafundowała natura i uwieczniam, bo jak wiadomo zimy coraz łagodniejsze i nie wiadomo kiedy znów ten śnieg będzie.

Pewnie, że wolałbym ciepełko, ale każda pora roku ma coś w sobie. Nie ma u nas nudy w pogodzie, co chwilę inna aura i wiadomo, że każdemu nie dogodzi. Nasz klimat to tak naprawdę raj dla fotografów, bo gdzie indziej jest tyle różnorodbych pór roku, co u nas 🙂 Nieraz jesienią zima i na odwrót. Niby już wiosna, a tu z nienacka śnieg. A bywa, że lato, a temperatury jesienne.

Robota w śniegu

Ajjjj, co za spotkanie. I w jakich okolicznościach! Okolica cała w śniegu i wciąż padał nowy śnieg. Sarenki były zajęte wygrzebywaniem czegoś spod tej warstwy białego puchu. Starałem się chować za krzakami, ale i tak coś usłyszały. Popatrzyły w moim kierunku, ale najprawdopodobniej mnie nie zauważyły, bo po chwili od nowa zajęły się swoją robotą.

Wschód Księżyca | 6.02.2023

To był prawdziwy wyścig z czasem. Po prostu pogoda mnie zaskoczyła i nie byłem przygotowany. Znienacka pod wieczór się rozpogodziło, a wczoraj przecież była pełnia! Dawno w tak krótkim czasie nie wróciłem z pracy. A musiałem jeszcze zapakować aparat, ubrać na siebie kilka dodatkowych warstw i stawić się na miejscu fotografowania. Dojazd plus kilometr marszu.

Udało się nawet przed czasem i tak oto dostałem nagrodę – niesamowity widok wschodzącego Księżyca. Świetna przejrzystość powietrza i te barwy niebieskiej godziny to są chwile, dla których jestem w stanie stać, czakać i marznąć na kilkustopniowym mrozie.

Wschód Księżyca nad Farą w Sędziszowie Małopolskim, 6.02.2023
Wschód Księżyca nad Farą w Sędziszowie Małopolskim, 6.02.2023
Wschód Księżyca nad Farą w Sędziszowie Małopolskim, 6.02.2023
Wschód Księżyca nad Farą w Sędziszowie Małopolskim, 6.02.2023
Wschód Księżyca nad Farą w Sędziszowie Małopolskim, 6.02.2023
Wschód Księżyca nad Farą w Sędziszowie Małopolskim, 6.02.2023

Część historii

Wczoraj cały dzień prószył śnieg. Raz mocniej, raz słabiej. Raz spadał powolutku wywijając w powietrzu swoje tańce, innym razem pociągał mocniejszy wiatr i robiły się zawieje. Nie mogłem na to patrzeć z okna domu. Musiałem wyjść w teren.

I to była bardzo dobra decyzja, bo podczas gdy pod domem śniegu już niewiele, to udało się znaleźć miejsca, gdzie było go całkiem sporo, a drzewa wciąż były nim oblepione. Nie mam nawet słów, aby opisać doznania z takiego spaceru, niech same zdjęcia opowiedzą część mojej historii.