Szukałem pierwszych owadów, a trafiłem na to. Złotorost (Xanthoria) to gatunek grzybów z rodziny złotorostowatych (Teloschistaceae). Ze względu na symbiozę z glonami zaliczany jest do porostów.
Pojechałem tam, aby upewnić się na własne oczy, że w tym roku nie ma lodospadów w tunelu w Szklarach. Tym razem niewielkie sople pojawiły się, ale nie od góry, tylko od dołu. Cieknąca woda zamarzała tworząc lodowe słupki. Dziś zostały tylko ich pozostałości. Część się stopiła, a reszta została połamana przez zwiedzających
Całe osiem dni minęło, od kiedy ostatni raz fotografowałem. W ostatnim tygodniu albo nie było ciekawych warunków, albo nie miałem na to czasu. Dziś co prawda wstałem przed świtem, ale długo zastanawiałem się, czy gdziekolwiek ruszać się z domu.
Niebo było czyste jak łza, ale skoro już wstałem, wsiadłem w auto i pojechałem nad pobliski zalew. Kiedy skromne chmurki nad południowym (sic) horyzontem nabrały nieco koloru i swoje światło odbiły w dół, na skuty lodem zalew, przez kilka minut znalazłem się w bajce. Zdążyłem zrobić tylko kilka zdjęć, bo po chwili czar prysł.
Jak się później okazało, to był dopiero początek, bo chwilę później pojawił się subtelny słup słoneczny, a dwie godziny później okazałe halo słoneczne z łukiem górnym stycznym. Ale o tym w następnych postach.
– Może urodą nie grzeszę, ale z pewnością jestem jakimś rzadkim okazem, bo jeden taki, co to fotografuje owady, to spotkał mnie pierwszy raz w swoim życiu – przechwalał się wątpliwej urody chrząszcz, którego spotkałem w drugiej połowie maja. To mocno wytarty Krzywonóg półskrzydlak (Valgus hemipterus).
Wczorajszy wschód Księżycato jedno, ale dzień wcześniej przy temperaturze -15° coś we mnie wstąpiło i postanowiłem zrobić kilka fotek nocą. Trafiłem w miejsce, gdzie po budowie autostrady, przy węźle została duża hałda piasku. Na niebie księżyc, a samą hałdę oświetlały światła latarni węzła.
Trzecia pełnia Księżyca w tym roku i trzecie udane fotografowanie. Tym razem w ekstremalnych, jak dla mnie warunkach, przy -10 °C i wietrze potęgującym mróz.
Prognozy nie były optymistyczne bo od południowego zachodu nadciągały chmury, a nad wschodnim horyzontem wisiał gęsty smog. Dopiero pół godziny po wschodzie, księżyc pokazał się w całej swojej okazałości.