Końcem maja byłem nad stawem w Woli Chorzelowskiej. Na fotografowanie miałem tylko krótką chwilkę, na dodatek po zachodzie słońca i jak zwykle bez statywu. Powstało tylko kilka ujęć praktycznie z jednego miejsca.





Końcem maja byłem nad stawem w Woli Chorzelowskiej. Na fotografowanie miałem tylko krótką chwilkę, na dodatek po zachodzie słońca i jak zwykle bez statywu. Powstało tylko kilka ujęć praktycznie z jednego miejsca.







Na początku tegorocznego sezonu burzowego szczęście mi dopisywało. Sprawdziło się powiedzenie, że początkującym sprzyja szczęście. Od kwietnia do końca czerwca sfotografowałem co najmniej kilka spektakularnych zjawisk burzowych na niebie. Zazwyczaj były to pośpieszne wyjazdy na pobliskie wzniesienie. Tak było i tym razem. Tuż przed zachodem mimo deszczu wsiadłem w auto i zastałem takie widoki.


FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAF KRAJOBRAZU PODLASEK OPADY DESZCZU
Nie mam zbytniego szczęścia do wszelkich skaczących istot. Tym razem jednak trafiłem na mało ruchliwy obiekt.

Coś pacnęło o posadzkę w łazience. Poszedłem zobaczyć co się dzieje, a tam leży sobie wielgachny chrząszcz. Musiał wpaść przez komin wentylacyjny. Mimo, iż był tak miły i odwiedził mnie w domu, grzecznie go wyprosiłem do ogrodu, gdzie jeszcze zrobiłem mu kilka fotek.


Dzisiaj mała parada much, na trzech pierwszych to chyba ta sama rodzina, a może nawet gatunek.




Jak się wszystkiego nie da zjeść na raz, to zapasy trzeba zakonserwować.


Wczoraj rumiankowa mucha, dziś rumiankowa pszczoła. I to z pokaźnych rozmiarów bagażem.


Na rumiankach można spotkać mnóstwo owadów. Wszystkie są niezwykle ruchliwe, jakby się spieszyły przed innymi, żeby te im wszystkiego nie zjadły. Między innymi udało mi się sfotografować tę ciekawą muchę z nieszablonowym wzorkiem na skrzydłach.


Zgaduję, że będzie z tego jakowyś motylek, zapewne kraśnik.
