O rowerowaniu

Dziś trochę o rowerowaniu i moim małym sukcesie, bo właśnie mija dwa miesiące, od kiedy wsiadłem na siodełko po długiej przerwie spowodowanej między innymi zdrowiem i innymi zainteresowaniami (fotografią). Postanowiłem nieco odpuścić fotografowanie na rzecz dwóch kółek. Od tego czasu zdecydowanie rzadziej jeżdżę na plenery, choć stary wysłużony aparat, zawsze jeździ sobie w sakwie, tak na wszelki wypadek.

Pamiętam, że kiedy dwa miesiące temu wsiadałem na rower i przejechałem z dwadzieścia kilometrów, to później już do końca dnia umierałem i nie wstawałem do pozycji poziomej. Dziwiłem się jak jest możliwe jeździć dziesiątki kilometrów i to ze średnimi prędkościami powyżej 20 km/h. Teraz 50 km to spacerek, a ostatnio spróbowałem dobić do setki. Wykręciłem 90 km ze średnią 23 km/h. I wcale potem nie musiałem leżeć do wieczora 😉 Na liczniku już prawie 1500 km i mam w planie kręcić również jesienią.

Jeśli chodzi o zdjęcia, spokojna głowa, staram się kilka razy w miesiącu skoczyć również na zdjęcia, więc fotek nie zabraknie, a te poniżej zrobiłem na powrocie w ubiegły wtorek. Światełko ładnie mi zagrało i rower koniecznie chciał pozować 😉

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA PODKARPACIE SĘDZISZÓW MAŁOPOLSKI ZACHÓD SŁOŃCA WIECZÓR

Gapa

Kto nie zdążył schować beli ten gapa. No na szczęście nie do końca, bo jeśli wierzyć prognozom to jest na to jeszcze z ponad tydzień czasu.

Temat beli jest u mnie wałkowany często, ale mam tak, że jak gdzieś je widzę, to od razu obmyślam dziesiątki kadrów z nimi w roli pierwszoplanowej. Nic na to nie poradzę. Tak samo miałbym z kopkami siana, czy tradycyjnymi snopkami zboża, ale te niestety już prawie nie występują, nad czym ubolewam.

Poniższe trafiły mi się w wyjątkowo urokliwych okolicznościach przyrody – z rozległą doliną w tle, a na dodatek cudownym wieczornym złotym światłem.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA PODKARPACIE GLINIK BELE DOLINA WIECZÓR ZŁOTA GODZINA

Uśmiech po deszczu

Po tych kilkudniowych opadach, to tylko kałuże się porobiły. Niestety, jak prawie co roku końcówka sierpnia nie rozpieszcza nas pod względem pogody. Kilka dni deszczu, ziąb, wiatr i ogólnie nieprzyjemnie. Ale kiedy już pomiędzy chmurami wyjrzy choćby odrobina słoneczka, to już pojawia się uśmiech, zwłaszcza podczas rejestrowania aparatem takich okoliczności przyrody.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA PODKARPACIE GNOJNICA ZACHÓD SŁOŃCA KAŁUŻE PO DESZCZU

Wschód Księżyca | 21.08.2021 | cz. II

W niedzielę pokazywałem mój z trudem upolowany kadr ze wschodzącym Księżycem i pociągiem. Oczywiście przed tym kadrem jak i po nim powstało jeszcze kilka zdjęć ze Srebrnym Globem w roli głównej.

Zdjęcie zrobione w oczekiwaniu na pociąg podczas przebierania nóżkami, czy wszystko się uda. W roli głównej występuje sarna 😉

Po zrobieniu zdjęcia z pociągiem powstało kolejne zdjęcie.

Na powrocie jeszcze jedno zdjęcie z słupami trakcyjnymi i Księżycem, który za ten czas wzszedł nieco wyżej. Jak się okazało sarna tu już zwiała…

I Księżyc nad nadajnikiem – zdjęcie zrobione kilkaset metrów dalej.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KOLEJOWA PODKARPACIE OLCHOWA WSCHÓD KSIĘŻYCA POCIĄG

Bela i przestrzeń

Wczorajszy wieczór zaskoczył mnie kolorami. Tak naprawdę wybrałem się już po osiemnastej, ale na przeciw burzy, która szła w moim kierunku. Burza nie doszła, ale trafiłem w cudowne miejsce. Wzgórze, bele słomy i ta przestrzeń przede mną skąpana w słonecznych promieniach. Wyczekałem na ten moment, kiedy światło będzie najpiękniejsze i oto powstał poniższy kadr.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA PODKARPACIE GLNIK ZACHÓD SŁOŃCA ZŁOTA GODZINA BELE BALOTY ŻNIWA

Cięcie od linijki

To był dynamiczny wieczór. Podczas gdy północną stronę przemykała burza, a na zachodzie nie działo się nic ciekawego, ja zainteresowałem się południową stroną. Wisiała tam sobie ciemna chmura, która w pewnym momencie zaczęła przybierać pomarańczowy kolor!

Na dodatek zmierzała w moim kierunku, a ja modliłem się w duchu, aby zaświeciła najintensywniej, kiedy jeszcze zdołam objąć ja na zdjęciu. I co prawda musiałem składać zdjęcie panoramiczne z kilku pionowych ujęć, ale złapałem ją w całej swojej okazałości i w momencie, kiedy najciekawiej układało się na niej światło. A najbardziej podoba mi się po lewej to równiutkie, jak od linijki przejście z pomarańczowego na różowawy.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA PODKARPACIE GÓRA ROPCZYCKA ZACHÓD SŁOŃCA PODŚWIETLONA CHMURA

Zmysły plus aparat

Cieplutki wieczór i niezliczona ilość kolorów na niebie. Przyjemne dwadzieścia kilka stopni, lekki wiatetek. I błoga cisza z daleka od ruchliwszych dróg i domostw. To w takich warunkach czuję się najlepiej. Zajęty chłonięciem tego piękna wszystkimi zmysłami. I jeszcze dodatkowo aparatem.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA PODKARPACIE NOCKOWA AKACJE ZACHÓD SŁOŃCA

Doznania estetyczne

Nie dawniej jak trzy dni temu pokazywałem obrazki ze słonecznikami poodwracanymi do mnie plecami, ale za to z niezwykłym niebem. Dziś wracam do tamtego wieczoru po to, aby pokazać słoneczniki również z przodu. Fotografie wykonane w kierunku zachodzącego słońca. To światło prześwitujące przez płatki i ścielące się wyrywkowo na liściach wywołały u mnie intensywne doznania estetyczne 😉

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT RZESZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA PODKARPACIE SŁONECZNIKI ZACHÓD SŁOŃCA

Paczłorki wieczorem

Część zbóż wykoszone, część czeka na swoją kolej. Na kukurydzę przyjdzie kolej dopiero w październiku. Łąki zielone, ale trawa już tak szybko nie rośnie. Mam tu w okolicy takie pofalowane paczłorki pól, gdzie wracam co jakiś czas. Bardzo podobają mi się zwłaszcza podczas bezchmurnego wieczoru, kiedy słońce do ostatniej chwili muska je resztkami swoich złocistych promieni.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT RZESZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA PODKARPACIE ZGŁOBIEŃ PACZŁORKI PÓL OSTATNIE PROMIENIE SŁOŃCA

Słoneczniki i konwekcja

Co za pech i fuks jednocześnie! Pech, że nie wziąłem ze sobą aparatu, fuks, że w aucie jeździ sobie stara wysłużona lustrzanka. Pech, że nie miałem uchwytu do statywu, i musiałem używać wysokich czułości, fuks że trafił się tak niezwykły warun. Pech, że na nogach miałem skromne buciczki nie nadające się na błoto, fuks, że trafiłem na to pole słoneczników.

Suma sumarum powstały jednak te zdjęcia, z czego się bardzo cieszę. Piątkowego wieczoru byłem z wizytą na zupełnie obcym terenie, ale kiedy zobaczyłem co się dzieje wsiadłem w auto i huzia przed siebie. Jakież było moje zdziwienie, gdy po przejechaniu dosłownie może jednego kilometra zobaczyłem chyboczące na wietrze pole słoneczników. Nie zważając na strój, ziąb i wiatr wparowałem w jego środek, aby uwiecznić ten niezwykły spektakl.

Było już po zachodzie, kiedy wracając obejrzałem się jeszcze za siebie i oniemiałem. Tak intensywnych różowości na niebie dawno, a może i nigdy nie widziałem.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT RZESZOWSKI FOTOGRAFIA KRAJOBRAZOWA PODKARPACIE SŁONECZNIKI ZACHÓD SŁOŃCA KONWEKCJA