Jak juz burza, to konkretna

Tak spektakularnej chmury szelfowej dawno nie widziałem. W tym roku, może to i lepiej, burze oszczędzają moją okolicę, ale jak już są, to niezwykle widowiskowe.

Zaczęło się tradycyjnie, zobaczyłem na radarach zbliżające się burze, więc podjechałem na jedną z górek. Nic nie wskazywało na malowniczy szkwał. Dookoła tak zwane nimbo, czyli jednolita szara chmura.

Jak już tam byłem, to zrobiłem zdjęcie nimbu i zawróciłem do domu. Po kilkunastu minutach drogi zauważyłem, że coś jednak się dzieje. Zawrotka i w ostatniej chwili wpadłem na punkt widokowy z rozległym widokiem. Wtedy już wszystko działo się bardzo szybko. Myślę, że zdjęcia oddają atmosferę i więcej słów jest zbędne 😉

Trzy pierwsze zdjęcia zrobione w ciągu 4 minut, więc można sobie wyobrazić, jak to monstrum szybko na mnie nacierało 😉

Piękne w swojej brzydocie

To nie będą zdjęcia dla ludzi o słabych nerwach, ani dla tych, co akurat spożywają posiłek. Nie będą estetyczne i klimatyczne. Jednak znajdą się pewnie i tacy, którzy w tych małych stworzonkach odnajdą piękno. To co że oślizłe, to co że nie kojarzą się dobrze, zwłaszcza tym, co na przykład mieli do czynienia z rybikami w łazience.

Przechadzając się po ogrodzie zwróciłem uwagę na uschnięte listki na moim „bonzajowym” niewielkim dąbku. Nakryłem pod nimi pokażne stado larw. I choć niszczyły moje drzewko, spodobały mi się od pierwszego wejrzenia. Malutkie, kilkumilimetrowe, ale w obłędnych kolorach. To sprytne połączenie żółtego i odcieni zielonego sprawia, że naprawdę ciężko je dostrzec na dębowych liściach. Nawet jeśli występują w licznym stadku.

Kadr bez ceregieli

Tę miejscówkę z zakrętasami na torach upatrzyłem sobie jakiś czas temu i już ją tu pokazywałem odgrażając się, że jeszcze tam wrócę. Otóż wróciłem i uparcie czekałem, aż wjedzie pociąg. Oczywiście o zachodzie słońca, fotografując w jego stronę, aby uzyskać tę nieprawdopodobną wręcz kolorystykę.

To nie fotoszop, ale wyczekane warunki, kiedy słońce jest dokładnie na wprost obiektywu tuż nad kadrem. Do tego długa ogniskowa i mamy bez dodatkowych ceregieli klimatyczny kadr. Wystarczyła odrobina cierpliwości, aby wyczekać dzień, warunki pogodowe i… pociąg 😉

Słonecznikowo

Pola słoneczników. Piękny widok. Zwróciłem na nie uwagę jakieś kilkanaście dni temu podczas jednej w przejażdżek rowerowych. Wtedy jeszcze nie kwitły. Postanowiłem sobie do nich wrócić za jakiś czas i w niedzielę zrobiłem kolejny kurs w to miejsce. Zrządzenie losu sprawiło, że zabłądziłem i przypadkiem trafiłem na jeszcze większe pola tej pięknej rośliny i co najważniejsze okazało się, że już zakwitły!

Nie wiem jak długo kwitną słoneczniki, ale koniecznie muszę tam jeszcze wrócić. Oby nie było jak miesiąc temu z makami i obym zdążył przed przekwitnięciem. Pozostaje czekać na ciekawe warunki podczas któregoś z zachodów słońca.

Nudy nie ma

Są pewnie tacy, dla których to nie jest jakiś mega wyczyn, ale dla mnie jest. W ubiegłym tygodniu udało się przejechać cztery stukilometrowe trasy, w tym trzy po górkach. Żeby ten blog nie stał się blogiem rowerowym, zabrałem na wycieczki aparat i przywiozłem choć te kilka zdjęć, choć jak pisałem, kiedy już czuję wiatr we włosach, nie chce mi się zatrzymywać. Niektóre miejsca i okoliczności przyrody tak mnie jednak zafascynowały, że zsiadłem i uwieczniłem.

Jeśli chodzi o fotografowanie, to obecne lato nie obfituje w mojej okolicy w widowiskowe zachody słońca, nie ma widowiskowych burz i szkwałów. Cieszę się, że udało się reaktywowac stare hobby rowerowe, bo chyba bym sie zanudził w wolnym czasie 🙂

Burze, które szczęśliwym trafem udało mi sięminąc bokiem:

Zamek w Baranowie Sandomierskim:

Tu urzekły mnie widowiskowe chmurki na niebie:

To miejsce zapamiętam na długo, bo prowadziła do niego kilometrowa droga pod górkę z przewyższeniem 150 metrów. Śmierć w sandałach….

Widok na Wisłokę:

Fajna kładka, nie polecam, jeśli ktoś ma lęk przestrzeni 🙂

Lubię upał

Dawno temuj, kiedy byłem nastolatkiem nie lubiałem upałów i lata. Okres od maja do sierpnia był najmniej ulubionym okresem w roku. Później na szczęście się to zmieniło, a aktualnie uwielbiam kilku, czy kilkunastodniowe upały zprostego powodu – mogę jeździć na wielogodzinne wyprawy rowerowe bez stresu o zmienną pogodę.

Ostatnio podczas bezchmurnego, upalnego wieczoru rzuciło mi się w oczy kilka poniższych kadrów.

Ulotne chwile

Aż ciężko w to uwierzyć, że dwadzieścia minut wcześniej padał ulewny deszcz, wiał wiatr i było prawie ciemno. Za to uwielbiam aurę, że potrafi zmienić się dosłownie z kwadransu na kwadrans. Jest ulewa, ale ja biorę pod uwagę, że po ulewie może przyjść całkiem przyjemna pogoda, pastelowy zachód słońca. To są niezwykle ulotne chwile. A ja tylko takie lubię uwieczniać na moich zdjęciach.

Obłoki lentikularne (Altocumulus lenticularis)

Kto wczoraj zerkał w niebo z pewnością zauważył dziwne, nietypowe chmury. To tzw. chmury soczewkowe lub lentikularne. Wyglądem mogą przypominać latające spodki. Jedne lepiej, inne gorzej uformowane.

Spędziłem wczoraj kilka godzin na rowerze i zamiast podziwiać okolicę gapiłem się co chwilę w niebo. Chmury ciągle się zmieniały. Jedne zanikały, inne powstawały i zmieniały kształty. Dla miłośnika chmur jak ja najwspanialszy spektakl pod niebem.

Obłoki lentikularne (Altocumulus lenticularis)
Obłoki lentikularne (Altocumulus lenticularis)
Obłoki lentikularne (Altocumulus lenticularis)
Obłoki lentikularne (Altocumulus lenticularis)

Nie do znudzenia

Każdy wieczór niesie ze sobą coś innego. Niby jeden do drugiego podobny, ale wcale tak nie jest. Spędzając często wieczory w plenerze zauważa się subtelne różnice. Światło jest za każdym razem nieco inne. Za każdym rozem ujęcia, nawet w tych samych miejscach różnią się od siebie. Zauważy się inny kadr, albo zrobi zdjęcie pod innym kątem do słońca i już mamy inną fotkę. To jest nie do znudzenia. Nigdy.

Chodzi lisek koło drogi…

Po południu wybrałem się na niezobowiązujący spacer po okolicznych polach Aparat na wszelki wypadek wisiał sobie na szyi i dobrze, bo jakieś 130 metrów ode mnie zauważyłem lisa, który oddawał się polowaniu. Od razu przed oczyma stanęły mi zdjęcia widziane w internecie, jak lis pobija sie do góry i atakuje na gryzonia i zamarzyło mi się takie same.

Odległość była znaczna, ale spróbowałem. Stałem tak z aparatem przy oku i faktycznie – lis wyskoczył w górę i zaatakował jakowegoś gryzonia. Choć kiepskiej jakości, ale udało się zrobić pamiątkowe zdjęcie. Potem spróbowałem podejść nieco bliżej, aby zrobić jeszcze kilka zdjęć, po czym wycofałem się. Nie chiałem przeszkadzać mu w polowaniu. Gdzieś w norze pewnie czekała gromadka małych lisków do wykarmienia.