Słoneczny poranek to było coś, na co dziś czekałem. I udało się tak pół na pół. Bo owszem, słońce przebijało się zza chmur, ale tych było też sporo i chwilami robiło się dość ponuro.
Nie zmienia to faktu, że zgodnie z planem przewędrowałem kawał drogi po lasach. Wyszło coś około 16 km i ponad 600 m przewyższeń, więc zmęczyłem się na tyle, że na dziś miałem dość.
Większość trasy prowadziła leśnymi ścieżkami, ale próbowałem też tu i tam iść „na skróty”… co kilka razy skończyło się błądzeniem w gąszczu, bez żadnej drogi.




