Godzina dla mnie

Sobotnie przedpołudnie. Na zdjęciach satelitarnych widzę zbliżające się okienko pogodowe. Przez godzinę, może dłużej chmury mają się rozstąpić i ma wyjrzeć słońce. A jak jest słońce i jest śnieg to nogi aż rwą się do spacerowania, a aparat do fotografowania.

Udało się wpasować w łaskawość natury. Godzinę bez chmur spędziłem w lesie. Drzewa oklejone świeżym śniegiem, to widok rodem z obrazów malarzy. Muśnięte promieniami słonecznymi nabrały wyrazu i dynamiki. Czułem się jakbym na te kilka kwadransów znalazł się w zupełnie innym świecie.

Cierpliwości

Padało całą noc i nadal chwilami prószy. Mam mieszane uczucia, bo z jednej strony widoki są przepiękne, ale z drugiej, prawie cały styczeń spędziłem już na rowerze, a tu od nowa biało. Mało tego zapowiadane są tęgie mrozy. No cóż, pogoda nie może dogodzić wszystkim naraz. Teraz ci co lubią śnieg się cieszą, ale przyjdzie i pora na tych, co z utęsknieniem czekają na wiosnę. Tylko cierpliwości.

Zdjęcia archiwalne

Kolejne drzewo, które nie wiedzieć czemu zostało ścięte. Było fajną ozdobą pobliskiego zalewu. Nikomu nie przeszkadzało a dodawało uroku i klimatu temu miejscu. Każdy z okolicy, kto fotografuje musiał je znać i nie raz uwieczniać na swoich zdjęciach.

Ja sam co prada rzadko tam bywałem, ale kiedy zobaczyłem, że już go nie ma przypomniałem sobie o niepublikowanych zdjęciach z grudnia 2020 roku. Teraz są to już zdjęcia archiwalne, przedstawiające coś, czego już nie ma 😦

Kolejne wizyty

Nie mogę wysiedzieć w domu. Fajnie, że odważyłem się jeździć rowerem, kiedy jest zimno, ale nie zawsze jest ta możliwość (w tym przypadku uniemożliwiła to gołoledź). Zatem mimo iż na zewnątrz było szaro i pochmurno, musiałem wyjść choćby na tę godzinkę, dwie do lasu. Brak światła nie zwiastował robienia zdjęć, ale aparat na wszelki wypadek dyndał sobie na szyi.

Jak zwykle zostałem zaskoczony. Rozglądałem się na boki, a kiedy głowa wróciła do naturalnej pozycji – przede mną stał koziołek! Stał i zdawał się nic sobie nie robić z mojej obecności. Pozwolił ogarnąć aparat i zrobić kilka zdjęć, po czym odszedł do lasu. Takie spotkania nastrajają mnie optymistycznie na dalszą wędrówkę i kolejne wizyty w lesie.

Dowód na zdjęciu

Było tak fajnie. W miarę ciepło, bez opadów i wiatru. No ale w końcu mamy zimę, to pogoda ma być zimowa. W niedzielę nie mogąc już usiedzieć w domu wybrałem się gdziekolwiek, aby jeśli nie pofotografować, to przynajmniej pospacerować na świezym powietrzu. Niebo cały czas skutecznie zasłaniały papierowe, jednolite chmury. Od czasu do czasu posypywał drobny śnieg.

Jedak przez chwilę natura namalowała i na tym szarym niebie nieco koloru – mała szparka, trochę światła i od razu świat wyglądał inaczej. Nikt by mi w to nie uwierzył, bo trwało to kilka minut, ale mam dowód na zdjęciu 🙂

Daniele mama i dziecko

Październik ubiegłego roku. Jadę sobie rowerem serwisówką wzdłuż autostrady. Wtem coś podejrzanego miga mi po mojej prawej stronie w wąskiej przecince pomiędzy chaszczami. Zatrzymuję się, wyciągam aparat i skradam za uschniętymi nawłociami. Są tak daleko, że jeszcze nie wiem, że to nie sarny a daniele. I to mama z dzieckiem! Widzę to dopiero na ekranie aparatu.

Wobec tego nie próbuję podejść bliżej, aby ich nie niepokoić, choć one pewnie zauważyły mnie przejeżdżającego rowerem i teraz czają, czy nie stanowię dla nich zagorżenia. Powoli odwracają się i odchodzą, choć mały danielek robi to niechętnie.

Zima czy jesień

Zima, czy jesień? A może lato lub wiosna. Jeśli nie zapomnę, to dorobię również pozostałe pory roku. Tymczasem porównanie w tym samym kadrze zdjęć zrobionych 21 stycznia i 25 października ubiegłego roku.

Nowe i fajne

W styczniu był i śnieg, ale były i względnie ciepłe dni. I to takie z czyściutkim niebem. Przyznam się, że nigdy wcześniej nie wsiadałem na rower, kiedy na zewnątrz było mniej niż 8 – 10 ° C. W tym miesiącu pogoda wręcz zmuszała do jakiejkolwiek aktywności na świezym powietrzu.

Stwierdziłem, że jazda w temperaturach bliskich zera stopni, to tylko kwestia ubrania kilku dodatkowych warstw ubrania, a wcześnie zapadająca ciemność, to tylko kwestia odpowiedniego oświetlenia. Tym sposobem znalazłem zajęcie na długie zimowe wieczory. Udało się kilkanaście razy pojechać na przejażdżki, a na liczniku wpadło pięćset kilometrów.

Poniższe zdjęcia powstały podczas jednej z wycieczek. Wyjeżdżałem jak już zmierzchało, a bezchmurne niebo zapowiadało, że za kilkadziesiąt minut będe jeździł pod rozgwieżdżonym niebem. Nowe i fajne doświadczenie.

Na wiosnę poczekamy

Optymistyczne zdjęcie, czyż nie? Jakby z lekka wiosenne. A zrobione było czternastego stycznia. Osiem stopni i niebiesiutkie niebo. I tylko ten jeden obłok wiszący nad zalaną słońcem okolicą. Ciężko uwierzyć i ciężko było pogodnić się z myślą, że to jednak zima. Że na wiosnę przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.

Lubię świeży

W weekend napadało go sporo. I od razu zaczął się topić. U mnie jeszcze go sporo zostało, a nawet którejś nocy dosypało. Jedni się cieszą, inni niespecjalnie. Ja lubię i to bardzo śnieg świeżo napadany. Ale tylko dlatego, że lubię go fotografować, kiedy jest jeszcze bielutki i nie popsuty śladami zwierząt i ludzi. Później może się już topić.

Na zdjęciach pokazywany już tutaj sobotni poranek, tuż po zakończeniu opadów. Poza nielicznymi śladami zwierzyny to moje były te pierwsze 😉 Miękki i lekki, jakbym chodził po pierzu, a nie po sniegu.