Nie do znudzenia

Każdy wieczór niesie ze sobą coś innego. Niby jeden do drugiego podobny, ale wcale tak nie jest. Spędzając często wieczory w plenerze zauważa się subtelne różnice. Światło jest za każdym razem nieco inne. Za każdym rozem ujęcia, nawet w tych samych miejscach różnią się od siebie. Zauważy się inny kadr, albo zrobi zdjęcie pod innym kątem do słońca i już mamy inną fotkę. To jest nie do znudzenia. Nigdy.

Znad Czorsztyna

Kiedy jest mało czasu na fotografowanie, co jakiś czas wracam do starszych fotek, które jeszcze nie ujrzały światła dziennego. Miło wrócić do starszych zdjęć, wracają wtedy wspomnienia. Na podstawie zdjęcia jestem w stanie odtworzyć prawie każdy szczegół okoliczności powstania zdjęcia.

Poniższe powstały pod koniec lipca, trzy lata temu ze wgórza nad Czorsztynem, skąd rozciąga się nie tylko cudowna panorama na Tatry, ale również na północny zachód.

Królik

Wieczór taki niepozorny. Miał być deszcz, a prawie nie było. Miało być zimno, a było parno. Ciężkie chmury na niebie nie wskazywały, że słońcu uda się przebić choćby na chwilkę. Nie dało ono jednak za wygraną i pomalowało kawałek nieba swoim światłem.

No właśnie i co namalowało? Bo ja widzę przyczajonego żółtego królika…

Kulka porównana

Mam miejscówkę, gdzie zjawiam się co roku w porze najdłuższego dnia roku. Wtedy słońce zachodzi w okolicy oddalonego o ponad sześć kilometrów w linii prostej krzyża. Zawsze jednakowo zadzwia mnie ta perspektywa długoogniskowego obiektywu. Słońce, które będąc wysoko na niebie wydaje się malutkie, w porównaniu z odpowiednio oddalonym od obserwatora obiektem robi niesamowite wrażenie.

Otoczenie zadbane

Niektórzy może rozpoznają ten krzyż. Tak, to ten pod akacjami, które tu pokazuję regularnie. Akacje same w sobie są piękne – jeśli chodzi o kształt, położenie – w szczerym polu, przy polnej drodze. Ale to jak zadbane jest miejsce, w którym wyrastają z ziemi i krzyż znajdujący się między nimi również zasługuje na uwagę. Pod każdym względem to miejsce jest wyjątkowe. A najwyjątkowsze jest oczywiście w pięknym świetle. Tutaj jeden z ostatnich letnich wieczorów.

Droga do bajkowego świata

Ostre słońce świeciło aż do samego horyzontu. Na niebie nie było żadnych chmur, a mimo późnej pory żar nadal lał się z nieba. Na polach, w oddali słychać było pracujące maszyny rolnicze. W wiosce znajdującej się w dolinie uparcie ujadał pies. Echo niosło się na okoliczne wzgórze. To wszystko było akompaniamentem dla cykających w trawach świerszczy.

Wyczekałem na moment zrównainia słońca z horyzontem, bo wtedy światło było najfajniejsze. Wijąca się droga asfaltowa, taka jaką najbardziej lubię do przejażdżek rowerowych – pośród pól i mało uczęszczana. Podczas schyłku dnia niczym droga prowadząca do bajkowego świata.

Pustka

Pewnie takich miejsc jest sporo w okolicy, ale ja wybieram te z dala od zabudowań i ludzi. Udaję się tam, gdzie nie spodziewam się spotkać żywego ducha. Nie jest dla mnie istotne, że robię po raz n-ty zdjęcia w tym samym miejscu. Ważna jest ta konkretna chwila, te konkretne warunki na niebie i ten konkretny klimat. Pustka i cisza dookoła. Ważne, aby móc bez zakłóceń konteplować piękno natury, piękno tych ulotnych chwil, gdy słońce chyli sie ku zachodowi.

Zatrzymać się i uwiecznić

Bele. Coraz ich więcej na polach. Jest właśnie po pierwszych siankosach. Oklepany temat, jednak kiedy je widzę, ale koniecznie w połączeniu ze wspaniałym krajobrazem i nietuzinkowym światłem, wyciągam aparat i pstrykam foty.

Widok z poniższych zdjęć mnie zaskoczył. Niebo było prawie czyste, więc nie spodziewałem się widowiskowego zachodu. Moje bele, a w oddali pasące się dwa koniki w połączeniu z chylącym się do horyzontu słońcem stworzyły mi idealny kadr. Wystarczyło się zatrzymać i uwiecznić. Ileż to roboty 🙂

Magnezyty, kulka i motoparalotniarz

Przyznam się szczerze, tym razem zupełnie przypadkiem obczaiłem tę miejscówkę, gdzie pomiędzy drzewami widać naszą okoliczną, widoczną z pobliskich wzniesień „fabrykę” – Zakłady Magnezytowe. Rzuciłem okiem na aplikację, czy aby gdzieś w tym rejonie nie zachodzi akurat słońce i okazało się, że owszem.

Co prawda nad horyzontem wisiała chmura, ale istniała szansa, że się przesunie, a spod niej wyjdzie lekko przytłumione słońce. Postanowiłem poczekać do zachodu i tak oto powstały poniższe zdjęcia. Wisienką „na torcie” był przelatujący akurat w okolicy słońca motoparalotniarz.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI ROPCZYCE ZAKŁADY MAGNEZYTOWE W ROPCZYCACH