Najpierw wypatrzyłem go na berberysie. Po kilku zdjęciach zeskoczył na lilię. A po następnych kilku ni stąd ni zowąd odleciał.



Najpierw wypatrzyłem go na berberysie. Po kilku zdjęciach zeskoczył na lilię. A po następnych kilku ni stąd ni zowąd odleciał.



Wcale nie odpuściłem tematu burz i zachodów słońca. Wczoraj kolejny raz udało mi się sfotografować ciekawą chmurę, a dokładnie komórkę burzową w całej swojej okazałości, na dodatek lekko podświetloną przez zachodzące słońce.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAF KRAJOBRAZU ZAGORZYCE RZESZÓW KOMÓRKA BURZOWA IZOLOWANA ŁOWACA BURZ METEOFOTOGRAFIA FOTOGRAF POGODY
Powoli przekwitają azalie i w ogrodzie robi się mało kolorowo. Jednak w jednym miejscu nie dość, że zrobiło się czerwono, to jeszcze serduszkowo.



Pani i pan komarniceleżeli sobie w prawie takich samych pozycjach. I o ile pani wyglądała na zdrową i wydawało mi się, że tylko odpoczywa, to pan nie wyglądał za dobrze. Odniosłem wrażenie, że nie ma wszystkich nóg, a poza tym był ranny w odwłok.


Na kwiatku jaskra polnego zauważyłem coś długiego i czarnego. Okazało się, że to dwie chudziutkie błonkówki pilnie pracują nad przedłużeniem gatunku.

Kilka dni temu natknąłem się na taki urywek Podkarpacia z wydłużonymi, pasiastymi polami zasianymi zbożem i rzepakiem. Było mocno zachmurzone i padał deszcz, ale kilka zdjęć udało mi się zrobić. Muszę tam jeszcze kiedyś wrócić.






Dokładnie dziesięć dni temu jak to często zwykłem czynić, udałem się na pobliską górkę w nadziei na ciekawy zachód słońca. Widok, jaki tam zastałem sprawił, że oniemiałem. Zastałem odizolowaną chmurę burzową, z której padał deszczyk.




FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAF KRAJOBRAZU ZAGORZYCE KOMÓRKA OPADOWA BURZ ŁOWCA BURZ METEOFOTOGRAFIA SMUGI OPADOWE
Przez poprzednie dwa lata spotykałem ich bardzo wiele. W tym, spotkałem zaledwie kilka leni. Między innymi tę okazałą samicę lenia.

Czyżby tajemniczy mieszkaniec wyszedł na zewnątrz… Kiedy widuję te dziwne „budowle” na trawach od czasu do czasu staram się je sfotografować. Jakie było moje zdziwienie, kiedy na jednej z nich zauważyłem małego chrząszczyka. Od razu pomyślałem, że to może być jego domek.

Na końcu trawki siedziała sobie mała biedronka. Niewiele większy naliściak koniecznie chciał się z nią zaprzyjaźnić. Podchodził… i odchodził. Próbował przezwyciężyć swoją wrodzoną nieśmiałość.
