Spokojnie i miło. Ciepło i cicho. Tutaj najbardziej lubię spędzać wolne popołudnia.

Spokojnie i miło. Ciepło i cicho. Tutaj najbardziej lubię spędzać wolne popołudnia.

Podczas, gdy inne ważki latały po ogrodzie i zajmowały się kopulacją, ta postanowiła trochę pomedytować. Nie wiedziała, że z medytacji dzieci nie będzie.

Jeszcze dobrze nie zakwitły irysy, a one już spacerowały po łodygach w górę i w dół szukając odpowiedniego miejsca do złożenia jaj.

Do tej pory znachodziłem pojedyncze osobniki, w tym roku są ich całe tabuny….


Spotkało mnie coś strasznego. Fotografowałem sobie w najlepsze, w pewnym momencie patrzę na moją rękę, a tam jakaś kudłata bestia zajada sobie mojego włosa. Kiedy się zorientowałem pół go już nie było…

– Nie dość, że urodziłem się garbaty, a mam tych garbów z tuzin…

… to jeszcze wyglądam jak jakiś duch. No, gdybym był podobny do dobrego duszka Kacpra, to jeszcze, ale ja prędzej sowę przypominam…


Małe gąsienice ciągle oblegają mój krzak wikliny. Część ich zniknęła razem z listkami (zostały tylko żyłki). Na ich miejsce pojawiły się nowe.



– Jak to w ogóle jest możliwe, że moje dzieci są takie brzydkie, a ja jestem taki ładny… – zastanawiał się złotook pospolity (Chrysoperla carnea). I miał rację, gdyż larwy złotooka są wyjątkowo nieurodne.

– Nareszcie przestało padać. Jeszcze niech tylko te krople wyparują, bo ciężko się między nimi ułożyć do opalania.

– Przyleciałam do stołu, a na stole pusto? Co to za gospodarze? Gdzie słynna polska gościnność?

– Ja tam wolę mocne kolory. Pomarańcz jest stworzony dla mnie. A lekki dodatek szarego dodaje tylko smaku.

