Motylki udaje mi się fotografować nader rzadko. Tym większa moja radość z tego okazu.

Motylki udaje mi się fotografować nader rzadko. Tym większa moja radość z tego okazu.

Zachowywała się jakby suszyła skrzydełka. Siedziała z rozłożonymi i nic nie robiła sobie w zasadzie w niczego…

Kto rano wstaje… …ma śpiochy w oczach.


– Bezpiecznie tu nie jest, ale w razie czego mam jeszcze skrzydła…

Obstawiam, że to naliściak, ale robię to drżąycym głosem. Kanalików nosowych nie widzę i strzelam, że nie są one zasłonięte czułkami. Wniosek jedyny słuszny – to jest naliściak jakowyś.

– No nie wierzę, siedzę sobie tu cały dzień idealnie zamaskowany, a ten mnie wypatrzył. Nie bawię się tak, zbieram zabawki i idę do domu. I focha będę miał.

– Całe życie byłam fanką Pszczółki Mai. Poprzez operacje plastyczne dążyłam do wyglądu zbliżonego do niej. I co wy na to, udało się choć trochę?

– Jak to dobrze, że są długie weekendy. Można i odpocząć, i zrobić wiele pożytecznych rzeczy. Ja skupiam się na tym pierwszym, na odpoczynku. – rozprawiał wtyk straszyk.

Mimo, że jest zielony i na zielonych powinien się skutecznie kamuflować, dosyć często go spotykam. Wcale nie wygląda jak owad, bo nie widać na nim, ani oczu, ani czułek, ani nawet skrzydeł.

Wiatr był tak mocny, że ów chrząszczyk nie zdołał utrzymać swoich czułek w należytym położeniu.
