Podczas ostatniego spaceru po lesie spotkałem nie tylko łanie, ale także kilka dzięciołów i dwa gile. Po jednym z każdego z nich udało mi się sfotografować.


Podczas ostatniego spaceru po lesie spotkałem nie tylko łanie, ale także kilka dzięciołów i dwa gile. Po jednym z każdego z nich udało mi się sfotografować.


Nareszcie udało mi się uchwycić łanie na zdjęciu. Kilka razy widywałem je jak czmychały między drzewami, ale zawsze bardzo daleko ode mnie, albo zanim zdążyłem włączyć aparat, ich już nie było. Tym razem kilkaset metrów ode mnie przebiegało stadko kilku łań. Zdjęcia nie powalają, ale zawsze to jakąś pamiątka.




O sfotografowaniu zjawiska green flash (zielony błysk) nie śniłem nawet w najpiękniejszych snach. A tu zupełnie przypadkiem, dopiero po skopiowaniu zdjęć na komputer, okazało się, że mi się to udało. Na moich zdjęciach jest ono bardzo subtelne i wydawać by się mogło, że to przekłamanie matrycy aparatu, ale nie. Robiłem zdjęcia zachodzącego słońca to kilkanaście sekund i na czterech zdjęciach pojawiło się zjawisko zielonego błysku, czyli trwało niespełna jedną minutę.
Zjawisko zaczyna się od drugiego zdjęcia, a na czwartym jest najintensywniejsze.
O mojej obserwacji na TVN24






FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAF KRAJOBRAZU ZJAWISKO OPTYCZNE GREEN FLASH ZIELONY BŁYSK SŁOŃCE METEOFOTOGRAFIA ZAGORZYCE
Niech każdy obchodzi ten dzień jak lubi. A jak lubi, to wcale nie musi świętować akurat w walentynki 😉

– Wyróżniam się na łące swoim przecudnym kolorem – przechwalał się jeden chrząszcz – wy wszyscy jesteście tacy pospolici i nijacy, pochodzę że szlacheckiego rodu.



Zaćmienie Księżyca to nie lada gratka dla fotografów. Ja niestety zaspałem na to zjawisko o jakieś… pięć godzin. Kiedy się obudziłem, księżyc już zachodził.





FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAF KRAJOBRAZU ZAGORZYCE ZACHÓD KSIĘŻYCA PEŁNIA SREBRNY GLOB PODKARPACIE
Nie padało, więc na pewno nie chował się przed deszczem. Przed słońcem raczej też nie, bo przecież taka cienka trawka nie daje dużego cienia. Zatem najprawdopodobniej to jakaś poza jogi.

Jakoś zawsze fotografuję muchy dopiero wtedy, kiedy nie ma w zasięgu obiektywu żadnych innych owadów. A potem ich wrzucanie na bloga odkładam na później. Ta czerwonooka mucha zasługuje jednak na swoje pięć minut, choć to zapewne jakiś popularny okaz.

– Nareszcie ruszył się wiatr i zwiało te nikomu niepotrzebne puszki – ekscytował się spotkany przeze mnie wiosną pluskwiak – Nawet pluskwiak nie ma sobie gdzie spokojnie przysiąść na małą sjestę.



Klasyczny kadr, tym razem w roli modeli muchówek.
