I znowu magnolia nie doczekała by swojej kolejki do blogowych występów. Zostawiam zatem cały zastęp owadów, które udało mi się ostatnio sfotografować i załączam fotkę magnolii.

I znowu magnolia nie doczekała by swojej kolejki do blogowych występów. Zostawiam zatem cały zastęp owadów, które udało mi się ostatnio sfotografować i załączam fotkę magnolii.

Kilka dni temu udało mi się po raz drugi w życiu spotkać oleicę fioletową i to na dodatek od razu trzy! Pierwsza z nich okazała się akrobatką. Spacerowała po ziemi, a kiedy podniosłem patyk, na którym przystanęła, postanowiła pokazać swoje umiejętności akrobatyczne.

Sam nie wiem dlaczego, ale owady upodobały sobie ogrodowy wieszak na pranie. Staram się tam zawsze zerknąć, aby sprawdzić, czy nie siedzi jakowyś znudzony owad. Tym razem trafił mi się całkiem spory okaz, wielka mucha z niebiesko zielonym odwłokiem. Na moje niewprawne oko to plujka burczało (Caliphora vormitoria).

Od rana świeciło słońce, choć nie było zbyt ciepło. Wybrałem się na rekonesans po ogrodzie i zauważyłem trzmiela mocno zainteresowanego kwiatami pierisa. Bez większych nadziei na udane zdjęcie sięgnąłem po aparat, mając na uwadze, że trzmiela ciężko uchwycić podczas pracy. Jednak miałem trochę szczęścia i się udało. To najprawdopodobniej trzmiel rudy (Bombus pascuorum).

Wczoraj nieco się pogoda poprawiła. Owadów jednak ciągle było jak na lekarstwo. A kiedy owadów jest jak na lekarstwo wzrok mi się wyostrza i zauważam nawet te najmniejsze stworzonka. Pajączek był mikroskopijnych rozmiarów. Siedział zamyślony na jakiejś roślince i jakby na mnie czekał.

Jeśli nie pokazuję kwiatków na bieżąco, to później moje wpisy dominują owady, które mam nadzieję, już wkrótce zaczną wylegać przed mój obiektyw. Zatem póki tych owadów za wiele nie ma, wstawiam kolejne kwiatkowe migawki.




Tuż przez zachodem przechadzałem się po ogrodzie ze wzrokiem utkwionym w dół. Miałem nadzieję, że coś wypatrzę w podrośniętej już trawie i kwitnących stokrotkach. Przechodząc koło drzewka brzoskwiniowego podniosłem wzrok, a tam wokół niego latały chmary złotooków. Pisząc chmary mam na myśli co najmniej cztery osobniki 😉 Jeden wylądował akurat na jednym z kwiatów. Zdziwił mnie trochę ich kolor, bo były żółte zamiast zielone…

Najłatwiej jest mi zauważyć jakiegokolwiek owada na kwiatku. Jakoś tak zawsze w pierwszej kolejności przyglądam się kwiatkom z ogródka, a później na tapetę idą stokrotki, których tej wiosny jest całkiem dużo. Szczęśliwy traf chciał, że na jednej z nich siedział sobie mały pajączek ze swoją najprawdopodobniej świeżą zdobyczą. Dałbym sobie paznokcia obciąć, że muszka miała jeszcze przedśmiertne konwulsje…



Pierwszy raz zobaczyłem go wczoraj przed południem. Siedział sobie na liściach narcyza. Jednak kiedy tylko się do niego zbliżyłem, spuścił się na pajęczynie na ziemię, a zaraz potem skoczył gdzieś na bok. Do wieczora kilka razy sprawdzałem, czy nie wrócił na swoją pozycję. Dopiero krótko przed zmierzchem udało się mi się go wypatrzeć po raz drugi. Tym razem nie ryzykowałem i zrobiłem zdjęcia z nieco dalsza.


Wczoraj w końcu wyjrzało słońce i udało mi się spotkać kilka owadów, między innymi muchę, która najpierw kręciła się trochę po dużych liściach jakiejś rośliny. Spacerowała wszerz i wzdłuż, co chwilę zatrzymując się na chwilę. Po kilkunastu minutach znów spotkałem ja nieopodal. Tym razem próbowała schronić się w cieniu, gdzie zajęła się swoją toaletą.

