Miało być

Miało być kolorowe niebo. No bo jak wieje z południa, to takie często bywa. Niestety chmury się rozeszły. Mimo to fajnie zawinięta wstęga drogi oświetlona resztką zachodzącego słońca wyszła nienajgorzej. Miejscówka zauważona podczas jednej ze styczniowych wypraw rowerowych. Wróciłem tam raz, ale z pewnością zawitam tam jeszcze przy sprzyjających okolicznościach przyrody.

Tylko ja

To było kilka dni przed opadami śniegu. Cichy i spokojny, bezwietrzny wieczór. Przemieszczałem się z miejsca na miejsce i przypadkiem zauważyłem tę scenę. Zachodząca kulka słońca i pod nią ciągnący się żółty, oświetlony wspomnianym słońcem, strumyk.

Jedna ulotna chwila. Jedna szansa na kilkadziesiąt. Czasami moje kadry są wypatrzone wcześniej i wyczekane, czasami to zupełny spontan w pośpiechu i chaosie. Aby uwiecznić tę krótką chwilkę. Chwilkę, której nikt poza mną nie zauważy, nie zwróci na nią uwagi.

Wszystko przysypane

Spieszmy się podziwiać te białe krajobrazy, bo lada chwila mogą się roztopić. Póki co wygląda to ładnie i wracam do sobotniego spaceru po świeżutkim śniegu. Nawet „papierowe” niebo nie zepsuło mi radości obcowania z tym białym puchem pokrywającym wszystko bez wyjątku.

Zmiana zdania

Czy ja we wczorajszym wpisie coś pisałem, żeby śnieg poleżał jak najkrócej? Wystarczyło, że dosypało świeżego puchu i chwilowo zmieniłem zdanie 🙂 Zwłaszcza po wczorajszym porannym spacerze.

Wyszedłem z domu równo ze wschodem słońca. Wschodem, którego oczywiście nie było widać zza gęstej warstwy chmur. Jeszcze prószyły resztki śniegu, więc mogłem być pewien, że moje ślady będą pierwsze. To oczywiste, że nikt inny przy zdrowych zmysłach nie wstaje o świcie i nie brnie po kolana w śniegu po polach.

Widoki mimo braku światła, były przepiękne. Względne ciepło, bezwietrznie i te oblepione drzewa. Coś wspaniałego na początek weekendu 😉

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI ZAGORZYCE ZIMA ŚNIEG MRÓZ PORANEK

Niedokończone

Ciekawe ile tym razem poleży śnieg. Tydzień? Dwa? Może miesiąc. Ja tam wolałbym jak najkrócej, bo zachęcony ostatnimi trzema bezśnieżnymi i ciepłymi tygodniami, już zaczynam tęsknić za rowerem 😉

Tymczasem załączam obrazek z pierwszego tej zimy śniegu, kiedy to trafiłem na położone w pobliżu lasu niedokończone, jeśli chodzi o zbieranie plonów, pole kukurydzy.

Lubię kałuże

Jak zima jest z dodatnimi temperaturami, to musi być błotko. A jak jest błotko, to są i kałuże. A jak są kałuże, to fajnie odbija się w nich niebo. A jak niebo jest kolorowe, to i kałuże stają się kolorowe. Więc możecie myśleć o mnie co chcecie, ale ja tam lubię kałuże 🙂

Trudne okoliczności

Chyba nie można narzekać, bo w ciągu ostatnich trzech tygodni mieliśmy sporo kolorowych wschodów słońca. Inną kwestią pozostaje to, że nie każdy z nich miałem możliwośc fotografować. Mimo iż zima przez ten czas była bezśnieżna udało się jednak zrobić kilka fajnych fot, głównie dzięki temu bajecznemu niebu.

Poniższe powstały w prawie trzy tygodnie temu podczas bardzo wietrznego poranka. Wiatr wywracał statyw wbity w ziemię, a fotografem szargał na prawo i lewo. Nie chciało się ruszać z domu ani brnąć w błocie, ale na tym to właśnie chyba polega – być gotowym do fotografowania mimo nawet niesprzyjających okoliczności.

Sadzawka napełniona

Na sobotę czekałem jak na zbawienie. Po pięciu dniach bez zdjęcia sobotni wieczór zapowiadał się pieknie. Niestety do końca dnia chmury się rozproszyły i zostało czyste niebo. Mimo to postanowiłem wyjechać w teren, a konkretnie zobaczyć co dzieje się na zaprzyjaźnionej sadzawce.

Okazało się, że jest tam całkiem sporo wody (bo większość roku jest wyschnięta), więc jest potencjał do fotografowania. Brakło trochę tego kolorowego nieba, ale oczywiście wrócę tam przy najbliższej sprzyjającej aurze.

Jazda powolna

Wrócę dziś jeszcze do ubiegłotygodniowego poranka i moich zaokiennych samochodowych fotek. Kolory na niebie utrzymywały się prawie całą moją drogę do pracy, a jadę ze czterdzieści minut. A wtedy jechaliśmy jeszcze wolniej, aby nacieszyć oczy tym widokiem, no i jadąc wolniej była większa szansa na zrobienie nieporuszonych zdjęć.

Udany powrót

Stałem zauroczony widowiskiem i tylko przestawiałem statyw w prawo i w lewo, bo nie wiedziałem, który kadr będzie najkorzystniejszy. W końcu wrzucam wszystkie zdjęcia, bo nie jestem w stanie wybrać jednego.

A na fotografiach któryś ze styczniowych zachodów słońca. Pamiętam, że wracałem z udanego fotografowania zachodzącego za Tatrami słońca i na powrocie zobaczywszy co się dzieje, zatrzymałem się w te pędy, aby uwiecznić te niecodzienne kolory nieba.

FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI ZAGORZYCE WIECZÓR ZMROK