Tego roku spotkałem więcej barczatek napójek, niż przez wszystkie poprzednie lata, kiedy fotografuję. Najczęściej spotykałem je w zacienionych miejscach na skraju lasu. Dziś jedna z nich.

Barczatka napójka, napójka łąkówka (Euthrix potatoria)
Tego roku spotkałem więcej barczatek napójek, niż przez wszystkie poprzednie lata, kiedy fotografuję. Najczęściej spotykałem je w zacienionych miejscach na skraju lasu. Dziś jedna z nich.

Dwoma nogami była już nad przepaścią. Dla zwykłego śmiertelnika nie było by już odwrotu. Ale jak się ma dużo nóg, to trochę dłużej można się zastanawiać: Skoczyć, czy nie skoczyć…

Stójka na cieniutkiej trawie? Co to dla niego. To nawet sport nie jest, a codzienna codzienność.

Wczesną wiosną nigdy nie grymaszę, kiedy już spotkam jakiegoś owada chętnego do pozowania. Zawsze mogłem liczyć na prezentowane dziś pluskwiaki. Co prawda zawsze mocno kamuflowały się na źdźbłach wysokich traw, ale kiedy owadów jest mało, wzrok robi się wnikliwy i spostrzegawczy.


Rynnica olchowa (Linaeidea aenea) otwiera dziś moją szufladę ze zdjęciami, których nie zdążyłem pokazywać na bieżąco. Od wczesnej wiosny te ni czarne, ni ciemnogranatowe chrząszcze okupują nie tylko olchy, ale wszystko co popadnie. Są trudne do fotografowania ze względu na odbijający światło pancerz, ale wczesną wiosną człowiek spragniony fotografowania przytula obiektyw do wszystkiego co się rusza, a jest malutkie.

Mam w najbliższej okolicy kilka dębów, gdzie co roku mogłem liczyć na to, że będą na nich galasy. Tak też było tym razem. „Obrodziły” na bogato.




To jedna osa jaką udało mi się w tym sezonie sfotografować, a podejść miałem wiele.

We wrześniu przez dobrych kilka, a może nawet kilkanaście dni zadomowiły się w ogrodzie wtyki straszyki. Jeden, czy dwa na przekwitniętym parzydle i następne na milinie.

Kiedy od września w ogrodzie jest coraz mniej kwiatów, owady zadowalają się nawet nawłocią, która nieproszona wyrosła w jego zakątku.

Gdzieś na początku września chyba znalazłem ją na liściu irysa.

