Nikt za nimi nie przepada. A one mają to gdzieś i zajmują się tym, co dla nich najważniejsze. To samo na pewno robiły w Azji i to samo robią u nas, w Polsce.

Biedronka arlekin (Harmonia axyridis)
Nikt za nimi nie przepada. A one mają to gdzieś i zajmują się tym, co dla nich najważniejsze. To samo na pewno robiły w Azji i to samo robią u nas, w Polsce.

W poprzednim roku miałem okazję po raz kolejny odwiedzić Skalne Miasto w Adršpach. Adršpašsko-Teplické skały to masyw górski w Sudetach Środkowych, w Czechach, będący częścią Gór Stołowych. Są to unikalne bloki piaskowcowe powstałe, podobnie jak pasmo Gór Stołowych w wyniku nierównej odporności skał na wietrzenie, które wymodelowała woda, mróz i wiatr. Cała trasa od parkingu i z powrotem ma około 7 kilometrów długości, a czas przejścia to około 3 godzin.







W dolince nic nie zapowiadało takiego spektaklu, ot zwykła chmura. Natomiast kiedy wyszedłem na wzniesienie okazało się, że pada z niej deszcz podświetlony zachodzącym słońcem.






FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAF KRAJOBRAZU ZAGORZYCE ZACHÓD SŁOŃCA
Ledwo, ledwo, ale je zobaczyłem. Tatry ze Szkodnej (136 km).



Wyszedłem na spacer, kiedy było ponuro i pochmurno, od czasu do czasu posypywał śnieg. Nic nie zapowiadało takiego spektaklu na niebie, jaki ukazał się moim oczom po kilku chwilach. Trwało to niecałą godzinę, a potem niebo znów zachmurzyło się na dobre.




FOT. WITOLD OCHAŁ POWIAT ROPCZYCKO-SĘDZISZOWSKI FOTOGRAF KRAJOBRAZU ZAGORZYCE ŚNIEŻNA KONWEKCJA METEOFOTOGRAFIA
– Jak on mnie w ogóle dostrzegł… Przecież jestem taki malutki, że ledwo mnie widać… – zastanawiał się maluteńki chrząszczyk, którego sam nie wiem jakim cudem udało mi się sfotografować. Przyznam się, że nawet nie próbowałem łapać ostrości, pstrykałem na chybił trafił. I się udało.

Połowa maja to tan okres, kiedy azalie i rododendrony są w pełni rozkwitu. Ogród mieni się wtedy kolorami różu, czerwieni i żółci i fioletu.










Wrzeciążkę (Propylea quatuordecimpunctata) spotkałem może wiele razy. Za każdym razem próbowałem ją sfotografować. Jednak wrzeciążki mają to do siebie, że wkładają głowę w jakiś zakamarek rośliny, jak struś w piasek i udają, że ich nie widać, a co za tym idzie nie sposób ich sfotografować.

Niedawno była u mnie parada chrząszczy. Dziś przyszła kolej na następną. Tym razem jeden gatunek, ale w kilku odsłonach. Nie kiedy indziej, jak w maju ubiegłego roku owe chrząszcze miały najprawdopodobniej jakiś zlot na skraju lasu. Gdzie nie popatrzyłem, tam chrząszcz.





Jak wspomniałem tydzień temu, dziś kilka widoków ze Szczelińca. Pamiętam, że tam na górze, na tarasie widokowym wiało niemiłosiernie. Mimo to mogłem tam stać i stać i tak się gapić 😉





